czwartek, 22 sierpnia 2013

|0047| terapia-eksperymentalna.blogspot.com

Oficjalnie witam się ze wszystkimi jako pełnoprawna oceniająca :)
Tak, żyję. Five devils czytam, myślę, że w drugim tygodniu września powinna pojawić się ocena.

Ocena bloga: Terapia eksperymentalna
Autor bloga: Skyle
Oceniająca: Diana




Terapia eksperymentalna… ciekawe. Na pewno zachęca do zajrzenia na bloga. Trochę dziwi mnie fakt, że jest to opowiadanie sci-fi – jak na razie nie kojarzy się właśnie z tym gatunkiem. Bardziej z przeprowadzaniem eksperymentów na pacjentach szpitala psychiatrycznego. Na belce pojawia się jedno słowo – terapia. Niezbyt to oryginalne, ale doceniam fakt, że nie zarzuciłaś jakimś cytatem Pałlo Kołelo, co niezbyt często pasuje do treści. Pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne i mam nadzieję, że z treścią będzie tak samo dobrze.
Ponuro i strasznie. Szablon jest przerażający i znów mam wrażenie, że to opowiadanie jest o „smutnych ludziach”, jak to ujęła pewna dziewczynka w horrorze. Zastanawiałam się, jakie są te problemy z grafiką, teraz już wiem. Tekst masz za nisko, a spisu treści i linków również nie mogłam na początku znaleźć. Jednak uprzedzałaś, więc nie oberwie Ci się zbytnio. Ta dziewczyna zniszczy nasze istnienie. Wiem przynajmniej, że główną bohaterką będzie dziewczyna. Dopiero po paru minutach dotarło do mnie, że jesteś pierwszą autorką od dawna, która na swoim blogu nie umieściła niczego po angielsku. Niesamowite. Czcionka duża, biała i czytelna. Zastanawiam się, po co to „o” nad datą opublikowania posta.
Na pierwszy rzut oka ciężko w tym szablonie coś wypatrzyć. Widać tylko tę dziewczynkę z palcem  przytkniętym do ust, jakby mówiła, że nie będę mogła nikomu opowiedzieć o tym, co się stanie, kiedy zagłębię się w Twojego bloga. Potem jest kobieta z rozoranymi plecami i druga, stojąca gdzieś na wzgórzu z jakąś bronią w ręce. Miecz? Bardziej kij bejsbolowy. Nie wiem. I znów nie mam pojęcia, czy jako tako pasuje on do tematyki. Niech będzie, chociaż nadal nie rozumiem, jak się ma dziewczynka rodem z horroru do opowiadania psychologicznego.
Czas na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli ogarnięcie bloga od strony informacyjnej, krótko mówiąc, biorę się za ramki. Coś mi mówi, że w tym przypadku może być co najmniej ciekawie.
Akta nic nie wyjaśniają. Wszystko się plącze. Ciekawym pomysłem jest nazwanie bohaterów literami alfabetu i figurami karcianymi. To ich pseudonimy? Skoro powieść w pewnym stopniu wojenna, chyba mam rację. SPAM-u masz niewiele, ale osobna zakładka jest. W Liebster Award w pewnym momencie ciągle powtarza się „nominować”. O, więc jednak nie do końca myliłam się z tym szpitalem. Strona o Tobie również nieco wyjaśnia, choć nadal nie aż tyle, by do końca zdradzić, o czym jest blog.
Błędy:
Piszę tutaj, bo daję mi to ułudę, że ktokolwiek to przeczyta. – daje. To nie Ty dajesz sobie ułudę, a pisanie.
Chciałam stworzyć świat, w którym brak kreatywności staję się kreatywnością - nie udało mi się. – jak wyżej.
Wszystkie linki działają poprawnie.
Na początku miałaś bardzo dużo komentarzy, później jednak wszystko ucichło. SPAM-u trochę jest, mimo odpowiedniego miejsca. Opinie są, konwersacje z komentującymi znikome.

Teraz… treść. Zaczyna się dosyć pospolicie. Chłopak, który dopiero się uczy, włamuje się do systemu i odkrywa tajny kod, dzięki któremu może aktywować bomby. Oczywiście jest narażony na śmiertelne niebezpieczeństwo, bo armia zabije każdego, kto go pozna. Wiadomo, że T przeżyje, przecież jest głównym bohaterem, a przynajmniej na takiego wygląda. Zapewne będzie żył w wiecznym strachu i być może ucieknie razem z innymi, którzy poznali Kod. Och, zapomniałabym. T jest nastoletnim geniuszem, którego potencjał jest niezauważany przez nikogo. Bo po co w wojsku szukać nadzwyczajnych talentów?
Widzę, że zdecydowałaś się na czas teraźniejszy w narracji. Ciekawe, rzadko kiedy spotykam bloga pisanego w ten sposób. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz mieszać czasów.
Okej, pierwszy rozdział za mną i od razu wrzuciłaś mnie w akcję – tak, jak to robią autorzy książek. Nie nudziło mi się i poznałam główną bohaterkę, która to opowiada o wydarzeniach ze swojej perspektywy. Jakby pisała pamiętnik. Tylko czy jest to dobra forma? Piszesz o wojnie, a bohaterów, jak widzę, będzie więcej. Nie lepiej było pisać w trzeciej osobie? W ten sposób łatwiej mogłabyś opisać uczucia reszty.
Czyli jednak T nie będzie głównym bohaterem? Musi być! Chyba że wysiliłaś się tylko po to, by napisać, o co chodzi z Kodem. Nadal mam cichą nadzieję, że jeszcze wrócisz do T, szkoda by było, żeby jego wątek się zmarnował.
Rozdział III jak dotąd wyjaśnia najwięcej. O ile dobrze rozumiem, są dwie wrogie armie. N jest u tych drugich. U Podpalaczy. Jej podlatują do góry, ale reszta twarzy pozostaje niewzruszona. (III). Jej… co jej? Oczy? Brwi? I co to za zapach, który czuje N?
Pomarudzę trochę, bo nie jestem do końca zadowolona z długości rozdziałów. Krótkie są, przynajmniej jak na taki temat. Mam taki niedosyt, kiedy kończy się rozdział i nie dowiedziałam się o niczym szczególnym. Dobrym pomysłem byłoby połączenie niektórych rozdziałów ze sobą.
- Znalazłam cię nieprzytomną w domu podczas wybuchu. Wiesz, jak bardzo to nie bezpieczne, prawda? Mogłaś umrzeć przysypana gruzem. (V). Hej, moment. Czy Trefl nie był mężczyzną? Nawiasem mówiąc, brakuje tam przecinka i „niebezpieczne” powinno być zapisane razem. Chwila, chwila… Co Trefl robił w domu podczas wybuchu? Wszedł sobie tak dla zabawy?
Hmm, tak się zastanawiam, jak się mają tytuły rozdziałów do ich treści. Weźmy na przykład taką V – Walka z cieniem. Czego spodziewa się czytelnik? Szpiegów, którzy poruszają się tak cicho, że przypominają cień, długiej walki… Co dostaje? Rozmowę i żałosną próbę ucieczki. Tak, żałosną. Naprawdę sądzisz, że kobieta, która przeżyła wybuch i widziała śmierć swoich współpracowników ma aż tyle siły, by błyskawicznie napiąć mięśnie, odskoczyć i wypatrzyć broń? Rozumiem, wyszkolona kadetka, która nie ma nic do stracenia, ale sił też dużo nie ma. Zwłaszcza, jeśli czuła się osowiała.
Błagam Cię, zrób coś z tymi akapitami. Są nierówne. Przykład?
- Jak się nazywasz? – to głos Trefla, cichy i bezbarwny.
            - N. 
      Wtedy jestem w stanie otworzyć oczy. Trefl stoi nieruchomo, jego zszokowane spojrzenie jest utkwione w Y. (VI).
No nie, oni naprawdę dopiero teraz jej uwierzyli, że jest N? Przepraszam bardzo, ale przełom nigdy nie następuje tak nagle. Przez połowę rozdziałów wmawiali jej, że jest X, a teraz tak po prostu przyjęli do wiadomości, że jednak nie? I jeszcze są dla niej tak mili, że zaraz ją w czekoladzie wykąpią. Mam ochotę strzelić pięknego facepalma.
Wygląda na to, że dwie armie walczą ze sobą bez sensu, bo nikogo oprócz nich nie ma na tym świecie. Niee, na pewno jest inaczej. Ale jeśli to prawda, to jestem ciekawa, jaki jest ich prawdziwy powód.
Wyznaję zasadę, że im krótsze rozdziały, tym mniej opisów i tym bardziej traktowane są po łebkach. Tak jest i w tym przypadku. Piszesz, bo piszesz, nie za bardzo przywiązujesz do tego uwagę, nie starasz się wprowadzić czytelnika w klimat. Czasem zjadasz całe wyrazy. Nie mówię, że musisz przez pięć stron opisywać, jak się czuje N, ale na razie widać, że jest zwykłą buntowniczką zamroczoną jakimś narkotykiem. Zobaczymy, jak będzie dalej.
Jej wielkie dwubarwne wpatrują się we mnie z wielką uwagą. (IX). Dwubarwne co? To właśnie miałam na myśli, mówiąc o zaniedbywaniu rozdziałów. Rozumiem, że literówka może się od czasu do czasu zdarzyć, ale bez przesady, prawie w każdym rozdziale znika jedno (dość kluczowe, trzeba powiedzieć) słowo.
Gdy Trefl mnie budzi, nie jest delikatny. (X). A czego ona się spodziewała? Że obudzi ją delikatnym pocałunkiem w czoło i oznajmi, że przyniósł jej śniadanie do łóżka?
Okej, ale teraz to mnie zaskoczyłaś. O ile w poprzednich rozdziałach wszystko było takie nijakie, o tyle w X zaczęłaś się rozkręcać. Uhm… i znów za krótko. Dlaczego nie dajesz sobie czasu na rozwinięcie akcji w rozdziale? Półtorastronicowe posty to naprawdę nie wystarczy, nawet jeżeli powiększysz je do tej osiemnastki. Już zaczynało być ciekawie i oczywiście rozdział się skończył. I to jeszcze w takim momencie, że praktycznie wszystko wyjaśniłaś, przez co nie mam jakiejś ogromnej chęci na następny. Chociaż może nie. Rozdział XI  ma aż trzy strony, brawo! Musi wydarzyć się coś ciekawego.
Jednak nie. Pomyliłam się. Miałaś tak dobry materiał, a wszystko zepsułaś. Dlaczego nie opisałaś uczuć N po tym, jak Trefl stracił pamięć? Dlaczego nie opisałaś jak Kier daje mu Lotos? Rozdział o wiele dłuższy od pozostałych a… nudny jak flaki  z olejem, szczerze mówiąc.
Och proszę, niech N weźmie Lotos i straci pamięć! Jeśli będzie coś pamiętać, to Cię znajdę, gdziekolwiek jesteś, bo pachnie mi tu merysujką.
Uff, nie pamięta, chwała Ci za to. Tylko dlaczego przez moment zmieniłaś narrację? Chodzi mi o ten moment: Bierzesz go mimo, że w mgnieniu oka staje się trucizną otępiającą zmysły. Może przysporzyć ci tylko więcej bólu.
            Czemu? Dlaczego nie możesz się powstrzymać od bólu? Dlaczego nie kończysz swojego cierpienia? Dlaczego tak bardzo chcesz żyć? (XIII).
            Jak N znalazła się „u swoich”? Coś konkretnego się dzieje.
Przetrzymywanie u Podpalaczy było takie nijakie. Niby N została uwięziona, ale jednak niczego jej nie brakowało: miała swój domek, mogła zostać sam na sam z jednym żołnierzem i rysować mapę, Lotos dostała w swe ręce bez walki – ot, leżał sobie całkiem przypadkowo w szufladzie biurka, przy którym pracowała. Za dużo szczęścia miała. Wracając do rozdziału XIV, naprawdę mi się podobał. Mimo że nie dzieje się w nim nic specjalnego, mam wrażenie, że łatwo i przyjemnie Ci się go pisało. I, o dziwo, zachęcił mnie do przeczytania następnego.
            N nie zachowuje się, jakby nagle straciła pamięć i znalazła się w zupełnie innym miejscu, nie wiedząc nawet, jakim cudem. Nie jest zdezorientowana, a pierwsze, co robi po przebudzeniu, to wstaje i otwiera okno. Dobrze, że chociaż się przewróciła, bo gdyby utrzymała się na nogach, znów rozwaliłabym sobie klawiaturę. Nawet gdyby wszystko pamiętała i nagle obudziłaby się w nowym miejscu, chociaż przez chwilę byłaby rozkojarzona. A u Ciebie tego nie widać.
            Iii proszę państwa, zaliczyłam kolejnego facepalma! Pamięta Kod, ale nie wie, że pamięta. Wymaż jej te liczby z głowy wreszcie!
            Czemu to robimy? No właśnie, dlaczego oni to robią? W czym problem? Dlaczego N nie może po prostu powiedzieć reszcie prawdy? A może raczej: dlaczego M nie może jej tego powiedzieć? Wreszcie rozumiem, skąd opowiadanie psychologiczne. Ach, już wiem. M wykorzystał N. Dlaczego mu tak zależało na okłamaniu reszty?
            Sprytnie wykorzystałaś fobię N. Tylko… niech Q pójdzie i powie komuś o tym. Znów rozbudziłaś we mnie płonne nadzieje. Czyli będą brnąć w zaparte, dobra. Po co? Przecież X też jest spalona. Podpalacze niszczą wszystkich, którzy znają Kod, N jest w niebezpieczeństwie, nawet będąc nią. I nie wmawiaj mi, że N nie zna Kodu, bo pozostał w jej głowie, tylko nie ma pojęcia, że to on. A Podpalacze zapewne mają swoje sposoby, żeby wyciągnąć potrzebne im informacje, chociaż po tym, co o nich napisałaś, zaczynam w to wątpić.
            Nonsens absurdem… a masło jest masłem.
            No tak, i teraz to zaczyna być ciekawie. Od XXI rozdziału. Lepiej późno niż wcale.
            Dlaczego zmieniłaś czas, w jakim piszesz? Chodzi o XXII rozdział, który naprawdę mnie wciągnął i aż zaczynam żałować, że jest taki krótki.
            W zasadzie o zaciekawieniu czytelnika wspominałam przez cały czas czytania. Okej, może momentami coś się działo, ale szczerze mówiąc… słabo z tym. Nie było tak, że natychmiast musiałam zajrzeć do kolejnego rozdziału i przez cały dzień zastanawiałam się, co w nim będzie i jak N się z tego wszystkiego wyplącze. Prawdę mówiąc, czasem miałam ochotę wyłączyć Worda i nie czytać więcej. Potrzebowałaś dwudziestu rozdziałów, żeby się rozkręcić. Czytaj: wprowadzić akcję i ciekawie ją opisać. Wcześniej, kiedy N była u Podpalaczy, to było takie nijakie, jak już mówiłam.
            Nie spodziewałam się, że kiedyś to powiem, ale… opisów jest czasami za dużo, a czasami za mało. Jakbyś nie do końca wiedziała, co jest ważne. Dajmy na przykład moment, w którym N jest przedstawiana jako X. Dokładnie opisałaś wygląd wszystkich bohaterów, po co mi to? Znaczy się: dobrze, że pojawiła się o nich jakaś wzmianka, ale bez sensu było opisywanie każdego z nich. I tak prawie nikogo nie zapamiętałam. Chodzi mi o to, że mogłaś dać mi minimalny zarys ich wyglądu (czyli kolor włosów i oczu, kształt twarzy i emocje na niej), a dostałam cały opis, który był w zasadzie połową rozdziału, a zamiast niego mogłaś wpleść jakąś akcję. A jeżeli każdy z tych bohaterów ma coś wnieść do opowiadania, to jego wygląd możesz opisać w momencie, w którym będzie robił coś ważnego dla całej fabuły. Na przykład A. Do czasu zabójstwa M nie miała szczególnego wpływu na akcję. Jej wygląd mógłby być opisany dopiero podczas jej rozmowy z N.
            Jest to opowiadanie wojenne, jak napisałaś w zgłoszeniu. Zastanawiam się, dlaczego w żadnym rozdziale nie było opisanej walki. Prawdziwej walki. Miałaś ku temu dwie okazje – kiedy N została porwana i kiedy ją wypuścili. Nie wierzę w to, że uwolnili ją bez choćby jednego uderzenia. Nawet gdyby okazała się bezużyteczna, brutalni Podpalacze prędzej by ją zabili. Jeśli napiszesz, że oni nie są wcale brutalni, to wybacz, ale na takich ich kreujesz, poza tym… to jest wojsko, do jasnej ciasnej. Nie ma miejsca na sentymenty i wspólne picie herbatki o piątej.
            Wracając do tematu. Zdecydowanie brakuje mi opisów uczuć. Z reguły jest tak, że jeśli coś dotyczy N, wszystko jest pięknie, ale jeżeli komuś coś się stanie, praktycznie nigdzie nie ma niczego o jej zdaniu na ten temat. I… tak bardzo chciałabym poznać myśli innych o N podszywającej się pod X. Tak, przydałby się rozdział opisujący uczucia innych.
            Bohaterów jest po prostu za dużo. Trudno się połapać, a ich cechy charakteru to już zagadka XXI wieku. Ciężko rozgraniczyć, kto pojawia się tu epizodycznie, a kto będzie miał większy wpływ na fabułę. O kilku z nich powiem tyle, że ich cechy mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Zamknięci w sobie, poważni, brutalni (przynajmniej C). W zasadzie to tyle. Okej, N jest trochę lepiej stworzona. Najlepiej, mogłabym rzec. Jej cechy widać na każdym kroku, tak powinno być z resztą bohaterów. Każdy powinien się wyróżniać, w końcu to wojsko, czymś sobie musieli zasłużyć na bycie w nim. Powinni mieć chociaż jedną cechę, która odróżniałaby ich od innych. Czytelnikowi byłoby łatwiej ich zapamiętać. Kiedy usłyszałby… na przykład zarozumiały ton głosu, od razu wiedziałby, że mówi to A. Po prostu łatwiej byłoby ich ogarnąć, a tak cała reszta jest szarą masą.
            Często miałam takie wrażenie, że bohaterowie to dzieci. Nastolatki. Być może wynikało to z ich zachowania w niektórych sytuacjach, ale w życiu nie pomyślałabym, że M ma czterdzieści lat. Co najwyżej dwadzieścia.
Twoje opowiadanie na pewno jest bardzo oryginalne. Nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem, a już w ogóle zadziwiające jest to, że nie ma w nim wątku miłosnego (co, swoją drogą, bardzo mi się podoba).
            Oryginalność w pewnym stopniu wiąże się ze stylem pisania. Sprawia, że każde  opowiadanie jest inne. Twój styl jest taki trochę… nijaki. Widać, że lekko Ci się pisze, ale nie ma tego czegoś, co przyciągałoby uwagę. Umiejętności opisania wszystkiego tak, by było ciekawie. Operujesz słowami, ale nie zawsze wkładasz w to serce. Spróbuj wczuć się w bohaterów, pomyśl, co Ty zrobiłabyś w danej sytuacji. Jeśli chodzi o słownictwo, bynajmniej nie jest ono wybrakowane i dzięki dużemu zasobowi nie masz problemów z wyrażaniem tego, co chcesz napisać.
            Dialogi są dobre. Nie widać w nich sztuczności, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w realnej sytuacji właśnie takie słowa mogłyby paść. Jednak… z jakiegoś powodu również przez dialogi miałam wrażenie, że bohaterowie mają po naście lat. Kurczę, wszystkie słowa, które padły z ich ust, nie pasowały mi do dorosłych. Zachowują się trochę jak zbuntowane dzieci.
          Czytając tę historię miałam wrażenie, że nie wszystko jest do końca przemyślane. Że fabuła rodzi się wraz z pisaniem. Że nie tak to wszystko miało pierwotnie wyglądać. Na przykład wygląd N i jej podszywanie się pod X. Okej, niektóre rzeczy mogły być rozważone od początku do końca, ale nie wszystko. Przeskakujesz również niektóre wydarzenia, tak jak to było z odbiciem (?) N. Zamiast opisać walkę czy uwolnienie jej, po prostu rozpoczęłaś kolejny rozdział, słowem nie mówiąc o przeniesieniu jej do Armii. Masz w sumie jeden wątek, który rozwija się baaardzo powoli. Nie rozumiem, jakie jest tego zastosowanie, skoro i tak nic praktycznie nie wyjaśniasz w tych rozdziałach. Co chwilę dokładasz kolejnego bohatera, nie ujawniając niczego o jego przeszłości, a to byłby dobry materiał na inne historie w tym opowiadaniu. Mówię serio, wątek główny to za mało, może zanudzić czytelnika. Jednak to, co jest, o dziwo łączy się w ładną, spójną całość. 

         Szczerze mówiąc, na początku myślałam, że będzie mniej błędów – tak się zapowiadało. A tu… praktycznie cała ocena to błędy.
         
   Czy jeśli zniszczę świat to, czy to też zapomnę?
           
            Być może będzie musiał uciekać przed śmiercią, z być może przed tymi, którzy będą chcieli go zmusić do zniszczenia świata. – nie rozumiem, po co tam to „z”?

            Nigdy nie będę wiedział, kiedy, albo gdzie. – przed „albo” nigdy nie stawiamy przecinka, chyba że powtarzamy ten wyraz, np.: Kasia mogła wybrać albo zieloną, albo czerwoną sukienkę.

            Wczoraj zmieniłem Kod. Kod to: 8118. – powtórzenie.
           
            Rozdział I

            Ciekawe, jakim cudem jeszcze tego nie zrobiły. – brak przecinka.

            Mogę się oszukiwać, dopóki nie zobaczę, jak podnosi bezwładne ciało X. Dopóki nie zobaczę, jak bez wahania wyrzuca je z pędzącego pociągu. – tutaj również.

            Rozdział II

            Przygotowana na to, co się stanie, powoli staram się przyzwyczaić do światła. – brak przecinka.

            Rozdział III

Dwa fotele i kanapa na drewnianych nóżkach z rzeźbionymi zdobieniami o antycznym wyglądzie są całkowicie pomalowane na biało i pokryte nierozczytanymi bazgrołami, podobnie wyglądają ściany, mały prosty stoliczek i drzwi znajdujące się dokładnie naprzeciwko mnie. Za długie to zdanie. Po „bazgrołami” proponuję kropkę, od razu będzie lepiej.

  Przez moment trwa cisza, która coraz bardziej zgęstnia atmosferę. – atmosfera jest zgęstniała, ale zagęszcza się, a nie zgęstnia.

Czuje ulgę, gdy woda schładza i nawilża moje gardło, ale nie mam zamiaru jej pić. – czuję.

Skrzywia się, po czym natychmiast wyciąga chusteczkę z kieszeni munduru i dokładnie ociera się nią. – krzywi się.

- Q chwalił się od tygodni, że wrabia Podpalaczy. Na przyszłość nie radzę ufać rudym fanatykom. Oni zawsze kłamią. – szepczę z szerokim uśmiechem na twarzy. – źle postawiona kropka.

Wiem, jaki mam kolor oczu. I na pewno wiem, kim jestem. Nie próbuj wmawiać mi coś  czegoś, o czym nie masz żadnego pojęcia.nie jestem pewna, w którym momencie mój głos zmienił się w krzyk. – brak przecinków; błędnie zapisany dialog; źle użyty wyraz.

IV

- Obudź się! – donośny głos przeszywa moją czaszkę, wywołując przenikliwy ból. – „d” powinno być dużą literą.

Tyle, że oni tego nie wiedzą. – błędnie postawiony przecinek.

Przez pierwszą sekundę nawet sama nie wiem, co. – brak przecinka.

Od godziny siedzę i słucham różnych kombinacji cyfrowych, nie wiem czego oni oczekują, że podskoczę, jak to usłyszę? – o wiele lepiej to zdanie brzmi, jeśli po „cyfrowych” postawisz kropkę.

Przez moment zastanawiam się, jak zamierza dostrzec takie nikłe sygnały nagłej czujności w takim stanie. – brak przecinka; powtórzenie.

V

Czy naprawdę nie wie, kim jestem, czy to tylko wszystko gra? – brak przecinka.

- Gdzie jesteśmy i co z twoją twarzą? - nie widzę powodu, który miałby mnie powstrzymać przed zadaniem tego pytania. - „n” powinno być dużą literą.

Mruga zaskoczony, a gdy się odchyla,_w gwałtownym ruchu podnoszę się za nim. – zabrakło spacji.

Na beżowej kanapie obok niego siedzi zbyt dojrzała, aby nazwać ją dziewczyną i równocześnie zbyt młoda, aby być kobietą, czerwono-włosa. – czerwonowłosa. Choć Word twierdzi, że powinno być „czerwono włosa”, ale czarnowłosą zapisuje już razem. Sprawdziłam w paru źródłach i tylko potwierdziło się moje zdanie. Poza tym brakuje tu określenia owej dziewczyny. Chodzi mi o np.: człowieka, osobę… Jeśli dodasz na końcu „osoba”, zdanie od razu nabiera większego sensu. Chociaż tak również jest poprawnie.
                                                                                 
Różnica pomiędzy mną a nią polega na tym, że ja nie mam z tym problemu, a Z już po momencie nadgryza wargę i zwiesza spojrzenie. – zjadłaś „z”.

X, X, X, X.. – aach, za coś takiego mam ochotę Cię zamordować. Stawiasz jedną kropkę albo trzy, nigdy dwie.

- Ja nie jestem X!_- ten krzyk, który wydostaje się z mojego gardła ma w sobie wszystko. – „t” powinno być wielką literą; spacja Ci umknęła.

VI

Widzę to w jego oczach. – zgubiłaś literkę.

- Z, zabierz go stąd. Kier, pomóż jej. Dawka 11 dla niego i Dwaka-8 dla niej.bezbarwny głos Karo brzmi jak robot. – brak przecinków; źle zapisany dialog; literówka.

Byłam zabrana na tę akcje, aby nabrać doświadczenia. – ogonek zjadłaś.

Bezwładnie opadam na podłogę i natychmiast podciągam nogi, zaciskając je ramionami. – brak przecinka.

VII

Na samą myśl, o tym, że są tam te bestie, robi mi się słabo.

- N, to nie jest zatrute – przerywa, nim doliczę do pięciu, więc z wielką ostrożnością chwytam owoc i gryzę dokładnie w tym samym miejscu, co on. – brak przecinków.

- Cały czas  czekam na to pytanie. – oznajmia, wpatrując się w pustą misę, która błyszczy w blasku neonowej lampy. – źle zapisany dialog; brak przecinka.

- Nie baw się ze mną w tę podchody. – te podchody, nie tę.

Wiesz, jak to jest - czasami przez bliskość bomb wybuchają mniejsze ładunki i pochłaniają domy. – zabrakło przecinka i myślnika bądź dwukropka.

- Tak wam powiedzieli?_- rzuca z lekkim uśmiechem na twarzy, podczas gdy w jego oczach panuje mrok. _- Co jeszcze? Rzeźnia niewiniątek? Torturowanie kadetów?_- w jego głosie panuje smutek, który wybrzmiewa ponad ociekający ironią ton. – powtórzenie; błędnie zapisany dialog; brakło spacji przed myślnikami.

W momencie, gdy nasze spojrzenia się spotykają, powoli kiwa głową. – brak przecinka.

 - Dotarliśmy na miejsce dużo za późno, ciała były już spalone w proch. Nie słyszałem krzyków sąsiadów. Te domy dzieliły metry, powinni coś zauważyć! - na moment podnosi ton, jakby zbyt bardzo wczuwając się w opowieść, po chwili rzuca w przepraszające spojrzenie. - Kierowany szaleńczym odruchem, Wtargnąłem do następnego domu. – domyślam się, że chciałaś napisać „rzuca mi przepraszające spojrzenie” albo coś w ten deser; po co ta duża litera w środku zdania?; brak przecinka.

VIII

To, co Trefl nie jest prawdą. – brak przecinka; to, co Trefl mówi nie jest prawdą. Zjadłaś wyraz.

Nie musiałabym się o nic martwić. – tak się zastanawiam i doszłam do wniosku, że chyba byłaś głodna, pisząc ten rozdział.

Chciałam zapomnieć, ale... – arrgh, jeszcze jedna taka wpadka, a zabiję! Trzy kropki, nie dwie.

- Trefl!_- krzyczę tak głośno jak potrafię. – brak spacji.
- N? – jego głos jest przytłumiony jakby próbował powstrzymać parsknięcie śmiechem. – błędnie zapisany dialog.

To znaczy, że nie jestem bezbronna. W małym, ale jednak znaczącym stopniu kontroluję to, co się ze mną dzieje. To, co zrobiłam było niezbędną obroną. – powtórzenie; brak przecinka.

IX

- Nie mam najmniejszego zamiaru być spokojna, dopóki nie wygonisz tych bestii daleko stąd! – krzyczę histerycznie.

Mój głos to idealny kontrast jego spokojnej, krótkiej wypowiedzi. – powtórzenie; błędnie postawiony przecinek.

Gdy otwierają się drzwi, mroźny wiatr zmusza mnie do przymrużenia oczu. Zabiera mi upragniony widok przez dość długo, aby wzniecić we wzrastającą z każdą chwilą irytacje. – brak przecinka; literówka.

Ten, z którego wyszliśmy, jest cały pomalowany w biało czerwone, nieregularne pasy. – brak przecinka; biało-czerwone.

Wnętrze pokoju jest granatowe, pomalowane w niezwykły odcień szarości, ten odcień nieba tuż przed zmierzchem, a każdy mebel w salonie na barwę munduru, - czysty grafit. – to w końcu granatowe czy szare?; zamiast tego przecinka, lepszy byłby myślnik; brak przecinka; powtórzenie.

Z jest  trupio blada, ściska ramiona  fotelu, idealnej podróbki jednego z tych ludwikowskich, dokładnie takiego samego jak ten w domu Karo. (…) Trefl stoi kilka kroków dalej i opiera się o ścianę, przyciskając mokrą ścierkę do nosa. – trupioblada; brak przecinka.

- Trefl, proszę, wyjdź, w tej chwili – przerywa mu szybko, przykrywając rozkaz nutą słodyczy. – brak przecinków; ciężko mi idzie wyobrażenie sobie człowieka, który wydaje rozkaz tonem, jakim mama zwraca się do dziecka.

- O czym ty mówisz? – w głosie Z rozbrzmiewa szczere zdziwienie. – błędnie zapisany dialog.
- Boisz się, że cię otrujemy, prawda? Wezmę Lotos. To jedyne, co możemy zrobić – ścisza ton prawie do szeptu, ale nie stracił pewności siebie. – źle zapisany dialog; skoro ścisza, to traci, a nie stracił.

X

Trudno jest zasnąć, czując na sobie spojrzenie czujnych oczu. Kilka krótkich drzemek nie daję mi niezbędnej energii. – brak przecinka; daje, nie daję.

Poszarzała skóra, fioletowe worki pod oczami są niczym przy bordowym siniaku na policzku i rozcięciach, ciągniętych się od brodu przez większą część szyi. Jedynie ślady oparzeń dopełniły by widoku prawdziwej Podpalaczki.
Właśnie wtedy zauważam swoje oczy i widzę coś, co na moment zabiera mi dech w piersiach. – padłam i nie wstałam. Ciągnących się, droga Autorko i zapiera, nie zabiera; brak przecinków; pierwsze zdanie trochę zgubiło swój sens; brody; dopełniłyby.

Do jej ciemnych włosów, dokładnie mojej długości i ostrych, Azjatyckich rys, bardzo podobnych, być może nawet identycznych jak moje. – jeśli będziesz tak dłużej robić, będę miała siniaka na czole od ciągłego walenia w klawiaturę. „Azjatyckich” z małej, rysów twarzy (rys to jest jeden, a N chyba miała ich więcej…); do moich.

Pomyślmy/. – zabrakło Ci kropki lub trzech.

Nie, Kier nie musi tego obejrzeć, byłam świetna z pierwszej pomocy, a to tylko drobne skaleczenie. – brak przecinka.

To zapalniczka, która służyła komuś przez bardzo wiele lat. – nie, serio? Albo wiele, albo bardzo dużo.

Ma całkowitą racje. – znów zjadłaś ogonek.

XI

Na kilku widzę nawet projekty Stacji_4. – zabrakło spacji.

Jego perlisty śmiech rozbrzmiewa po pokoju, wypełniając całą przestrzeń. – w pokoju.

Czując ścisk  klatce piersiowej i nadchodzące ponure myśli, wbijam w           wzrok w ten sam punkt, co on. – brak przecinków.

Słysząc jego nierówny oddech, szybko powracam na ziemię.

Wyczekująco wpatruję się w jego twarz, to jak bardzo pożałuję tej decyzji zależy od jego następnych słów. – to zdanie podzielone na dwa brzmi o wiele lepiej.

On również wykrzywia swoje usta w uśmiecho-podobnym grymasie. – uśmiechopodobnym.

Rzucam mu wesołe spojrzenie; z lżejszym sercem i mniejszymi obawami o własną przyszłość łatwiej jest mi zaśmiać się donośnie. – brak średnika.

Kier stoi przy Treflu, trzymając niebieskie listki jak kat narzędzia swojej pracy. On sam siedzi na fotelu, nieobecnym spojrzeniem wpatrując się  w niedokończoną mapę Stacji.

Pik opiera się o ścianę, poświęcając całą kontrolę na powstrzymanie furii.

Nagle napotyka moją. – brak kropki.

-_Jak możesz? – pyta cichym szeptem, ale w jakiś sposób ten szept ma w sobie więcej gniewu niż krzyk. A może to tylko jej spojrzenie. – Jak możesz robić to z takim stoickim spokojnie, wiedząc, że zaraz zabierzesz człowiekowi wszystko, co czyni go sobą. – brak spacji, przecinka i kropki; stoickim spokojem.

I moim życiowym cel jest zabranie człowiekowi jego całej pamięci, więc zamierzasz to zrobić? – celem.

On jeden z nad dwóch mógł dostać nowy początek. – nas.

Wszyscy rozmawiają, w najciemniejszym z rogów. Słońce przebij się przez niebieskie zasłony, zabarwiając wszystko w odcień bezchmurnego nieba. – błędnie postawiony przecinek; przebija się.

Zostawili ze mną Y. Dziwne, nie? Akurat niego. – brak przecinka; jego, nie niego.

-_Czemu? – mój cichy i ponury głos brzmi tak jakoś nie pasuje do półuśmiechu na jego twarzy.
            Parska śmiechem.
            -_Żartujesz sobie? Jesteście najbardziej identycznymi bliźniaczkami, jakie w życiu spotkałem. – że co? O co chodzi?; błędnie postawiony przecinek; brak spacji.

            - Przestań skupiać się na tym, co zrobiłem, a zacznij myśleć o tym, czego nie zrobiłem, bałwanku. – brak przecinka.

            XII

Gdy słodki zapach dociera do mojego nosa, momentalnie czuję, jak wyostrzają mi się zmysły. – brak przecinka.

Pamiętał, jak wyglądała X i podpalacze to wiedzieli, bo kazali mu ją rozpoznać. – wcześniej byli Podpalaczami; brak przecinka.

Bałwanku, nie dotykaj świeczki. – tu również.

Ktoś musiał zrobić mi te bliznę, kiedy byłam nieprzytomna. – tę bliznę.

To mógł nawet być T, przez ten test poznał Kod i zaczął rozumieć, co to znaczy.

Gdyby to nie był, Kod pobiegłabym do nich i kazała się tłumaczyć. Nie mogłam tego zrobić, bo to zwróciło, by zbyt dużą uwagę na te cyfry. zwróciłoby; brak przecinka.

Zresztą nawet, gdyby byli w stanie to usłyszeć, pewnie i tak nie ruszyliby mi na pomoc.

XIII

Intruz, który niszczy wszystko, co drogie sercu i bez żadnego prawa przywłaszcza sobie cudzą własność. Gdy czujesz, co robi jesteś w stanie myśleć tylko o tym, jak łatwo mógłbyś go zniszczyć. – brak przecinków.

Bierzesz go, mimo, że w mgnieniu oka staje się trucizną otępiającą zmysły. – w zwrotach „dlatego że”, „mimo że”, itd., przecinek przed „że” jest zbędny.

Nie lubię, gdy mi ktoś rozkazuje. – brak przecinka.

Chcę zobaczyć, jak śmieje, ale znów widzę ciemność.

XIV

Ostrożnym ruchem wstaje z czegoś, co zapewne jest łóżkiem i po kilku krokach. – i po kilku krokach co?; brak przecinka; literówka.

Słyszę wyraźnie, jak obijają się o ściany. – brak przecinka.

To dobrze, że wróciłaś, X. – jak wyżej.

Podobno, zabiła dwunastkę rywali.teraz już otwarcie się śmieje, między teatralnie wypowiedzianymi słowami.  – błędnie postawiony przecinek; źle zapisany dialog.

Ledwo jestem w stanie złapać sens jej wesołych słów. Dociera do mnie jedynie fala bezsensownych, wesołych dźwięków. – powtórzenie.

Ostrożnymi ruchami przewiesza moje ręce przez ramię i chwyta mnie w mocnym uścisku. Ostrożnie przenosi mnie na kanapę i szczelnie pokrywa kocem. – powtórzenia.

Coś, czego nie da się zdusić jednym, czy drugim przełknięciem śliny. – przed „czy” przecinka nie stawiamy.

Biorę coraz głębsze wdechy, nie mogąc wydusić wydechu. Wciąż się śmieje. – brak przecinka; zjadłaś ogonek.

Człowiek przede mną ma w sobie coś z dziecka i starca. Szpakowate związane włosy, sięgają mu poza ramiona, a kolczyk błyszczy w ciemnościach. Ma rozbawione spojrzenie i szeroki uśmiech na twarzy. Ma kilka zmarszczek, ale tylko te, które powstały na wskutek zbyt częstych śmiechów. – co to są śmiechy?; brak przecinka i wyrazu; powtórzenie.

- Jesteś dziwny – prosta uwaga wydaje się rozśmieszać go jeszcze bardziej.

- Jesteś dziwny – prosta uwaga wydaje się rozśmieszać go jeszcze bardziej. – powtórzyłaś całą linijkę bez potrzeby.

- Wiesz, zazwyczaj zanim kobieta przede mną padnie, zdążę powiedzieć jedno, czy dwa słowa. – brak i źle użyty przecinek.

- Pokarzesz mi, gdzie jest szafa? – ale dlaczego oni chcą karać szafę?; brak przecinka.

Teraz, siedząc na fotelu, patrzy na tą stertę ubrań bez ruchu i szepce pod nosem dziwne słowa o świszczącym wydźwięku i nieznanym mi znaczeniu. – brak przecinków; tę stertę.

- Gdybym zapytał cię, co pamiętasz, czy odpowiedziałabyś mi jednym słowem, czy dwoma? – jego głos gwałtownie wyrywa się z szeregu niezrozumiałych słów. – brak przecinka i źle użyty; błędnie zapisany dialog.

- To zapewne zależy od tego czy pamiętałabym coś wartego opowiedzenia, czy też, zawstydzona własną niewiedzą, udawałabym obeznaną. – brak przecinków.

Powstrzymując śmiech, zagryzam dolną wargę.
To, co teraz powiem, widziałam w oczach ich wszystkich, w ich odruchach i oczach. – brak przecinków.

Dlaczego miałabym wybrać, akurat to, bez większej wagi w porównaniu z innymi. – skoro „dlaczego” to zdanie jest pytające. Powinien być znak zapytania; błędnie użyty przecinek.

XV

Wciąż w pełnej dezorientacji lekko unoszę brwi w . – po co tam „w”?; spacja przed kropką.

Jestem w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo zły jest ten Kod. – brak przecinka.

To takie głupie, idiotyczne i bez sensowne. – skąd się tu bezy (i do tego jeszcze sensowne!) nagle wzięły, to ja nie wiem.

- Nie mów tego! – krzyczę szybko.nie waż się dokończyć tego zdania, bo nie przestanę się śmiać do końca życia. – źle zapisany dialog: „nie” powinno być z dużej litery a po „szybko” kropka.

Tym wywołuje u niego śmiech. – zjadłaś ogonek.

- Nawet gdyby chorowała, poszłaby wbrew rozkazowi V i zachowywałaby się tak dumnie, że nikt nie miałby odwagi kazać jej wracać do łóżka, nawet gdyby przyszła w samym podkoszulku. – powtórzenie; brak przecinka.



XVI

Łatwo jest przejść przez próg tego domu, stukając głośno metalowymi podeszwami o drewnianą podłogę.

To mój największym problem. – największy.

Elegancki metalowy stół z szklanym blatem, wyłożony jedzeniem. – wyłożona to może być kostka brukowa, a jedzenie może co najwyżej stać na stole.

Gdy napotykam ich zdziwione spojrzenia, trudniej jest utrzymać niewzruszony wzrok, ale to też potrafię.

- Jak miło, że pytasz K, ale nie mnie powinieneś zadawać to pytanie.

 Z nagłą, być może lekko przerysowaną reakcją marszczę brwi, gapiąc się w puste miejsce przed swoim krzesłem.

Mówiłam ci, że muszę się wyspać i po obiedzie ruszam na akcje. – ę na końcu.

Co raz lepiej się bawię.

XVII

            - Hio, pies grenlandzki. Cztery lata. Kto go karmił, gdy mnie nie było? – z bezbarwną miną wpatruję się w oszołomioną twarz V. – „z” powinno być wielką literą.

- N? A co ta nieudolna kadetka robiła na mojej misji? – każde słowo wymawiam z odpowiednim akcentem powstrzymując narastającą irytację. – jak wyżej.

Obojętnym ruchem głowy odwracam się, utrzymując przez moment spojrzenie na białych zasłonach.

            Gdy V zaciska mocniej swoją dłoń na mojej, walczę z odruchem strzepania jej i odsunięcia się jak najdalej. – brak przecinka; strzepnięcia.

             Rym razem to ja mrugam zaskoczona, a na mojej twarzy pojawia się wyraz szczerego zdziwienia. – tym.

            XVIII

            Przez moment mogłam znieść, tę przygnębiającą ciszę, ale nie tak długo. – zbędny przecinek.

            Ich zszokowane miny, były tego warte.

Chyba uznali to jedynie, za efekt szoku, ale mówiłem ci, żebyś trzymała się planu.
           
            - Oh wiesz, że tekst do K był genialny! – och, błagam…

            Prędzej, czy później zdarzy się coś, czego, nie możesz przewidzieć, a wtedy to ja wyjdę na kłamliwą oszustkę, nie ty!

            Przez moment w pokoju zapada z każdą chwilą cięższa cisza, a ja mam wrażenie, że jest ciężarem, który spoczywa na moich ramionach. – czyli… przez moment ktoś coś sobie nuci, a potem powoli milknie, tak?

            Ale nie skarżę się, jedynie rzucając mu wyzywające spojrzenie.

            Ta gra, jak to pięknie ujęłaś, dla ciebie nigdy się skończy.szybko opuszcza wzrok, co sprawia, że jego głos nabiera mrocznego charakteru. - W chwili, gdy popełnisz błąd, zginiesz. – „s” powinno być wielką literą; brak przecinka.

            W momencie, gdy docierają do mnie, jego słowa już wiem, że to żart.

            - Jesteś N, a ja mogę ci to udowodnić – mówi rzeczowym tonem, bez ani krzty silniejszych emocji. – skoro napisałaś już „bez”, to po co jeszcze „ani”?

            To nie jest dłoń pełna litości, jaką podała mi V.

            XIX

            To, co jest na zewnątrz to tylko przerażającą identyczny rząd kopii jednego domu o prostej budowie i szarych ścianach, postawionych w takiej samej odległości bez najmniejszej różnicy, powtarzający się aż po horyzont. – brak przecinków; przerażająco.

            Q prostym ruchem powstrzymuję mnie od otworzenia metalowych drzwi. – skoro on ją powstrzymuje, to nie „ę” tylko „e”.

            Całe moje ciało drży, a resztkami sił, próbuję trzymać je nieruchomo. – zbędny przecinek.

            To, że umarła znaczy, że garstka potrafi zniszczyć wszystkie, nasze, najlepsze  zabezpieczenia.

            Ale czasem, tak jak właśnie teraz, duma nie pozwala jej ujawnić. Choć czuję gulę w gardle i drżenie rąk, sam pomysł wypłakania się na ramieniu Q jest wystarczającą śmieszny. – wystarczająco; brak przecinka.

            Może powinnam się spytać, czego bardziej się boję: śmierci, czy psów? – przed „czy” przecinka nie stawiamy, chyba że się powtarza.

            XX

            Dziwnie było zasypiać, w pustym domu. – zbędny przecinek.

Przypominając sobie instrukcje, ociężale zmuszam się do rozwarcia powiek.

Dobudowania podtrzymują metalowe rurki i pręty obłożone płata materiału i nieregularnymi, płaskimi materiałami drewna. – nie wiem, o co Ci chodziło, ale wersje są dwie. Albo pręty są obłożone płatami materiału, albo gdzieś tam leżały płaty materiału; drewno to materiał; powtórzenie.

            Jednak sposób, w jaki  przeciąga szmatą, po największym z noży, wykazuje pełny profesjonalizm.
           
            Wiem, jak ją trzymać i jak strzelić, aby pocisk nie minął się z celem.

              - Nie mogłam być, aż taka zła! – zaprzeczam szybko, otrząsając się z stworzonej przez M sielankowej atmosfery, czując lekkie ukłucie dumy.

            XXI

            Czując nagły wzrost paniki, wiedziona bezmyślnym odruchem, błyskawicznie wybiegłam przed dom.
      To, co zobaczyłam pozbawiło mnie wszelkich odruchów.
      Wszyscy stali w kręgu z ponurymi minami. Z tłumu wyróżniał się jedynie beznamiętny C, trzymający uniesiony pistolet. – powtórzenie; brak przecinków.

Wszystko, co w innym przypadku wywołało by setki pytań, wydaję się być oczywistością. A wie, że nie jestem X.  M nie żyję. – wywołałoby; wydaje i żyje; brak przecinka.

[Chodzi o A] To było niesamowite, jak w jednym momencie skurczyło się w sobie, jakby na spojrzenie zużyła całą swoją siłę na rzecz strachu. – skurczyła; brak przecinka; to spojrzenie.

M wiedział, że zbliżają się jego czterdzieste urodziny i tak, jak każdego żołnierza, zabiją go w ten dzień. – brak przecinków.

Może gratulacjami, za dożycie do honorowej śmierci w dniu czterdziestych urodzin?

XXII

            Prawdopodobnie, by mnie zabił zabiłby mnie na miejscu, ale… warto byłoby za to zginąć.

            Być może była mocno związana, być może wyczerpana.

            - Witaj, N – oznajmił cicho.

            - To jest Z.niedbałym ruchem wskazał na dziewczynę kaburą pistoletu, po czym lekko kontynuował. – Albo Podpalaczka, albo została wypuszczona wraz z tobą. – „n” powinno być wielką literą.

                  Luźnym ruchem spowrotem odłożył pistolet za pas i podniósł się na nogi, a jego wariackie spojrzenie błyskawicznie utkwiło w mojej twarzy. – z powrotem; zjadłaś „ł”.

            - Absolutnie nic. z moich ust niewydobywaną się pewne jak zwykle słowa, a jedynie zszokowany półszept. – źle zapisany dialog; nie wydobywają; jak półszept może być zszokowany? To jakaś nowa postać?

            Czuję, jakby jego spojrzenie wyżerało moją pewność siebie, niczym wiecznie głodna bestia.

            Dlatego też nienawidziłam X, mogłam praktycznie usłyszeć, jak  mówi to samo w moich myślach, gdy zaciskałam sznury.

            - Koniec, przedstawienia – oznajmił cicho.

            Właśnie, koniec przedstawienia. Czas na podsumowanie. Masz dobry materiał na opowiadanie. Problem w tym, że nie do końca go wykorzystujesz. Zdecydowanie musisz dodać więcej wątków i ukazać cechy innych bohaterów. Popracuj również nad błędami interpunkcyjnymi albo zatrudnij betę. Tu powinnaś kogoś znaleźć. No i oczywiście zasady pisania dialogów  również sobie przypomnij.
            Na początku miałam wystawić Ci piątkę. Potem zeszło do czwórki. Jednak po przeczytaniu jeszcze raz całej oceny, doszłam do wniosku, że dostateczny + będzie dobrą oceną. Szczególnie błędy skłoniły mnie do tej decyzji.
            W każdym razie życzę dalszej owocnej pracy i mam nadzieję, że ocena okazała się przydatna.

5 komentarzy:

  1. Hej tu T. Informuję, że Skyle będzie nieprzytomna przez dłuższy okres, ale na pewno ucieszy się z oceny i nie zawaha się długo skomentować. Ja nie jestem w tym dobry, ale widać, że rady są konkretne i z pewnością jej pomogą.
    Aha i mamy betę, tylko najwidoczniej słabego. Rozdziały miały być już zbetowane bodajże do piętnastego. Widać trzeba będzie coś w tej kwestii zmienić.
    Pozdrawiam, Treflik.

    OdpowiedzUsuń
  2. A i nie wiem czy mogę podziękować za ocenę w imieniu Skyle, ale jestem pewien, że będzie ci dozgonnie wdzięczna za wysiłek. Sam nie dziękuję, bo ona nie lubi jak mówię coś w jej imieniu. (naprawdę nie lubi i nie chcę się narażać)
    Treflik, jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, będę czekać na komentarz :) Może zbetował, bo rozdziały kopiowałam sobie do Worda dość dawno (w połowie lipca bodajże), mogę mieć je nieaktualne o.O Ale to już nie za bardzo moja wina, mogliście go poprosić wcześniej :>

      Usuń
    2. A Ty mogłaś sprawdzić, czy te błędy nadal są w tekście. To nie zajmuje wiele czasu.

      Peter

      Usuń
  3. No bez przesady, nikt tu nie mówi o niczyjej winie. Bardziej zrzucił to na siebie, niż ciebie.
    Skyle wciąż pod narkozą i bez zmian, zaczynamy się martwić. Przepraszam za przedłużenia.
    Pozdrawiam Zuza/Z.
    PS. T, nie wydaję mi się, że używanie liczby mnogiej jest dobrym pomysłem. Skyle wszystko zrobiła, a ty o ile dobrze pamiętam nie kiwnąłeś palcem.
    Gorąco Pozdrawiam, Z jeszcze raz. (Tak nie umiem pisać spójnie, wiem.)

    OdpowiedzUsuń