Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Overrated. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Overrated. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2013

Podsumowanie - listopad 2013

Ravelle
Odmowy: 0
Oceny: 0

Overrated
Odmowy: 0
Oceny: 0

Akira
Odmowy: 0
Oceny: 0

Diana
Odmowy: 0
Oceny: 0

Malcadicta
Odmowy: 0
Oceny: 1

Łącznie
Oceny: 1
Odmowy: 0

Listopad chyba wszystkim dał się w kość. Z ilością ocen w ubiegłym miesiącu poszalałyśmy, nie za bardzo więc jest co podsumowywać.
Ogłaszam, że od 16 grudnia do 5 stycznia ocenialnia będzie zamknięta ze względu na okres świąteczny. Ewentualnie tę granicę można przesunąć i do 20 grudnia będzie można publikować oceny. Chodzi mi po prostu o to, żebyście mogły skupić się na tych wszystkich przygotowaniach do świąt, nauce do ostatnich sprawdzianów itp. i nie przejmować się pisaniem oceny.
Od siebie dodam tylko, że kończę z ocenianiem i od grudnia zajmuję się tylko sprawami administracyjnymi.
To chyba na tyle. Miłego grudnia życzę i uważajcie na siebie, bo zima bywa zdradliwa.

|0027| Odmowa: igrzyska-amy-moore

Odmowa z powodu braku dostępu do bloga. Jeżeli to sytuacja chwilowa, blog powróci na swoje miejsce w wolnej kolejce.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Podsumowanie - czerwiec 2013

Ravelle
Oceny: 0
Odmowy: 0

Overrated
Oceny: 0
Odmowy: 3
Akira
Oceny: 1
Odmowy: 0

Sentis
Oceny: 0
Odmowy: 1

Diana
Oceny: 1
Odmowy: 0
Malcadicta
Oceny: 1
Odmowy: 0
Łącznie
Oceny: 3
Odmowy: 4
Zgłoszenia: 5

No cóż. Nie jest źle. Wprawdzie trzy oceny to niezbyt wiele, ale był czerwiec, końcowe zaliczenia, wyciąganie ocen, zły komputer, więc wszystko wszystkim zostaje wybaczone. 
Oczywiście mamy niezłą sklerozę, bo zapomniałyśmy o urodzinach Weryfikatora i oczywiście jak już sobie o nich przypomniałam, to trzy tygodnie po fakcie. Tak więc przepraszamy. Możecie krzyczeć. Przyrzekamy, że w przyszłym roku się to nie powtórzy... a przynajmniej mamy taką nadzieję.
W czerwcu zawitały do nas dwie stażystki - Diana i Malcadicta. Liczymy na to, że zostaną z nami na dłużej.
Ze spraw organizacyjnych: Akira przyjmuje zgłoszenia, więc wszystkich chętnych zapraszamy. Ja jak, w końcu, wyczyszczę moją kolejkę, to też otworzę się na zgłaszających. A jak ktoś chce urlop, to krzyczeć, znaczy pisać.

PS. Akirusiu, mam nadzieję, że się nie obrazisz, że zasłoniłam Twoją ocenkę *robi maślane oczka*

sobota, 1 czerwca 2013

Podsumowanie - maj 2013

Ravelle
Oceny: 0
Odmowy: 0

Overrated
Oceny: 0
Odmowy: 0

Akira
urlop

Sentis
Oceny: 2
Odmowy: 0

Łącznie
Oceny: 2
Odmowy: 0
Zgłoszenia: 4

Nie ma tu co podsumowywać, bo zbyt wielką aktywnością się nie wykazałyśmy. Jedynie Sentis nas trochę ratuje, ale to nadal jest za mało. Szkoła to nie przelewki, koniec roku się zbliża, więc wszyscy nauczyciele obudzili się, że brakuje nam ocen i nie mają z czego końcowych wystawić.
Postanowiłyśmy więc, że zablokujemy możliwość zgłaszania się do czasu, aż wyczyścimy wszystkie kolejki. Oczywiście zawsze można się w tej sprawie konsultować indywidualnie.
Ze spraw organizacyjnych: usunęłyśmy sondę na oceniającą miesiąca, a podsumowanie stażu Sentis pojawi się niedługo. Przepraszamy za to ogromne opóźnienie, ale mamy takie urwanie głowy, że po prostu ciężko się z czymkolwiek wyrobić.

środa, 1 maja 2013

Podsumowanie - kwiecień 2013

Ravelle
urlop

Overrated
urlop

Akira
Oceny: 3
Odmowy: 0

Sentis
Oceny: 1
Odmowy: 0

Łącznie
Oceny: 4
Odmowy: 0
Zgłoszenia: 9

Oceniająca miesiąca: Akira

Akirusiu, jesteśmy Ci bardzo wdzięczne, że zaopiekowałaś się Weryfikatorem podczas naszego urlopu. Gdyby nie ty to trochę by się tu zakurzyło. Trochę więcej niż trochę. Spodziewaj się truskawek w sierpniu ^^ Zostałaś też, po raz kolejny, oceniającą miesiąca. Tym razem głosujący coś się rozleniwili, cztery głosy to chyba mniej niż kiedykolwiek.
Kwietniowy wynik jest bardzo dobry, szczególnie, że nas nie było (strasznie się rozleniwiłyśmy, prawda? ^^). Nie wystawiłyśmy też żadnej odmowy, co bardzo rzadko się zdarza. Co jeszcze? Pożegnałyśmy Gloomy, a staż Sentis został przedłużony do 15 maja.

I chyba tyle. Mamy nadzieję, że ten miesiąc będzie jeszcze lepszy :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Sto lat, sto lat!



Gloomy, żyjesz tu sobie z nami dość krótko i dziwię się, że jeszcze nie uciekłaś stąd z krzykiem. Ale to pewnie zasługa naszego uroku osobistego i tego, że gdzieś tam w otchłaniach kryje się nasz rozum xD Licz się z tym, że przejdziesz do historii i będziesz wspominana przez potomnych (jeśli jacyś będą chcieli nas wspominać xD) jako oceniająca, której urodziny zapoczątkowały nową erę... to znaczy tradycję. A teraz przygotuj się, zapamiętaj, zanotuj i odnotuj nasze życzenia i to, że się spełnią w przyszłości. Przyszłość jest bliskooo, więcccc sięęęę przygooootuj xD Chciałam być jak wróżka, ale coś mi nie wyszło. A teraz na poważnie.
Życzymy Ci:

Droga Gloomy, w tym wyjątkowym dniu życzę Ci standardowo wszystkiego najlepszego. A przede wszystkim dużo zdrowia, bo chorować nie jest przyjemnie, świetnych wyników w szkole i wiedzy, którą możesz wykorzystać teraz jak i w przyszłości. Życzę Ci także wspaniałych przyjaciół, którzy wesprą Cię w trudnych chwilach i będą powodować nieustanne napady śmiechu - w końcu śmiech to zdrowie. Miłości wielkiej, pięknej i wyrozumiałej, w końcu nie samą miłością do fikcyjnych bohaterów człowiek żyje, a facet, który nie będzie na Twych książkowych kochanków przymykał oka, nie jest Ciebie wart. Książek wielu – ich nigdy za wiele, nigdy gniotów, które kryją się wszędzie. Pogody ducha, uśmiechu i weny, aby ta kapryśna nie była i często przychodziła. Bądź szczęśliwa nawet z błahych powodów, dokop wrogom i ani mi się waż kiedykolwiek się poddać. Sto lat, a nawet dwieście. Wszystkiego najlepszego!
Ov ;*

Gloomy!
Jako że dzień dzisiaj wyjątkowy, przyjmij ode mnie najserdeczniejsze życzenia. Przede wszystkim życzę Ci zdrowia, bo jest ono bardzo ważne, powodzenia w szkole, byś zbierała jak najlepsze oceny i jak największą ilość wiedzy, która przyda Ci się w dalszym życiu. Życzę także miłości wielkiej, bo nie ma nic piękniejszego, oraz przyjaciół prawdziwych, byś zawsze mogła na nich liczyć, a także wszystkich książek Stephena Kinga na półce i coraz więcej Hannibala Lectera. Pamiętaj, by iść do przodu z wysoko podniesioną głową. Uśmiechaj się zawsze - by radować najbliższych i denerwować wrogów, bierz z życia wszystko, co daje, i nigdy się nie poddawaj.
Wszystkiego najlepszego! 
Akira

Kochana Gloomy!
W tym wyjątkowym dla Ciebie dniu, chciałabym Ci życzyć tego, byś nigdy się nie zmieniała. Zawsze bądź sobą, nawet jeśli wiąże się to posiadaniem etykietki "wrażliwej dziwaczki". Żyj chwilą i patrz na świat przez różowe okulary, oczywiście w granicach rozsądku. Nie marnuj czasu na ludzi, którym na Tobie nie zależy. Szukaj tych prawdziwych przyjaciół, bo bez nich życie traci wszelkie kolory. I najważniejsze – spełnij swoje marzenia i osiągnij postawione cele.
Wiem, że te życzenia pozostawiają wiele do życzenia (O.o), więc po prostu… Po prostu wszystkiego najlepszego!
Rav :*

W dniu Twojego święta,
narodzą się pisklęta, 
narodzi się pies bury,
który zje Ci wszystkie kury.
Zje też wszystkie smutki,
bo taki jest milutki. 
Zliże morze łez, 
bo lepiej jest żyć bez.
Namaluje Ci  wesołą minkę,
bo taką ma przyjazną ślinkę.
Setki na karku, pomyślności i szczęścia
życzy Sentis w dniu Twojego święta.




Wszystkiego najlepszego :)

sobota, 30 marca 2013

|0029| alicja-w-krainie-garow.blogspot.com

Autor: Tomanek
Oceniająca: Overrated


Wpatruję się w adres już jakąś chwilę, ale nic mi w głowie nie świta. Po za tym, że jest on w miarę krótki i łatwy, więc osoby nie mające pamięci do adresów raczej nie będą miały problemów z jego zapamiętaniem. W Twoim przypadku nie zdradza nam od strzału, czego możemy się spodziewać po opowiadaniu, może poza tym, że ma związek z gotowaniem. Nieco razi w oczy brak "ó", ale niestety na to nic nie da się poradzić. Chyba że wymyśliłoby się coś nie zawierającego znaków diakrytycznych. Napis na belce to tytuł opowiadania, czyli nic specjalnego. Chociaż to dobrze, przynajmniej znajduje się tam coś, co jest powiązane z blogiem, a nie jakiś bliżej nieokreślony cytat jakie czasem na blogach się znajdują. 

Widzę, że już zdążyłeś się zaopatrzyć w nowy szablon. Jak dla mnie jest on trochę za pomarańczowy, ale to już kwestia gustu. Najważniejsze, że kolor nie jest szkodliwy dla moich oczu, a czcionka ma normalny kolor, więc nie muszę zaznaczać tekstu, aby go przeczytać. Wszystko ładnie się w nim komponuje i nic nie wygląda jakby było na siłę upchnięte. Nie rozumiem jednak, co ma piernik do wiatraka, a raczej serce do żołądka. Moim zdaniem jedno drugiego nie wyklucza, temu więc nie potrafię zrozumieć napisu na nagłówku. Poza tym jest tam powtórzony tytuł opowiadania. W rameczkach panuje porządek, a wszystkie linki działają. Radziłabym Ci jednak zlikwidować zakładkę Szablon, a odnośnik do szabloniarni umieścić w Linkach. Dziwi mnie fakt, że posiadasz archiwum, a nie spis treści czy jakiś inny (s)twór. Gdybyś nie umieszczał postów niezwiązanych z opowiadaniem to, prawdopodobnie, coś na kształt spisu by się pojawiło i o wiele ułatwiłoby poruszanie się pomiędzy postami. Pod rozdziałami nie panoszy się spam, za wyjątkiem dwudziestego i dwudziestego pierwszego. Reszta tego dziadostwa znajduje się w spamowniku. Trochę martwi mnie fakt, że nie odpowiadasz na komentarze, jednak rozumiem, że nie zawsze jest na co odpowiedzieć.

Aktualnie na blogu znajdują się dwadzieścia dwa rozdziały.  
Nie za bardzo wiem do jakiego gatunku dopasować Twoje opowiadanie. W zgłoszeniu napisałeś, że jest to opowiadanie przygodowe, jednak Twoja wizja takowego opowiadania zupełnie różni się od tego, czym powinno się ono charakteryzować. Otóż fabułę mają stanowić przede wszystkim zdarzenia rozgrywające się w czasie podróży do nieznanych, często egzotycznych krain. Dlatego bardziej skłaniam się ku obyczajówce z z elementami kryminału niż ku opowiadaniu przygodowemu.
Przez pierwsze kilka rozdziałów wieje nudą. Nie dzieje się nic ciekawego. Alicji śni się królik, przez co przypala zupę. Potem znowu mamy królika i Alicję wydzierającą się na faceta, który pytał, czy się z nim nie umówi -  co notabene jest dość dziwne. Potem kłótnię z przyjaciółką, pustki w lodówce i sytuację, w której Alicja mogłaby zginąć przygnieciona przez regał. I w dodatku to wina jej głupoty. Powiedz mi, kto normalny na siłę stara się coś wyciągnąć i to widząc, że się nie da. Przyznam szczerze, że gdyby w tamtym momencie coś by jej się stało, to nie byłoby mi z tego powodu przykro. A tak nawet jej włos z głowy nie spadł. Coś ciekawszego zaczyna się już dziać w ósmym rozdziale. Jednak scena z włamaniem nie jest do końca przemyślana. No bo kto włamuje się do mieszkania, w biały dzień i to jeszcze gdy ktoś w nim jest?
Wiem, że początkowe rozdziały mają za zadanie wprowadzić nas do świata bohatera i pozwolić zaznajomić się z nim. Jednak u Ciebie nie idzie odczuć jakiejkolwiek chęci zapoznania się z dalszymi przygodami głównej bohaterki. Jest ona bardziej irytująca niżeli interesująca. Dziwnym jest dla mnie fakt, że ci cali "bandyci" napadają pomału wszystkich bohaterów Twojego opowiadania, nawet tych epizodycznych. Kogo Alicja nie spotka, okazuje się, że ten ktoś został napadnięty. Jakim cudem, ja się pytam? No, jakim? Nawet nauczycielka z liceum nie ostała się od napaści. Czy to ma coś na celu? Oprócz dostania w swoje łapska albumu ciotki Weroniki? Widziałeś w jakimkolwiek filmie lub czytałeś, żeby mordercy napadali wszystkich naokoło? Jeśli tak, to poradzić Ci tylko mogę, abyś na przyszłość oglądał lepsze filmy i czytał lepsze książki. Po za tym jak ktoś chce okupu, to jasnym jest, że dzwoni do osoby, która ma go dostarczyć w zamian za czyjeś życie. U Ciebie "bandyci" zadzwonili do pracy, więc niby jakim sposobem mieli dostać ten durny album?
Twoje rozdziały są bardzo krótkie - zajmują około trzech stron, a przy dobrych wiatrach nie przekraczają pięciu. Zdarza się, że prawie cały rozdział poświęcasz jednemu wydarzeniu lub jednej rozmowie. Gdybyś połączył ze sobą niektóre rozdziały nic by się nie stało, a tak to na siłę chcesz wywołać zniecierpliwienie u czytelnika.
Oryginalnością to poniekąd możesz się pochwalić. W końcu nikt przed Tobą nie wpadł na taki pomysł i na zakończenie, do którego chyba jeszcze daleko.

Jeśli chodzi o bohaterów to:
Alicja nie należy do najinteligentniejszych osób. Jej odzywki czasem powalają na kolana i to, niestety, w negatywnym sensie. Przykładem może być tutaj to, co powiedziała na temat zębów panny Luci. Chociaż niektóre wypowiedzi mnie bawią. Udało Ci się mnie rozśmieszyć jej odzywką na temat butów i chęcią powieszenia się z powodu odwiedzin trębacza. Jako że opowiadanie jest pisane narracją pierwszoosobową, nie ma za wiele okazji, kiedy można by się czegoś o niej dowiedzieć. Najwięcej wiemy z jej rozmowy z kierownikiem. Rozumiem, że w takowej narracji trudno o opis głównej bohaterki, ale bez przesady. Udowodniłeś, że nie jest to niemożliwe, więc powinieneś takie momenty wprowadzać częściej. Czytelnik nie czyta Ci w myślach i nie wie, jak wygląda bohaterka. To samo tyczy się wspominania o jej wyglądzie. Jeśli myślisz, że czytelnik pod koniec opowiadania będzie pamiętał, jaki kolor włosów ma Ala, to się grubo mylisz. Przybliżyłeś nam jej aparycję, w którymś z pierwszych rozdziałów i przez kolejne dwadzieścia nie ma o tym ani słowa. Musisz pamiętać, że nie wszyscy będą zapamiętają, jak wygląda dana postać, jeśli jej opis zdarzy się raz na całe opowiadanie. Nie wspominasz nawet słowem też o tym, w co jest ubrana. Chociaż...nie. Zdarzyło się raz. Raz na dwadzieścia dwa rozdziały. Alicja wybierała sukienkę na randkę z Markiem. Nie wiemy czy nosi szpilki, czy trampki, woli sukienkę czy spodnie, jak układa włosy, czy maluje paznokcie, czy w ogóle się maluje. Tego nie wiemy, a powinniśmy.
Poza tym Twoja główna bohaterka nie jest zdolna do głębszych uczuć. Skoro Magda była jej przyjaciółką to ta śmierć musiała wywrzeć na niej jakieś wrażenie. Chciałeś zapewne pokazać, że Alicja to silna babka i nie będzie rozpaczać nie wiadomo ile, ale musisz pamiętać, że ona nie jest nadludzko wytrzymała jak Wonder Woman, jest tylko zwykłym człowiekiem. A tacy w jakimś stopniu przeżywają śmierć bliskich osób. Owszem, nie wszyscy muszą rozpaczać, popadać w depresję i nie wiadomo co jeszcze, w końcu każdy inaczej przechodzi żałobę. Jeżeli myślałeś, że jak Ala popłacze sobie pięć minut to będzie w porządku, to się przeliczyłeś. Musisz pamiętać, że piszesz o ludziach z krwi i kości, a tacy mają uczucia. 
Pod koniec dziewiętnastego rozdziału jej zachowanie sięgnęło zenitu - gorzki SMS jest godny zrozpaczonej nastolatki, którą chłopak wystawił do wiatru, a nie dorosłej kobiety. Proszę Cię, pomyśl czasem nad tym, jak ona się zachowuje. Nie chodzi mi o to, żebyś robił z niej jakąś starą babcinkę, lecz żeby chociaż raz zachowywała się jak na jej wiek przystało. Tupanie nóżką jak małe dziecko nie poprawia wizerunku. To samo tyczy się "schizy" dotyczącej wieku. Pamiętaj, że ona ma dwadzieścia siedem lat, nie czterdzieści. Gdyby te czterdzieści miała, to bym się nie czepiała. Trochę razi mnie też jej znajomość angielskiego, a raczej brak. Jest to jednak Twoje opowiadanie i Ty nim rządzisz, więc nie mogę braku realizmu (czym, według mnie, jest aż taka nieznajomość języka) Tobie tutaj wytknąć.
Kiedy pod koniec dwunastego rozdziału Alicję potrąciłby autobus, byłabym niesamowicie szczęśliwa, bo wreszcie jej irytujące odzywki i wręcz idiotyczne zachowanie by się skończyło. Lecz uratował ją książę z bajki (szkoda, że nie był na białym rumaku i z mieczem w ręku...) i moje nadzieje szlag trafił.  Ale zacząłeś tworzyć między nimi jakąś więź i, o dziwo, zaskoczyłeś mnie tym. Nie spodziewałam się jakiegokolwiek romantyzmu (którego tak czy siak jeszcze u Ciebie nie widać) w tym opowiadaniu. Mam wielką nadzieję, że pod wpływem miłości Alicja zmądrzeje i wydorośleje.
O Marcinie wiemy więcej niż o głównej bohaterce. To już jest postęp. Szkoda tylko, że jej nie poświęciłeś tyle uwagi. Marcina mogę zakwalifikować jako ulubionego bohatera.  Wprawdzie zakrawa on nieco na męską wersję Mary Sue, ale ani to nie razi, ani nie irytuje, więc póki co może być, lecz na przyszłość pamiętaj, że każdy ma jakieś wady. Przystojny, dwudziestodziewięcioletni prawnik znający angielski - takich to ze świecą szukać. Dziwi mnie fakt, iż jest on chyba jedyną osobą, która nie została napadnięta. Prawdopodobnie powinnam napisać: jeszcze nie została. Nie byłabym w szoku, gdyby okazało się, że go w najbliższej przyszłości jednak napadną. Chyba że znudzi Ci się ta cała napaść, która do końca nie została przemyślana, o czym już wcześniej wspominałam. Postać Marcina, odkąd pojawił się w ósmym rozdziale, wnosi do opowiadania jakąś akcję. I jakby się nad tym zastanowić, to tylko dzięki niemu coś się dzieje.
Ciotka Weronika wprowadza zamieszanie, mimo tego, że nie żyje. Nie wiemy o niej nic oprócz tego, że była nianią, chodziła w bamboszach, a w międzyczasie jeszcze fałszowała dokumenty. Nikt z Twoich bohaterów nie wspomniał słowem jak wyglądała. A przynajmniej ja sobie takiej sytuacji nie przypominam. Dziwi mnie kolejna rzecz. Otóż, jakim cudem ta ciotka nie zwariowała mając pod opieką szóstkę dzieci? Miała jakieś cudowne zdolności do uspokajania, czy ci wychowankowie byli aż tacy spokojni (co notabene u dzieci rzadko się zdarza)?
Czas na Marka. Jest on kolejną postacią, o której wiemy strasznie mało. Nie wspomniałeś w ogóle, jak on wygląda. To, że wymieniłeś jego cechy i wspomniałeś o uśmiechu, nie zastąpi opisu wyglądu. Po trzynastym rozdziale nieco go polubiłam, ale to użalanie się nad sobą i wyrażenia typu: I tak już umieram, dość skutecznie zraziło mnie do niego. Błagam Cię nie rób tego więcej żadnemu innemu bohaterowi, bo czytelnicy będą padać jak fanki Justina Biebera na koncercie.
Cała reszta bohaterów Twego opowiadania, począwszy od calusieńkiego personelu kuchennego, a na rodzinie Alicji kończąc, to jedna wielka niewiadoma. Raz na te dwadzieścia dwa rozdziały wspomniałeś, że ktośtam cośtam robi, ale żebyś opisał, jakie włosy ma dany bohater, jak się ubiera to już jest święto. Przy czym za chwilę się okaże, iż nawet babcia chórowa została napadnięta. Doszłam do wniosku, że ten cały "napadacz" to jakiś niezrównoważony psychicznie jest (mniejsza o to, że  większość takich osób jest szurnięta). Z każdym kolejnym rozdziałem, gdzie okazało się, że kogoś napadnięto, potrącono i nie-wiadomo-co-jeszcze zrobiono, miałam ochotę wywalić laptopa przez okno, albo przez nie wyskoczyć.

W kwestii opisów. Jest ich strasznie, ale to strasznie mało. Rozdziały składają się głównie z dialogów, a powinno być odwrotnie. W końcu ile można czytać nieustannych rozmów? Wiem, że nie są one łatwą sprawą i też nie każdy potrafi przekazać to, co siedzi mu w głowie, ale Ty nie masz raczej problemu z plastycznym ukazaniem wnętrza, więc nie rozumiem, dlaczego tych opisów nie jest u Ciebie więcej. Prowadzisz pierwszoosobową narrację, dlatego nieco łatwiej jest ukazać odczucia głównej bohaterki. Tylko że tych u Ciebie też jest tyle co kot napłakał. Każdy chce coś poczuć, czytając dany twór. Twoim zadaniem jest sprawić, aby czytelnik płakał, śmiał się i smucił w zależności od sytuacji. Musisz także pamiętać o wyglądzie bohaterów. W końcu muszą oni jakoś wyglądać, prawda? Ważne jest, aby nie robić z nich Mary Sue, bo nikt z ideałem się nie utożsami i o takich raczej czytać nie lubi.

Z dialogami nie masz większych problemów i z reguły dobrze je zapisujesz. Stanowią one jednak większość opowiadania, co już nie jest takie dobre. Przynajmniej są one naturalne i nie wymuszone, ale za to rzadziej doprowadzają do śmiechu, a częściej irytują - przynajmniej mnie. Przykład: – Ładne masz zęby – zagadnęłam. – Wiem. – Porcelanowe? – Naturalne. – Takie białe? – Tak. – No, widzę przynajmniej, że mój brat zawsze będzie miał przy sobie komplet lampek diodowych. Błagam. Nigdy więcej takich rozmów. Wypowiedzi Alicji przypominają słowa wypowiedziane przez głupią, niedojrzałą blondynkę, a nie przez dojrzałą czarnowłosą. Musisz pamiętać, żeby zdania były dopasowane do charakteru bohatera.
Przypomnę Ci jeszcze, że jeśli wypowiedź narratora określa sposób wypowiedzenia danych słów zapisujemy ją małą literą, a zdania, do którego się odnosi nie kończymy kropką. Jeżeli jednak wypowiedź narratora opisuje zachowanie, wydarzenia lub otoczenie, to należy ją zapisać dużą literą, a po zdaniu, które określa stawiamy kropkę (lub inny znak interpunkcyjny).  Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno. Jeśli jednak czegoś nie rozumiesz i chciałbyś się dokształcić, zapraszam tutaj.

Świata przedstawionego prawie u Ciebie nie ma. Raz na jakiś czas zdarzy się opis miejsca, wspomniana zostaje Warszawa i tyle. Nie orientuję się nawet, który jest dzień tygodnia, a co dopiero jaki mamy miesiąc. Poza tym, idzie doszukać się u Ciebie opisu wnętrza restauracji, która bodajże pojawiła się raz, a tego jak wygląda mieszkanie Alicji, w którym część akcji się toczy, nie uświadczysz.

Styl masz dość dobry. Używasz prostego słownictwa i nie kombinujesz z porównaniami. Twoje opowiadanie czyta się przyjemnie, pomijając niekiedy irytujące zachowanie głównej bohaterki.

Z poprawnością u Ciebie nie jest najgorzej, ale na przyszłość radziłabym przejrzeć tekst, aby wyeliminować literówki.


Gar się przypalił i w całej kuchni czuć było charakterystyczny aromat przypalonej, kipiącej pomidorowej. (r.1)  - o aromacie mówimy, gdy coś ładnie pachnie, nie kiedy śmierdzi, więc powinien być: zapach; po "przypalonej" powinien się znaleźć przecinek.

She loves English language. (r.8) - słowo "language" jest tu zbędne.

Takim to dobrze! – Marcin nie krył zdenerwowania. – O której wiec zamierzasz wstać? (r.9) - więc.

Dobrze, będę czekał wpół do dziesiątej na ławeczce przed kościołem. (r.9) - o wpół do.

Mój tata znał od niepamiętnych dla mnie czasów. (r.11) - znał go.

Kolacja! Niech to Wszyscy Święci! Zostawiłam zupę na gazie! (r.14) - jak można wyjść z domu i zostawić na gazie gotującą się zupę? Mam rozumieć, że chcesz spalić mieszkanie lub całą kamienicę? A poza tym żeby ugotować zupę, to trzeba przy niej stać, doprawiać ją, dodawać kolejne składniki, mieszać,  pilnować, żeby nie wykipiała i się nie przypaliła.


Witam moją dostojną familię – dygnęłam, stylizując się co najmniej na czasy stanisławowskie. (r.15) -   w tym wypadku po "familię" stawiamy kropkę, a "dygnęłam" należy zapisać dużą literą. 

[...]Jak się z tym czujesz?
- Intrygująco! A co to albumu…(r.16) - nie można czuć się intrygująco; do.

Sam już nie wiem. – Marcin westchnął. (r.16) - bez kropki po "wiem".

Nie mam pojęcia. – Spojrzał z lekkim zniecierpliwieniem na zegarek, bo moje nagłe odejście od stołu nie było zbyt kulturalne. (r.16) - spojrzałam.

Naturalnie. Jest tylko najgłupsza. – Marcin zachichotał, jakby właśnie zrozumiał, dlaczego Baba Jaga opierniczyła Jasia i Małgosię. (r. 17) - bez kropki po "najgłupsza".

Spojrzałam na niego jak na przeterminowaną chusteczkę higieniczną. (r.17) - chusteczki higieniczne nie mogą się przeterminować, chyba że o czymś nie wiem.

Już lecę. – odpowiedziałam. – No, to trzymaj się. Najwyżej będę cię odwiedzała w więzieniu. (r.17) - bez kropki po "lecę".

Gdzie diabeł nie może, tam kobietę pośle! – Facet trzymający nóż warknął swoim zachrypłym głosem. (r.18) - słowo "facet" należy zapisać małą literą.

Matko i córko i Józefie święty! Jak to? (r.20) - przed drugim "i" powinien znaleźć się przecinek.

Chrystus uczył miłosierdzia, a nie tak obrzydliwej postawy, jaką pani reprezentują! (r.20) - panie.

Dzień dobry. – Patrzyłam na nich jak na lewitujący Bornholm. (r.21) - Bornholm jest wyspą, wyspy nie mogą lewitować.


Podsumowując, Twoje opowiadanie nie należy do najgorszych, ale nie należy też do najlepszych. Jednak wierzę, że mimo mojego krytycznego stosunku do Twojego tworu, nie przestaniesz pisać Alicji i postarasz się zastosować do rad, które gdzieśtam w tej ocenie się znajdują. Myślę, że póki co zasługujesz na ocenę dopuszczającą z plusem.


Ov powraca. Mam nadzieję, że ta ocena jest pomocna. Do zobaczenia dopiero w maju. Ah, bym zapomniała, Akiruś, kochanie ty moje, dzięki za ratunek :)
EDIT: R. ty też mnie tu wspierałaś, więc mam nadzieję, że mi wybaczysz :)