Ravelle
Oceny: 0
Odmowy: 0
Diana
Oceny: 0
Odmowy: 0
Malcadicta
Oceny: 2
Odmowy: 0
Każdy widzi, jak jest. Mamy kryzys i tylko Malcadicta trzyma formę. Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że wstyd mi za siebie i przysięgam, od dzisiaj biorę się do pracy. Na koniec tylko tak delikatnie napomknę, że mamy otwartą rekrutację, a nowi oceniający bardzo by się przydali. Chętnych prosimy o zgłaszanie się do Overrated, która może i nie odpowie wam od razu, ale na pewno kiedyś to zrobi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 marca 2014
|0029-0031| Odmowy
Mal, wybacz, że zasłaniam ci ocenę wstrętnymi odmowami, ale wreszcie mam chwilę, żeby to zrobić. Zresztą za parę minut napiszę podsumowanie lutego (:
Chciałam powiedzieć, że powracam w wielkim stylu, ale to tylko odmowy. Chcę przeczyścić kolejkę, bo sporo blogów zostało usuniętych lub zawieszonych.
Odmawiam oceny:
bez-sarkazmu, ponieważ kiedy klikam w link, wyświetla się komunikat, że strona nie istnieje;
ciasto-francuskie, ponieważ opowiadanie zostało zakończone, a nigdzie nie ma prośby o ocenę;
zaplatani-w-mitologie z tego samego powodu, co wyżej.
Proszę również autorów her-infinity, smoke-whiskey-bar, szklani-samobójcy o kontakt, ponieważ opowiadania są już przeterminowane, ale nie chciałabym wystawiać od razu odmowy.
Pozdrawiam ciepło, i obiecuję, że biorę się do roboty!
Chciałam powiedzieć, że powracam w wielkim stylu, ale to tylko odmowy. Chcę przeczyścić kolejkę, bo sporo blogów zostało usuniętych lub zawieszonych.
Odmawiam oceny:
bez-sarkazmu, ponieważ kiedy klikam w link, wyświetla się komunikat, że strona nie istnieje;
ciasto-francuskie, ponieważ opowiadanie zostało zakończone, a nigdzie nie ma prośby o ocenę;
zaplatani-w-mitologie z tego samego powodu, co wyżej.
Proszę również autorów her-infinity, smoke-whiskey-bar, szklani-samobójcy o kontakt, ponieważ opowiadania są już przeterminowane, ale nie chciałabym wystawiać od razu odmowy.
Pozdrawiam ciepło, i obiecuję, że biorę się do roboty!
czwartek, 24 października 2013
|0026| Odmowa: unforgettable-week-marauders-and-lily.blogspot.com
Odmawiam oceny wyżej wymienionego bloga, ponieważ nie za bardzo wiem, co mam tu ocenić. Bo na pewno nie styl Rowling, a Twoja praca polega wyłącznie na kopiowaniu całej książki i dopisywaniu dialogów. Poza tym trudno jest przebrnąć przez taką ilość błędów.
Może inna oceniająca będzie miała ochotę ocenić Twojego bloga, ale ja nie dam rady.
poniedziałek, 14 października 2013
|0054| cien-jezdzca-luku.blogspot.com
Ocena bloga: Cień jeźdźca łuku
Autor: ~Shade
Oceniająca: Diana
Autor: ~Shade
Oceniająca: Diana
1. Pierwsze
wrażenie (5/5)
Adres
prosty, logiczny i łatwy do zapamiętania. Przyciąga uwagę, co też jest ważne.
Interesujący. Zapowiada ciekawą fabułę i mam wrażenie, że trochę się przy niej
napracowałaś. Nie mam pojęcia, jak napis na belce ma się do adresu, ale pasuje
bardziej do romansidła niż fantasy. Mam więc nadzieję, że miłość nie będzie
stanowiła całej fabuły, a będzie jednym z wątków. Ogólnie rzecz biorąc, jestem
ciekawa tego opowiadania i nie mogę się doczekać czytania.
2. Grafika
(13/15)
Na blogu wita mnie szarość. Szablon nie
jest jakoś specjalnie skomplikowany. Napis na nagłówku jest czytelny, tylko
znów przywodzi na myśl romans. Jedynie ten lis jest trochę dziwny i nie za
bardzo pasuje do pozostałych elementów nagłówka. Na pierwszy rzut oka w ogóle
go nie widać, ale potem strasznie przyciąga wzrok. Tło jednokolorowe, uspokaja
i zapewnia tajemniczą atmosferę. Czcionka jest widoczna i ma przystępny
rozmiar. Dużo tu gadżetów, ale nie zwraca się na nie szczególnej uwagi. Jedynie
maskotkę bloga, która jest po prostu genialna, przesunęłabym wyżej. Nad
obserwatorów.
Całość wygląda estetycznie, jednak napis
na belce i nagłówku nie pasuje za bardzo do fantasy, jak już mówiłam.
3. Treść
(49/60)
Rozdział 1.
Moją pierwszą myślą po przeczytaniu go
było to, że wcisnęłaś tam za dużo imion i nazw jak na jeden (dość długi)
rozdział. Zbyt wiele do zapamiętania, zwłaszcza że stworzyłaś zupełnie nowy
świat. Chciałaś wyjaśnić wszystko na wstępie i przez ten natłok informacji
poczułam się jakbym czytała podręcznik. Nie lepiej stopniowo wprowadzać
czytelnika w ten świat? Poczekać, aż przyswoi niektóre informacje, a resztę
zawrzeć w następnych rozdziałach? O wiele przyjemniej by się to czytało. W
obecnej wersji co chwilę zastanawiałam się gdzie, kto, do kogo i dlaczego.
Doceniam to, że wymyśliłaś wszystko od podstaw. Doceniam to, że imiona bogów
brzmią jak imiona bogów, a nie zwykłych śmiertelników. Jednak dlaczego jest ich
tak dużo?
Następnie akapity, a właściwie ich brak.
Przez to tekst sprawia wrażenie zbitego i bynajmniej nie zachęca do czytania.
Nie wystarczy zacząć od nowej linijki – akapit to rzecz obowiązkowa.
-Heitre, jesteśmy boginiami. My się nie zmieniamy - westchnęła Ketove z ulgą
i lekkim politowaniem w głosie. Parę linijek wcześniej napisałaś, że bogowie i boginie
zmieniają się praktycznie bez przerwy. To jak w końcu z nimi jest?
Upewniwszy
się, że jest w miarę bezpieczny i mocny, silnym "kuśkańcem " dała
wierzchowcowi sygnał, by ruszył. A nie można po prostu napisać, że
przycisnęła łydkę do jego boków albo coś w ten deser? Btw, co to znaczy
„kuśkaniec”?
Baardzo dłużył mi się ten rozdział.
Takie gadanie o niczym. Niby przedstawiłaś cały świat, ale niewiele się
wydarzyło. Tak, jak mówiłam: niektóre informacje mogłyby pojawić się później.
Rozdział 2.
O wiele ciekawszy od poprzedniego,
choć nadal dużo gadania o niczym. Rozumiem, że trzeba wprowadzić czytelnika w
świat, ale raczenie go coraz dłuższymi fragmentami ksiąg, które czytała Berui
nie było dobrym pomysłem. Na przykład to o tej kobiecie, która prawie zmarła w
górach. Wątpię, żeby autorowi książki o miksturach chciało się opisywać
dokładnie okoliczności powstania danej mieszaniny. Może w trzech, czterech
zdaniach przybliżyłby tę historię, ale żeby aż tak się zagłębiać? Mogłaś po
prostu napisać, że Berui dowiedziała się tego i tego.
Wcześniej
płakał, bo łzy zosatwiły po sobie na jego buzi czyste ślady. Mniejsza o
literówkę. Sens tego zdania jest mniej więcej taki, że dziecko płakało, bo miało
czyste ślady na buzi. Miało być chyba na odwrót, prawda?
Zbiorowy posiłek - bo tak też się to
nazywało - odbywał się trzy razy dziennie. Pierwszy o godzinie dziewiątej,
drugi około trzynastej, a ostatni - trzeci - o osiemnastej. Że tak powiem:
no shit, Sherlock! Skoro są trzy posiłki, to chyba wiadomo, że ostatni jest
trzecim. Bez sensu jest traktowanie czytelnika jak idioty i dodawanie takich
uściśleń.
Rozdział 3.
Każdy inny przejąłby się bardziej, gdyby
obraził niemal najważniejszą osobę w wiosce - jednak nie Orem. Z Belgiurem
łączyło go coś przypominające przyjaźń. Gdyby ktoś zapytał obydwu mężczyzn o
ich stosunki, odparliby, że się nienawidzą. Dogryzali sobie kiedy tylko
była ku temu okazja, ale gdy jeden lub drugi miał kłopoty, pomagali sobie, jak
mogli. Jeśli ktoś podejrzewał ich publicznie o przyjaźń - wypierali się
wszystkiego. Mimo to, wszyscy wiedzieli, że obydwaj mężczyźni są dla
siebie jak bracia, którzy się nie cierpią, ale nie mogą bez siebie żyć. Może
to tylko moja psychika, ale… I SHIP THEM SO HARD! Naprawdę, pasują do siebie.
Pierwszy raz nie mogę się do czegoś
doczepić w jakimś rozdziale. Nie no, nie wierzę. Przecież to jest niemożliwe,
żeby wszystko było tak dobrze.
Nie umiem sobie wyobrazić zalmutów.
To nie jest wina Twoich opisów, które są bardzo dobre, swoją drogą, ale trudno
jest mi połączyć psa z wiewiórką. Wygląda to absurdalnie. A jeżeli dla mnie coś
jest absurdalne, naprawdę możesz sobie pogratulować. Tym bardziej doceniam
Twoją wyobraźnię – mało ludzi wpadłoby na tak dziwne połączenie.
Przydatne są wyjaśnienia tych tajemniczych
słów na końcu rozdziałów, ale proponuję założenie osobnej zakładki, coś w
rodzaju słownika, gdzie to wszystko byłoby zapisane.
Rozdział 4.
Szczerze mówiąc, nie mogłam doczekać
się momentu, w którym Sky będzie większy.
Trochę dziwnie się zachowuje: najpierw mówi do Oniell „pani matko”, a potem pyskuje i mierzwi jej włosy. Takie to naciągane, zwłaszcza, że Oniell usiłuje być taka surowa.
Och, a było tak fajnie. Sky stał się tym typem bohatera, który jest niezwykły, ale o tym nie wie.
Trochę dziwnie się zachowuje: najpierw mówi do Oniell „pani matko”, a potem pyskuje i mierzwi jej włosy. Takie to naciągane, zwłaszcza, że Oniell usiłuje być taka surowa.
Och, a było tak fajnie. Sky stał się tym typem bohatera, który jest niezwykły, ale o tym nie wie.
On jest chorobliwie chory na jej punkcie. Serio? A ja jem
naturalnie naturalne jabłko.
Poprzedni zachorował po zjedzeniu jakiejś
nieznanej rośliny na bardzo dziwną chorobę - na całym ciele wyszły mu duże
krosty, a przełyk spuchnął mu do niewiarygodnych rozmiarów, przez co przez
kilka dni umierał powoli z głodu. A mi się wydaje, że powinien się najpierw
udusić…
Masz
zadziwiająco mało takich potknięć w rozdziałach i nie są jakoś bardzo rażące.
Przejdźmy więc do oceny bohaterów.
Co ja
mam powiedzieć o postaciach, skoro jest ich tu tak dużo, a charakter Ryttera
poznałam dopiero w ostatnim rozdziale? I to nie całkiem, bo znowu nie
uwypukliłaś aż tak bardzo jego cech. Trochę szkoda, że okazał się kolejnym
dzieckiem, które jest przygarnięte przez jakąś rodzinę, nie wie o swoich mocach
i jest takim trochę samotnikiem. Czy jego moce, o ile jakieś ma (a podejrzewam,
że jakieś tam zdolności posiada), nie powinny ukazać się trochę wcześniej? A
może ta jego specjalność to strzelanie z łuku? W takim razie to trochę takie…
mało boskie, o. No w końcu każdy może się nauczyć strzelać. W każdym razie jego
charakter dopiero się rozwija.
Berui
niby ma być taka zUa, fe, niedobra, a jednak opiekowała się Rytterem i wtedy,
kiedy odzywała się do Aldesta i reszty również nie dało się odczuć tego, że
jest zgorzkniała. Zachowywała się raczej jak niewykształcona wieśniaczka, która
zwariowała.
Ketove,
choć mało jej było w tej historii, również odegrała pewną rolę. Nie za bardzo
wiadomo, jak powinna się zachowywać, powiem tylko, że to, jak mówiła sama do
siebie było dość dziwne. Trochę ją ogłupiłaś – strasznie wolno przychodziło jej
łączenie faktów i organizowanie wszystkiego. Okej, była przed chwilą urodziła,
ale jednak odpoczęła trochę w tej jaskini, no i była boginią.
Z
kolei Oniell ma jakieś rozdwojenie osobowości. Albo to urok Ryttera tak na nią
działa. Chodzi o to, że miała być stanowcza, a wyszło na to, że on targał jej
włosy i zwracał się do niej dość nieuprzejmie. Trochę Ci nie pykło to jej
zdecydowanie.
Oprócz
tego mamy masę epizodycznych bądź drugoplanowych bohaterów, którzy praktycznie
niczym się nie wyróżniają. Mogę jedynie powiedzieć, że jest ich stanowczo za
dużo i strasznie się mieszają.
Opisy są dokładne i przemyślane. Tutaj
nie mam na co narzekać, bo nawet najdrobniejszy szczegół ma swój wygląd, a
przede wszystkim wiem, co czują bohaterowie w danej chwili. Może jedynie
popracuj nad tym, by wplatać te opisy w akcję, bo na razie przerywasz ją, żeby
opisać daną rzecz.
Dialogi są niekiedy sztywne,
szczególnie kiedy postaci mówią same do siebie, jak to miała w zwyczaju Ketove.
Jednak kiedy rozmawiają już w jakimś szerszym gronie, z tą naturalnością jest w
porządku. Jedynym problemem jest to, że czasem (czytaj: wtedy, kiedy mówi
Berui) nie są one dopasowane do osobowości. Czyli że z wypowiedzi tej wiedźmy
nie wynika to, że jest niemiła, a do tego, by ją tak postrzegano wystarczy sam
jej wygląd. Sama wyraźnie zaznaczyłaś, że jest wredna, więc to, co ona mówi
powinno o tym świadczyć.
Cóż,
opowiadanie w dużym stopniu jest oryginalne,
jednak niektóre schematy są powielane. Na przykład to, że Sky nic nie wie o
swoim pochodzeniu i nie mieszka ze swoją rodziną. To jest dość częsty motyw w
książkach i opowiadaniach. Jednak cały świat, jego reguły, stworzenia w nim
żyjące, zwyczaje – to wszystko jest wymyślone przez Ciebie. Postarałaś się
nawet o niecodzienne nazwy: zalmuty mają swoje specjalne określenie, a mogłaś
je po prostu nazwać wiewióropsami. Tak, tutaj naprawdę wszystko dopracowałaś.
Z
kolei za zaciekawienie czytelnika
znów odejmę Ci trochę punktów. Powód? Akcja nie zdążyła się specjalnie
rozwinąć, ponieważ do oceny dostałam jedynie cztery rozdziały. Przyznam szczerze,
że pierwszy nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. W porównaniu z nim kolejne
były o niebo lepsze, chociaż i tak trochę brakowało im do doskonałości. Tak
właściwie dopiero w czwartym zaczęła się coś dziać. Przez pierwsze trzy
opisywałaś praktycznie jedną sytuację, jednak ona pozwoliła wczuć się w klimat
opowiadania. Widzę, że zanosi się na
wprowadzenie jakiejś akcji, w końcu Rytter musi uciec z wioski. Może będzie
lepiej?
Zasób słownictwa masz duży i
wzbogaciłaś go jeszcze o te tajemnicze nazwy, więc tutaj nie mam się czego
uczepić. Nad stylem powinnaś jednak
trochę popracować. Używasz za dużo wyrazów charakterystycznych dla stylu
urzędowego. Nie ta forma, moja droga. Nie piszesz listu do prezydenta. To jest
blog z opowiadaniami. Nie wymagam od Ciebie, byś zaczęła pisać stylem potocznym
(tak, wtedy pewnie narzekałabym na to, że jest za dużo słów ze slangu
młodzieżowego), ale niektóre wyrazy można zastąpić innymi, mniej oficjalnymi.
Została
jeszcze fabuła, o której znów zbyt
dużo nie powiem, ponieważ nie zdążyła się jeszcze za bardzo rozwinąć. Jakiś tam
zaczątek jej jest, jednak dopiero się rozwija i nie sposób się o nim szerzej
wypowiedzieć. Zaczynasz opowiadanie, więc nie miej mi tego za złe. O świecie
przedstawionym mówiłam już wcześniej: jest w każdym calu dopracowany. Ech, no
co ja mam tu napisać, skoro nawet wątki są w fazie wykluwania? Okej: nie wiem,
dokąd to wszystko zmierza ani jak zamierzasz tę fabułę rozwinąć, ale jak na
razie jesteś na dobrej drodze by wyszło z tego dość interesujące opowiadanie.
Tylko nie zepsuj go przez powielanie utartych schematów!
4.
Poprawność (15/20)
Dużo tu błędów interpunkcyjnych i widzę
kłopoty z dialogami, więc nie będę pod każdym cytatem pisać, co jest nie tak.
Jeśli widzisz czerwony przecinek, to nie powinno go tam być, a Ty go
postawiłaś, a jeśli zielony, to go zabrakło.
Rozdział
1.
Dla zachowania pozorów, wzięła sobie kawałek tortu.
- Witam,
leśniczko! - boginka miłości przywitała się
głośno i wesoło. – boginka dużą
literą.
Jako, że była boginią
lasów, szybko zwołała Święte Drzewa, które w Azaanie były na każde jej
skinienie.
Poprosiła je, o przeszukanie
całego lasu w celu odnalezienia jednorożca i przyprowadzenie go do groty,
którą wskazała.
Mimo że, sam
strzelający był tylko mgłą, to broń trzymana przez niego była bardzo
realistyczna.
- Jeżeli jest nawet podpisany,
to oznacza chyba, że jest twój, Sky. - pierwszy raz powiedziała do syna zdrobniale. - to twój prezent
od bogów z okazji narodzin. – pierwszy i
to dużą literą; zabrakło kropki.
Bogini powoli zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że
nie przeżyje zlotu na ziemię. – na ziemię w
sensie grunt czy Ziemię? Z kontekstu wynika, że to drugie, więc nazwy planet
piszemy dużą literą.
Rozdział 2.
Już przez samo to, poczuła
do niego coś podobnego do sympatii.
W
okół roznosił się przyjemny zapach
kwiatów. – wokół!
Przez moment przyglądała się dziecku, zastanawiając się, jak zacząć.
Wiedźma przyglądala się złotym oczkom dziecka. – przyglądała.
Być może, w tym chłopaku dostrzegła swoje nigdy nienarodzone
dziecko, które powitałoby ten świat, gdyby nie
trucizna podrzucona przez zawistną sąsiadkę?
Posiedziała
przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się
nad przeczytanym fragmentem.
Ludzie z
wrażenia pootwierali buzie i wpatrywali się szeroko otwartymi, przestraszonymi
oczami w wiedźmę - zupełnie, jakby bali się, że
gdy tylko odwrócą wzrok, staruszka zniknie, zbliży się do nich niepostrzerzenie i zrobi im coś złego. – niepostrzeżenie.
- Czy
jest wśród was kapłan?_. - wiedźma znowu zignorowała pytanie i rozejrzała się po
tłumie. – zabrakło odstępu między wyrazem a myślnikiem; wiedźma dużą literą.
- Jaki znak? - najstarszy nie rozumiał, o co mu chodzi. Nie był on specjalistą w
dziedzinie wierzeń, podobnie jak większość ludzi z osady. – znów: najstarszy dużą literą.
Rozdział
3.
Kiedy stał już pewnie na nogach, podciągnął swoje niezbyt czyste wełniane
spodnie, splótł ręce na dość dużym brzuchu i mlasnął kilka razy, próbując w ten sposób zwrócić uwagę tych, którzy
jeszcze nie patrzyli na niego, mimo wywołanego
wcześniej hałasu.
A czy jesteś...
Hmm... Jakby to... - Aldest szukał odpowiedniego słowa.
- Dyspozycyjny umysłowo? - Zapytał, nie
mając najmniejszego zamiaru obrazić Orema, który mimo,
że starał się wyrażać jak najdokładniej, nie mógł ukryć swojego lekko
"otumanionego" stanu. – tym razem na odwrót: zapytał małą literą.
-Tak,
masz rację, Heden.
- Aldest uprzedził odpowiedź Oniell, ponieważ on również doskonale słyszał
prośbę dziecka. - proszę
wszystkich o opuszczenie jadalni. – zabrakło kropek i proszę dużą literą.
Wiedźma
stwierdziła, że są dobrana parą. – dobraną.
Mimo
że, Oniell zrobiła to bardzo dawno temu i nie do
końca świadomie, Oloc zesłał na nią demona, który już do końca życia będzie
przypominał o jej występku.
- Poprosiłem ich o pozostanie, bo o tym, czy powinny stąd odejść,
czy nie, powinna zadecydować Oniell. - Najstarszy popatrzył wyczekująco na kobietę, zapatrzoną w jakiś punkt na sali. - Więc jak? – spytał,
starając się przywrócić ją "na ziemię".
- Czarne. Wiem. - dziewczyna
otarła ostatnią łzę. - to przez moc Ducha.
- No
pewnie, dla ciebie wszystko jest takie proste! - krzyknął nagle Belgiur, zerwał
się z krzesła i trzasnął pięścią w stół. -
Czy wyobrażasz sobie, jakie mogą być tego
konsekwencje?!
-
Pewnie, że mam - powiedział dumnie mężczyzna,
wstając z miejsca.
Wszyscy
zapomnieli już o obecnośći Mavii, dlatego
wzdrygnęli się zaskoczeni, słysząc jej cienki głos. – to jest mój
faworyt. Obecności.
-Nie
sądzę, że Beea będzie chciała dziecko. - palacz drabulek ciągle wątpił w powodzenie planu. - mieszka sama, a
i tak ledwo wiąże koniec z końcem.
Nie ma mowy. - wstała z
krzesła, rozłożyła bezradnie ręce i pokręciła przecząco głową. - czy ktokolwiek
z was, wie,
na czym polega moja praca?
-Beea na
pewno nie będzie chciała dziecka, dam sobie rękę odciąć, jeśli jest inaczej -
rzekł Belgiur, który już zapomniał o złości przez zarzuty, jakie przedstawiła
mu kobieta. - Hej, a może niech Mavia weźmie
go do siebie?
- Brol?
- zdziwiła się Oniell. - kto to?
Nie znalazłabym
ani chwili wolnego, by zaopiekować się dzieckiem, tym bardziej takim małym. - Mavia usiadła z powrotem na miejscu
i zrobiła smutną minę.
Wątpię, by
ktokolwiek był chętny do opieki nad nim.
- Najstarszy nie zauważył tego, że Oniell już od dłuższego czasu
przygryzała usta, mocno myśląc nad czymś. - to w końcu ogromna odpowiedzialność - powtórzył
dobitniej i kontynuował: - W takim
razie, wydaje mi się, że pomysł Belgiura jest najlepszy. Chociaż planu Orema
też nie powinniśmy wykluczać. - mężczyzna wstał z miejsca.
- ja nie jestem w stanie sam zadecydować.
Dlatego to, czy
dziecko może trafić do nas, pozostawiam do zadecydowania wam,
szanowna Starszyzno. - kobieta spojrzała w stronę mężczyzn, skończyła swoje
przemówienie i usiadła ponownie na krześle.
- O co
konkretnie prosisz? - tylko Najstarszy miał
odwagę rozmawiać z wiedźmą.
- W porządku. Niech będzie - odezwała się Oniell.
- raz w miesiącu.
- Mam nadzieję, że to już koniec niespodzianek - powiedział Aldest. - możecie się
rozejść.
Rozdział 4.
Kobieta niechętnie godziła się na to, ponieważ nie do
końca wiedziała, co na tych spotkaniach
robili, a z wraz z każdym z nich Skygge stawał się coraz bardziej nieznośny.
Stało
się to, kiedy siedmioletni Rytter uciekał do
niej i ukrywał się, chcąc uniknąć kąpieli, której tak bardzo nie lubił.
Rytter
wykorzystał ogromną stajnie i stworzył sobie
swoje własne pole strzeleckie. – z kontekstu wynika, że stajnia była jedna, więc stajnię.
Czasami
także przynosił sobie z lasu trochę drewna, siadał na belce pod sufitem i
strugał sobie strzały, zwłaszcza po tym jak wiedźma podczas jedengo z ich spotkań wywróżyła mu, że takie
umiejętności prędzej czy później mu się przydadzą. – jednego.
Potwory
zmuszone były więc, do napadania na wioski, w
których studnie - dzięki wielu zaklęciom - były ciągle zasobne w wodę.
- Kula pokazała mi bardzo dziwne rzeczy – odparła.
- chcę sprawdzić, czy były prawdziwe.
W
końcu, znam go dłużej niż ktokolwiek z nich.
I
wiesz, kim są moi rodzice? - zapytał ze
łzami w oczach, starając się powstrzymać płacz.
Nie
wiem, co mną wtedy kierowało.
- Ma na imię Mayes. Jest człowiekiem - odparła Berui.
- chodź, pora wracać. - Spojrzała na niebo. - Za niedługo zapadnie zmrok.
Bo
wiesz, według tego, co pisze w Biblii, tylko na
nich można odbywać wędrówki między rajem, a ziemią. – że tak
zapytam jak moja pani od polskiego: a kto pisze w tej Biblii?
Nie
zauważył cieniu uśmiechu na ustach czarownicy. – cienia
uśmiechu.
5.
Ramki (4/5)
Zakładki niewinnie widnieją po
prawej stronie i nie odciągają wzroku od tekstu. Na szczęście przede mną nic
się nie ukryje.
Zapowiedź
jest zupełnie niepotrzebna. Informacja o nowym rozdziale może pojawić się
równie dobrze tam, gdzie witasz
serdecznie na blogu.
Za Mapki Miejsc masz dużego plusa. Że też chciało Ci się to robić!
Informacje
rzecz przydatna, regulamin musi być. Ten gif na końcu jest świetny.
Zostały już tylko blogi, które
polecasz i… ach. Zakładka o Tobie, czyli to, na co czekałam. Niby nic, ale
jednak czegoś tam się dowiedziałam. Nie myśl sobie, że to, że jeździsz konno
jak ja, pomoże Ci w zdobyciu wyższej oceny, o nie! A tak na serio: ciekawie
opisałaś siebie i jeżeli takie ma być całe opowiadanie, to jestem na tak.
6.
Statystyki (5/5)
Na SPAM jest
Shoutbox, więc pod postami się nie pojawia. Z czytelnikami prowadzisz uprzejme
konwersacje.
7.
Inne (2/5)
Jeden dodatkowy punkt za genialną
maskotkę bloga i drugi za te niesamowite nazwy.
8.
Podsumowanie
Na początku chciałam Cię bardzo
przeprosić za to, że tak długo czekałaś na tę ocenę i za to, że jest tak
krótka. Swoją drogą to chyba najkrótsza ocena w moim życiu.
Przede wszystkim poczytaj sobie o zasadach pisania dialogów i stawiania przecinków. To są chyba Twoje
największe problemy. Popracuj również nad tymi bohaterami: zrób tak, by na
każdym kroku widać było ich charakterystyczne cechy. Styl pisania z czasem sam
się ukształtuje.
Na tę chwilę ode mnie dostajesz 93 punkty na 115, co daje ocenę bardzo dobrą. Gratuluję i życzę, by w
następnych rozdziałach było jeszcze lepiej.
wtorek, 8 października 2013
Podsumowanie - wrzesień 2013
Ravelle
Oceny: 0
Odmowy: 0
Overrated
Oceny: 0
Odmowy: 0
Akira
Oceny: 0
Odmowy: 0
Diana
Oceny: 1
Odmowy: 0
Malcadicta
Oceny: 3
Odmowy: 0
Łącznie
Oceny: 4
Odmowy: 0
Zgłoszenia: 9
Cicho tutaj, więc pozwoliłam sobie opublikować podsumowanie, chociaż to chyba nie moja działka. Mam nadzieję, że mnie nie zjecie.
Malcadicto, nie mam pojęcia, jak Ty to robisz, że masz czas na pisanie ocen. W sumie jest ich tyle samo, ile w zeszłym miesiącu, a więc nie jest źle, chociaż ta liczba nadal pozostawia wiele do życzenia. Zgłoszeń przybywa, ale wszystkie oceniające mają zablokowane kolejki, więc w tym miesiacu może być gorzej.
Moja ocena pojawi się w przyszłym tygodniu i mogę jedynie przeprosić, że aż tak długo to trwa.
To chyba wszystko... Życzę miłego października!
piątek, 13 września 2013
|0050| fivedevils.blogspot.com
Teoretycznie ocena tego bloga nie powinna się ukazać, ponieważ szablon został zmieniony, gdy miałam już praktycznie wszystko skończone, ale żal mi było czasu poświęconego na pisanie tego, więc wstawiam.
Z góry uprzedzam, że oceny będą się pojawiały raz na miesiąc, jako że w trzeciej klasie gimnazjum jednak trochę trzeba się narobić :)
Ocena bloga: Five devils
Autor bloga: Lexie S
Oceniająca: Diana
Pierwsze wrażenie (3/5)
Pięć diabłów. Nie mam zielonego pojęcia,
jak to się ma do fan fiction o Percym Jacksonie. Będziemy mieli pięciu głównych
bohaterów i wyruszą razem na misję? Biorąc pod uwagę napis na belce, śmierć
któregoś z nich będzie zaplanowana wieki temu, ale ten ktoś nie będzie o tym
wiedział. Albo coś w ten deser. Spodziewam się akcji, dużo akcji.
Wracając do adresu. Nie jest oddzielony
myślnikiem, a zlepek tych słów razi w oczy. Co ciekawe, adres z myślnikiem jest
dostępny do rejestracji.
Już widzę pierwszy błąd, który
najprawdopodobniej będzie pojawiał się przez całe opowiadanie, mianowicie
„Percy’ego”, a nie „Perciego”. Pierwsze wrażenie popsuł ten błąd i muzyka,
która włącza się automatycznie i przyprawia o zawał serca.
2. Grafika (9/15)
Oceniam stary szablon, gdyż Autorka postanowiła go zmienić, gdy kończyłam
już pisać ocenę.
Gdybym wcześniej nie
wiedziała, o czym jest to opowiadanie, szablon na pewno nie ułatwiłby mi
domyślenia się tego. Kombinowałam jak koń pod górkę i nie mogę doszukać się tu
żadnego nawiązania do Percy’ego Jacksona.
W dodatku napis na nagłówku jest strasznie niewyraźny. Szczególnie te dwa słowa
napisane inną czcionką. Mimo to szablon jest dość przyjemny dla oka, chociaż
taki trochę chaotyczny. Mam wrażenie, że kompozycja wali się na lewo. Dziwnie
wygląda to, że ramka z tekstem jest wyżej od menu. Nachodzi na nagłówek, a
biała czcionka staje się trochę niewyraźna w tym miejscu. Jednak kiedy
zjedziemy na dół, kolor tekstu odznacza się na zielonym tle. Wszystko przesunęłabym
w prawo i obniżyłabym tekst.
Jak to mówią, najlepsze zawsze na koniec, czyli playlista
i kursor. Nie da się zmienić głośności, muzyka odtwarza się automatycznie. Prawdę
mówiąc, przeraziłam się, kiedy po raz pierwszy tu weszłam.
Zastanawiam się, czy wygląd kursora zmieniłaś specjalnie,
żeby odciągał uwagę od szablonu. Nie mam zielonego pojęcia, co na nim jest, a
jedyne, co mi przypomina to logo Hot Wheels. W ogóle nie jest dopasowany
kolorystycznie, mógłby być mniejszy.
3. Treść (23/60)
Na początku pragnę zaznaczyć, że zraził mnie brak „ł”
w słowach „rozdział” i „ogłoszenie”.
Prolog
Zupełnie do mnie nie trafił. Dość oklepany motyw, w
dodatku nieciekawie opisany. Te wtrącenia o tajemniczym mężczyźnie to naprawdę
nie był dobry pomysł. Zdanie W końcu
wydała z siebie ostatni okrzyk spełnienia i usłyszała płacz niemowlęcia brzmi
komicznie, bowiem „spełnienie” bynajmniej nie kojarzy mi się z porodem. Jakże
dramatyczne zakończenie również wywołało u mnie śmiech. Ja rozumiem, że bogowie
potrafią praktycznie wszystko, ale żeby tak nagle wszyscy zniknęli?
Rozdział 1.
Ledwo
zaczęłam czytać, a już muszę przerywać. [Persefona]
Zaciskała swoje wydatne wargi i patrzyła na mnie
wyniośle. Miałam dość jej obecności i protekcyjnego spojrzenia. http://sjp.pl/protekcja Chodziło Ci
chyba o protekcjonalne spojrzenie.
Była [matka] ziemską dziewczyną, a mój ojciec Bogiem,
synem wielkiego Kronosa – Hadesem. A ja słyszałam, że to ma być fanfiction o Percym.
Tutaj mam zupełnie nową książkę! Wychodzi na to, że Amelia ma dwóch ojców.
Jeden to Hades a drugi to Bóg. Popełniłaś dość popularny błąd, mianowicie jeśli
chodzi o bogów innych niż ci z religii, słowo „bóg” piszemy małą litery. Jeżeli
zaś chodzi nam o chrześcijańskiego Boga, wtedy ten wyraz jest zapisywany dużą.
Wiedziałam, że przy pierwszej lepszej okazji
postanowię stąd uciec i wrócić do Hadesu. Przed chwilą stwierdziła, że nigdy
tam nie wróci.
Mamy i Obóz
Herosów! O jakich uczniów Ci chodzi? Tam nie ma szkoły jako takiej. Wszyscy
robią w zasadzie co chcą i nie obowiązuje tam żaden plan lekcji. Nie rób z Obozu
Herosów Hogwartu. Czy Ty aby na pewno czytałaś Percy’ego?
Przepraszam,
trafiłam pod zły adres. Amelia jest córką Hadesa czy Hefajstosa? Ogniem władają
dzieci tego drugiego. Dzieci Hadesa potrafią podróżować Cieniem, przywoływać
zmarłych, wyczuwać aurę życia… Ale na pewno nie panują nad ogniem.
Jakoś nie
potrafię wyobrazić sobie Chejrona syczącego do uszu herosów i uśmiechającego
się sarkastycznie. Poza tym powinien chyba wiedzieć, że Hades przysyła swoją
córkę z Podziemia. Taka informacja szybko rozchodzi się po całym świecie
herosów, wszyscy powinni być podekscytowani nową dziewczyną. A tutaj co? Mają
ją, za przeproszeniem, w dupie.
Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, kto jest przeciwnikiem Amelii. A jeśli trochę bardziej ruszę głową, mogę wysunąć ostrożne przypuszczenie, że córka Hadesa już zakochała się w Percym.
Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, kto jest przeciwnikiem Amelii. A jeśli trochę bardziej ruszę głową, mogę wysunąć ostrożne przypuszczenie, że córka Hadesa już zakochała się w Percym.
Rozdział 2.
Na początku
rozdziału znalazłam taki oto kwiatek:
Gdy znalazłam się zaledwie dwa metry przed chłopakiem,
wycelowałam w niego swoim mieczem i pchnęłam. Niebieskooki w ostatniej chwili
odskoczył w tył. W przeciwnym wypadku miałby teraz przebitą na wylot głowę. Pomińmy już
samo nazywanie Percy’ego niebieskookim,
za co mam ochotę udusić (może jeszcze długoplecy?). Skupmy się na logice tego
zdania. Otóż Percy stoi po kolana w wodzie, w dodatku lekko pochylony. O ile się
nie mylę, przeciętny grecki miecz ma około 60-70 centymetrów, ale myślę, że
Amelia miała nieco dłuższy. Jak powszechnie wiadomo, ciężar idzie w parze z
rozmiarem, czyli trochę tam jednak ten
miecz ważył. Przecież sam Percy w książce (albo w filmie, nie pamiętam
dokładnie) narzekał na wagę tego „żelastwa”. Myślę, że Amelii ciężko byłoby
unieść taki miecz aż na wysokość głowy, a tym bardziej mocno pchnąć. Nawet jak
na córkę Hadesa szkoloną w walce od małego. Jeżeli jednak jakimś cudem by się
jej to udało, Percy nie miał prawa odskoczyć tak daleko, żeby wyjść poza zasięg
miecza. Nie umiem sobie tego wyobrazić: albo w sekundę znajduje się na drugim
końcu jeziora, albo odchylił się do tyłu tak bardzo, że się przewrócił. Innego
wyjścia nie ma.
Kiedy już
uporałam się z logiką latającą na pegazie, po raz kolejny usłyszałam o pięknych
oczach Percy’ego. Większość rzeczy potrafię zrozumieć, ale nie powtarzanie po
raz setny, że chłopak ma ładne oczy. Naprawdę, czytelnik nie jest idiotą i
zdążył już zrozumieć, że Amelii podoba się niebieskooki.
Jakby tego było
mało, Autorka wykorzystała walkę do zbliżenia bohaterów do siebie. Bo to, że
Amelia zakochała się/ zakocha się/ będzie z Percym, wiem na pewno. Wskazuje na
to Twój styl opisania tej sceny. Te wszystkie przyspieszone oddechy dopiero,
gdy prawie stykają się nosami i ciągłe napomykania o jakże pięknych oczach syna
Posejdona mówią tylko o tym, że zamierzasz ich ze sobą sparować.
Boże, przecież on mi się nie spodobał! Bogowie! Nie
„Boże”.
Okej, więc do
Amelii po pierwszym spotkaniu dotarło, że czuje do Percy’ego coś więcej niż
tylko chęć mordu. A był takim pierdolonym
romantykiem… Tak, tak, miłość od pierwszego wejrzenia i tak dalej, ale,
błagam, laska po raz pierwszy od osiemnastu lat wylazła na powierzchnię i już
się zakochała? Nie jest zagubiona, zdezorientowana? Nie chce dowiedzieć się
czegoś? Amelia przez osiemnaście lat nie oglądała niczego poza buźkami
szanownych rodziców (dobra, ojca i macochy), wychodzi do ludzi i wszystko od
razu wie?
Zaraz, moment.
Czy oni tam mają lekcje jak w szkole? Że w sensie siedzą w klasie i uczą się
historii? Trzy razy nie, dziękujemy. Myślisz, że po co satyrowie wyszukiwali
herosów? Po to, żeby byli bezpieczni i żeby nie musieli męczyć się na lekcjach!
Półbogowie mają ADHD. Nie mogą usiedzieć spokojnie przez pięć sekund. Och,
bogowie, na szczęście będą grać o sztandar. Nie mogę się doczekać.
Rozdział 3.
Po drugiej stronie rzeki, która odcinała nam drogę, ujrzeliśmy naszych
przeciwników. Spoczywali na kamieniach i prawdopodobnie obmyślali plan
działania. Po pierwsze: spoczywać to mogą dłonie na kolanach, ale w przypadku ludzi
brzmi to dziwnie. Po drugie: oni tak po prostu usiedli sobie na kamieniach i
nie wystawili żadnego wartownika, który ostrzegłby ich przed przeciwną drużyną?
A myślałam, że Annabeth jest taka mądra…
Amelia zaczyna mi pachnieć merysujką. Ledwo przyszła
do obozu, a już przejmuje dowodzenie, i na dodatek wszystko doskonale jej
wychodzi. Genialna Amelia!
Zamachnął się mieczem, którego ostrze trafiło mnie w klatkę piersiową i
rozcięło materiał bluzki powyżej piersi. A to zboczuszek!
Przepraszam, ale rozwala mnie dziecko Hadesa, które
posługuje się ogniem. Doprawdy, pomyliło Ci się z potomstwem Hefajstosa.
Była jak wrzód na...każdy wie, na czym. Amelia używa takich słów jak „kurwa”
i „ja pierdolę”, a nie chce powiedzieć „dupa”. Ciekawe…
Biedna Amelka! Musi walczyć z dwoma przeciwnikami
naraz! Ale oczywiście nasza dzielna córa Hadesa potrafi wszystko i wygra. Co z
tego, że jest zraniona, dla niej to nieważne.
Nie wyszło Ci zbudowanie tego napięcia między Amelią a
Percym. To wyglądało bardziej komicznie aniżeli romantycznie. Pomijając to, że
już drugi rozdział siadają na sobie okrakiem, a Percy zamiera i oddech mu
przyspiesza, gdy Amelia zbliży się do niego.
Zapomniałabym! Po raz czwarty w ciągu trzech
rozdziałów wspominasz o jakże pięknych oczach Percy’ego. Nic do nich nie mam,
ale to się już robi nudne.
Dziwne to Twoje nazewnictwo, dziwne… Tam nie było
podziału na klasy, wiesz? A „gra o herb” była „grą o sztandar”.
Gdy fascynacja grą o herb opadła, Chejron usadził swój koński zad na ziemi
i zaczął opowiadać jakieś historie o mitologicznych stworzeniach. Nie chcę nic
mówić, ale konie z reguły nie siedzą.
Konie stoją.
Zastanawia mnie również fakt, że Amelią nikt za bardzo
się nie interesuje. Jest nowa, jest dzieckiem Hadesa, jednym z zakazanych.
Kiedy Percy przybył do obozu, stał się sensacją. A ona? Żyje jak gdyby nigdy
nic.
Co by zrobiła normalna JA, gdyby spotkała kogoś takiego w Hadesie?
Poćwiartowała go na kawałki, czekała aż się odrodzi i zrobiła to znowu, i tak
aż do znudzenia. Tu jednak nie miałam takich zapędów. Nie, tylko parę
razy próbowałam zabić jednego herosa, just for fun.
Ostatecznie rozwiałaś moje nadzieje co do tego, że
Nico i Bianca jednak się pojawią. A mogło być tak pięknie.
Zakończenie rozdziału było tak głębokie, że prawie się
w nim utopiłam. Amelka ni stąd, ni zowąd postanawia być dobra i zmienić się w
milisekundę.
Rozdział 4.
- Co ty tu robisz? - szepnął ostrym tonem. Nie mógł pojąć tego, że tu
przyszłam. Wcale mu się nie dziwię. Też bym nie mogła pojąć, dlaczego osoba, która
zraniła mojego przyjaciela, przychodzi teraz odwiedzać go w szpitalu.
Pomyślałabym, że chce go znowu zaatakować.
Śmiać mi się chce. Tak po prostu zasnął, zostawiając
swoją przyjaciółkę w rękach osoby, która jest nieobliczalna (i sama się do tego
przyznała)?!
No tak, genialna Amelka przetrwała całe dwadzieścia
cztery godziny bez snu i pewnie będzie jeszcze doskonale walczyć.
Przepraszam za to – rzuciłam, wskazując
palcem na jej szczękę, na której widniał wielki siniak. Pominę brak
przecinka. Amelia przywaliła Annabeth z całej siły łokciem w twarz, a ona ma tylko siniaka? A to dobre! Dobrze, nawet
jeżeli wyszła z tego jedynie z siniakiem na połowie twarzy, to dlaczego spała
przez całą noc i była w tak krytycznym stanie? Najlepsze jest jednak to, że
ponoć była tak osłabiona, a już idzie na imprezę. Ambrozja i nektar? Nie sądzę,
w końcu to tylko siniak.
Impreza. Pod czujnym okiem Chejrona. Nie chce mi się
wierzyć, że on się na to zgodził. A nawet jeśli nic o tym nie wiedział, to
przecież żyje na tym świecie wystarczająco długo, aby zauważyć bandę
nabzdryngolonych herosów hasających po obozie.
Zwracam honor. Myślałam, że Amelia nie będzie spać, a
jednak ona też nie jest niezniszczalna.
- Po co tu przyszedłeś?
- warknęłam, nie mogąc doczekać się początku konwersacji. Wysiliłam się na miły
ton głosu, ale prawdopodobnie nie wyszło mi to zbyt dobrze. Warknęła czy
była miła?
Przyznam
szczerze, że po raz pierwszy spotkałam się z bogiem Komusem, ale myślę, że
polska wersja tego imienia powinna być zapisywana przez „k”.
Aha,
czyli Amelia bywała już wcześniej na Ziemi. Cóż, wydaje mi się, że mimo to
powinna czuć się trochę zagubiona. Chociaż troszeczkę. Piszesz o tym, że jest
zakłopotana i tak dalej, ale nie pokazujesz tego w akcji. Genialna Amelia wie,
jak się zachować w każdej sytuacji, a mówi, że się nie odnajduje na Ziemi.
Przed moim domkiem stała wesoła trójka
herosów. […]Percy uśmiechnął się przyjacielsko, a Grover wydał z siebie stłumione
„bee” niczym baran. O ile dobrze pamiętam, to Grover był satyrem.
Rozdział 5.
Kiedy weszliśmy do środka, uderzył we mnie zapach potu, przeróżnych perfum
i pożądania. To pożądanie ma zapach? Cóż, człowiek uczy się przez całe życie.
Dziwi mnie to, że Amelia nie jest na tyle asertywna,
by odmówić wypicia alkoholu. A podobno sama za siebie decyduje…
O, robi się gorąco, Jake wkracza do akcji. Znów się
pośmieję.
Nie mam pojęcia, ile szklanek z nim wypiłam. A ja nie mam
pojęcia, jakim cudem wódka trafiła do Obozu Herosów. Tym bardziej, że Chejron
nad wszystkim czuwa. On nie jest idiotą, droga Autorko, nie zapominaj, że
wytrenował Achillesa i zgraję.
Nie, Amelia jest w niebezpieczeństwie! Jestem po
prostu przerażona! Kto ją uratuje? Oczywiście, że Percy! Tak, to był sarkazm.
Ni z gruchy ni z pietruchy Jake’uś zamienia się w bad boya, żeby tylko Percy
mógł się wykazać. Za dużo tu jest przypadku. No tak, i jeszcze będzie z nią
spał, bo przecież Amelka jest taaaaka bezbronna i niewinna.
Miałam na sobie normalne ubrania (zamiast pidżamy) i bransoletkę od Ojca,
której obiecałam sobie, że nigdy nie założę. No shit, Sherlock! Kto by pomyślał,
że śpi się w pidżamie?! BTW, „ojciec” z małej litery.
Nazywanie wódki „magicznym płynem” brzmi w ustach
Amelii dziecinnie. Za dziecinnie, jeśli chodzi o córkę Hadesa.
Percy
pozostawił mnie samą z moimi nierozwiązanymi problemami, jednakże powrócił po
piętnastu minutach ze szklanką czystej wody i tabletką przeciwbólową. Ponoć
na kaca najlepsza jest kawa… Skąd w Obozie Herosów kawa, zapytasz. Skoro
alkohol może być, to potomstwo Hermesa z pewnością by coś wykombinowało.
Końcówka miała chyba trzymać w napięciu. Coś Ci
jednak, kolokwialnie mówiąc, nie pykło.
Rozdział 6.
Mam wrażenie, że każdy chłopak w Twoim opowiadaniu ma
niebieskie oczy.
Czyli jednak mają lekcje. To jest co najmniej dziwne.
Resztę popołudnia spędziłam na nauce zielarstwa i przysposobieniu obronnym.
Po tych nudnych lekcjach w końcu mogłam wrócić do domku. Z braku zajęcia udałam
się na obiad, a następnie na przechadzkę wzdłuż jeziora. Chodziło Ci o
przedpołudnie czy kolację? Chyba że obiad jest tak późno. Herosi wszystkie
posiłki jadali razem, a czas na nie ogłaszał dźwięk konchy.
Wreszcie dostałam to, na co czekałam przez cały czas.
Scenę walki z potworem. Akcja sama w sobie nie była źle opisana, to Amelia
wszystko popsuła. Potwierdziły się moje najgorsze obawy i Amelka okazała się
książkowym przykładem Mary Sue. Nie dość, że biedaczka musiała walczyć z jednym
z najgorszych potworów z mitologii, to jeszcze została dość brutalnie przez
niego potraktowana. Że zacytuję: Doprowadzanie
mojej rozoranej klatki piersiowej do przyzwoitego stanu trwało dość długo. Z
lewym przedramieniem poszło szybciej i mniej boleśnie. Ale oczywiście z
poharataną klatką piersiową biegała, machała mieczem, a nawet zrobiła przewrót
w przód! Szalona dziewczyna! Oczywiście pokonała potwora, no bo jakby to mogło
być inaczej. Bogowie, zapomniałam o tym, że Chejron, Percy i Jake stali i
podziwiali jej walkę, bo oczywiście ona musiała sama sobie poradzić z
mantykorą. Takim akcjom mówię trzy razy nie.
Aha, w Obozie Herosów ran się nie szyje tylko podaje
się nektar i ambrozję.
Rozdziału specjalnego, czy też one shota, nie
czytałam, bo nie miał on większego wpływu na fabułę.
Rozdział 7.
Niby zaczyna się coś dziać, niby jest jakaś intryga,
ale nie za bardzo wiem, czego dotyczy. Mamy mało informacji, a najlepsze jest
to, że Chejron również nie interesuje się tą aferą z Shyvaną.
Jego twarz szpeciło zmartwienie, choć oczy pozostały intensywnie błękitne. To zdanie jest
tak głębokie, że aż śmieszne. Widzisz, właśnie o tym mówię. Zamiast przybliżyć
wątek Shyvany, Amelka rozpływa się na widok Percy’ego. Ja tam bym się
zastanawiała, o co chodzi i dlaczego właśnie do mnie przyczepiła się mantykora.
Spojrzałam na niego oniemiałym wzrokiem. Wzrok nie może być oniemiały. Albo
Amelka była oniemiała, albo… albo nic.
- Nawet o tym nie myśl – syknął niebieskooki, wbijając we mnie groźne
spojrzenie. Czy ja Cię mam udusić za niebieskookiego Percy’ego? Jest tyle określeń
na Jacksona, a Ty uczepiłaś się akurat
koloru jego oczu.
Ej, moment. Amelka była tak poharatana, że nie mogła
ruszyć ręką, a teraz nagle siedzi na tarasie swojego domku? W tym samym dniu? W
dodatku nie była leczona ambrozją ani nektarem… W życiu nie wypuściliby jej ze
szpitala w takim stanie.
Wybacz za tamto zdarzenie na imprezie u Kate – odezwał się nagle nieco
zmienionym głosem. Patrzył mi prosto w oczy. Nie mógł patrzeć jej prosto w oczy,
bo parę linijek wcześniej napisałaś, że Amelia spojrzała w gwiazdy.
Borze Zielony, no nie mogę. Trochę różnorodności! I
Percy, i Jake mają niebieskie oczy. Są dobrze zbudowani. Och, no i obydwaj się
do niej zalecają. Może w ogóle połącz ich w jednego człowieka, to Amelia będzie
w siódmym niebie!
- Opowiadał mi o dzisiejszej grze – rzuciłam,
wydymając wargi niczym oburzona kotka. Czy wszyscy wyobrazili już sobie
kotkę wydymającą wargi? Nie? Nie szkodzi, ja też tego nie potrafię.
Ręce mi drżały, a wycieranie ich o taras nie
przyniosło zamierzonych efektów. Trochę dziwnie to wygląda: obejmuje Percy’ego, który
leży na jej kolanach i jednocześnie wyciera dłonie o taras. Ale co ja tam wiem,
Genialna Amelka potrafi wszystko.
Umarłam! A
nawet ómarłam! Ona zasnęła! No nie mogę! To sobie Hades wybrał czas na
wezwanie. Założę się, że tatuś to zrobił specjalnie. Ta rozmowa z Hadesem jest
tak oderwana od kontekstu, że zaczęłam się zastanawiać, czy blogger przez
przypadek czegoś nie usunął.
Rozdział 8.
Po raz kolejny
Amelia zachowuje się jak dziecko Hadesa. Mam wrażenie, że jej moce zapożyczyłaś
od Valdeza z Herosów Olimpijskich.
Wychodzi sobie
z obozu jak gdyby nigdy nic. Przypominam, że jest cała w bandażach. I walczy z
potworem, oczywiście wygrywa. Nadal ma bandaże. Nie mogłam uczestniczyć w zajęciach z powodu rozległych ran. No
właśnie. I dlatego wyłażę z najbezpieczniejszego miejsca na ziemi. Albo jest
niewyobrażalnie głupia, albo chora umysłowo. Nie obrażając chorych umysłowo. W
dodatku wsiada do auta zupełnie obcej kobiety! A co by było, gdyby to był
kolejny potwór? Amelka naprawdę jest tak nienauczona ostrożności?
Założę się, że
urodziła się w tym szpitalu, do którego weszła. Oczywiście zaatakował ją potwór
i chyba nie muszę mówić, że Amelka wyszła z tego cało, mimo rozległych ran.
Zamarłam, patrząc tępo na przedziurawiony mebel [drzwi]. Trudno nazwać drzwi meblem. Dziwnie to
brzmi.
Naprawdę nie
mam siły marudzić już o trochę logiki w opisach walki. Trudno walczyć z
rozwaloną szyją, nie sądzisz? Jednak obiecałam sobie, że to opowiadanie więcej
mnie nie zdenerwuje, i staram się zachować spokój, więc po prostu nie będę się
odzywać. Powinnaś już wiedzieć, co jest nie tak.
Aha. Zemdlała
na środku ulicy w Nowym Jorku. Na Manhattanie. I nikt nie przystanął, żeby
zapytać, czy wszystko z nią w porządku? Nie wierzę.
Gnałam, nie zwracając uwagi na to, iż byłam bosa i
ubrana w czarną koszulę nocną. A także na to, że byłam cała poraniona i z medycznego
punktu widzenia nie mogłam się ruszać, bo sprawiałoby mi to za duży ból.
Tym jakże
pozytywnym akcentem zakończyłam czytanie rozdziałów i jestem Ci dozgonnie
wdzięczna za to, że nie wysmażyłaś ich więcej. Bo tego nie byłabym w stanie
przełknąć.
Ogólnie rzecz
biorąc, z opisami naprawdę nie jest
źle. Wiem, jak wyglądają bohaterowie, miejsca, w których toczy się akcja,
chociaż nie zajmuje Ci to połowy rozdziału. Zręcznie wplatasz je między wypowiedzi
postaci, co również jest plusem, bo nie przerywasz specjalnie akcji, by opisać
dane miejsce. Tak, tu nie mam się do czego przyczepić.
Z oryginalnością jest słabo. Rozumiem, że
w erze fanfików trudno wymyślić coś, co się wyróżnia, ale Twoje opowiadanie
składa się z oklepanych motywów. Chłopak i dziewczyna, którzy ze sobą walczą, a
potem się zakochują? Było. Impreza, na której jeden ratuje niewinną niewiastę
przed drugim? Było. Nawet charakter Amelki nie jest jakoś wybitnie oryginalny.
Zapewne przypomnisz mi o motywie Shyvany. Okej, może i jest to zapowiedź
jakiejś akcji, ale nie rozwinęło się to na tyle, bym mogła się o tym szerzej
wypowiedzieć. Mogłaś zgłosić opowiadanie później.
Zaciekawienie czytelnika jest znikome.
Powiem więcej, męczyłam się, czytając to opowiadanie. Mam świadków na to, że
modliłam się do Hadesa, by szybciej się skończyło. Ta historia prawie w ogóle
nie ma klimatu, nie przeżywałam wydarzeń wraz z bohaterką. Powtarzanie utartych
schematów również nie działa na Twoją
korzyść. Wiąże się to też ze stylem
pisania i zasobem słownictwa. Z tym drugim nie masz większego problemu.
Widać, że jeżeli chodzi o pisanie od strony technicznej, idzie Ci gładko jak po
maśle. Nie masz większego problemu z przekazaniem tego, co chcesz przekazać.
Przyznam szczerze, że dawno nie spotkałam bloga, na którym używano by
niektórych „mądrych” słów. Jeżeli zaś chodzi o styl pisania, tutaj jest już
gorzej. Używasz za dużo sformułowań typu „iż”, które są charakterystyczne dla
stylu urzędowego. Jest strasznie oficjalnie. Wyluzuj trochę, to nie pismo do
prezydenta USA, tylko opowiadanie, które czytają osoby w większości
nastoletnie. Brakuje tego rozluźnienia i humoru. Przez to czasem myślę, że
pisanie traktujesz jak obowiązek, a nie czerpiesz z tego przyjemności. Niektóre
zdania są tak przepełnione patosem, że mam wrażenie, jakbym czytała jakąś pieśń
pochwalną.
Z dialogami jest ten sam problem, co ze
stylem. Bohaterowie nie wypowiadają się jak osiemnastolatki, tylko jak starsze
panie na ławeczce, przez co to wszystko wychodzi strasznie sztywno. Zdania
przez nich wypowiedziane w ogóle nie pasują też do ich charakteru. Zacznijmy od
Amelii: niby taka asertywna, a jednak poszła na tę imprezę. Niby ma cięty
język, ale jej wypowiedzi, które miały być chyba ironiczne, były bardziej
dziecinne od trzyletniego dziecka. Tak samo jest z Jake’iem. Najpierw chce ją
skrzywdzić, a potem twierdzi, że nic nie chciał jej zrobić. Kreujesz go na
takiego bad boya, a te kłótnie z Percym o Amelię również nie wyszły tak, jak
powinny. Chejron… on w ogóle nie mówi tak, jak w książce. Syczy, warczy i jest
sarkastyczny.
Fabuła. Niby jest przemyślana, ale przez całe osiem rozdziałów
było gadanie o pięknych oczach Percy’ego, Jake’u, który teoretycznie jest zły,
ale dobry, i tylko dwa razy wspomniałaś o Shyvanie, czyli o tym wątku, na
którym najbardziej powinnaś się skupić. Akcja to jest to, czego potrzeba temu
opowiadaniu. Prawdę mówiąc, wątków jest tu zadziwiająco mało. Dwa, może trzy, z
czego jeden dopiero kiełkuje. Radziłabym Ci dodać paru bohaterów i ich
historie. Czytelnika nie interesuje za bardzo to, kogo Amelka wybierze (chyba
że szanowny czytelnik nastawia się na romansidło), tylko akcja. Jeżeli
zamierzasz nadal opisywać wahania głównej bohaterki, to może nie pisz fanfika,
tylko po prostu zacznij nowe opowiadanie z tymi postaciami jako normalnymi
ludźmi.
Wszystko się
powtarza. Opisujesz w kółko te same wydarzenia. Przez dwa rozdziały nie działo
się nic, tylko Percy i Amelka nawzajem na sobie siadali i udawali, że walczą.
Potem Amelia przez kolejne dwa rozdziały zabiła dwa potwory. To się staje po
prostu nudne. Mam wrażenie, że nie potrafisz wymyślić żadnych innych wydarzeń.
Zdarzenia,
które po sobie następują, są mało prawdopodobne. Dziwne jest to, że impreza
odbywa się pod czujnym okiem Chejrona. Dziwne jest to, że Amelka, mimo że parę godzin
wcześniej nie mogła ruszyć palcem, potem wychodzi z obozu i jeszcze walczy z
potworem (nie zapominajmy o rozciętej szyi). Dziwne jest to, że akurat Percy
pojawia się za każdym razem, gdy Jake rozmawia z Amelią. Wszystko jest bardzo
nierealne; w normalnym życiu trudno byłoby o „przypadkowe” spotkania tak
często, jak Ty robisz to z Percym i Amelką.
Najlepsze
zostawiłam sobie na koniec. Czas na bohaterów,
czyli to, co najgorsze w tym opowiadaniu.
Zacznijmy od
Amelii. Genialnej Amelki. W moich notatkach zapisałam sobie, że jest to
rozchwiana emocjonalnie merysujka. Dlaczego Mary Sue, już wiesz. Chyba
wystarczająco dużo o tym pisałam. Doskonale walczy mimo ciężkich ran. Świetnie
odnajduje się w świecie, w którym była tylko kilka razy w życiu. Ma na pieńku z
Chejronem, jest niegrzeczna i piękna, no i zabiega o nią dwóch chłopaków, a ona
biedna nie wie, którego wybrać. Rozchwiana emocjonalnie, bo zmienia zdanie co
pięć minut. Potem mówi, że będzie zachowywać się inaczej, a swoim postępowaniem
sobie zaprzecza. O niej już trochę mówiłam podczas analizy rozdziałów, więc
dodam tylko, że raczej nie ma już dla niej ratunku. Jej charakter jest już tak
zepsuty, że jedynym wyjściem jest napisanie tego wszystkiego od nowa i
wykreowanie jej od zera.
Percy w ogóle
nie jest kanoniczny. Gdzie się podział jego humor, odwaga, cięty język?
Czytając Twoje opowiadanie, miałam wrażenie, jakby był cały czas ponury. W
ogóle się nie uśmiechał, nie rzucał żadnymi komentarzami. W ogóle mało mówił.
On po prostu wyglądał i to miało wystarczyć. Bo przecież niebieskie oczy
rekompensują wszystko. Odważny też nie był. Co z tego, że rzucił się na Jake’a,
skoro do mantykory się nie zbliżył? Tak, Percy’emu z całego jestestwa
zostawiłaś tylko imię.
Tak samo jest z
Annabeth i Chejronem. Ann jest po prostu głupia. Innego określenia nie umiem
znaleźć. Zrobiłaś z niej taką słodką idiotkę, typową blondynkę. Córka Ateny nie
rzuca się ni z gruszki, ni z pietruszki na czyjeś plecy i nie pozwala, by ten
ktoś przywalił jej ot, tak z łokcia w twarz. Córka Ateny najpierw obmyśla plan.
A ty Annabeth po prostu pozbawiłaś mózgu.
No i ostatni,
Jake, który ma rozdwojenie osobowości. Raz jest miły, raz próbuje zgwałcić
Amelkę. Nie wiem o nim kompletnie nic oprócz tego, jak wygląda, toteż za dużo nie
powiem.
4. Poprawność (16/20)
Błędów nie jest dużo, ale ciągle powtarzają się te same, co działa na Twoją niekorzyść.
Rozdział 1.
Na mnie mówiono pół – bóg półbóg.
Czasem czułam się, jakby to było
oszczerstwo.
- Gotowa? - tuż Tuż nad moim uchem
zagrzmiał dźwięczny głos Hadesa.
Jeszcze raz głośno westchnęłam, gdy ojciec dotykał opuszkami paców palców mego czoła.
Moje rozmyślania przerwała postać zbliżającego się Centaura centaura.
Jestem jego protektorem i czy tego chcesz,
czy nie, jesteś pod moją opieką – syknął mi prosto do ucha.
Wiedziałam, jak te słowa działały na
nadnaturalnie stworzenia.
Szłam szybkim tempem, nie zwracając
uwagi na innych adeptów.
Przyłożyłam ostrzę ostrze broni
do krtani chłopaka.
Rozdział 2.
W naszą stronę galopował ten sam Centaur centaur,
którego spotkałam przy branie, jakaś blondynka i Satyr satyr.
- Dobrze. Amelio, oto twój plan zajęć – rzucił Centaur centaur, wręczając mi pojedynczą kartkę papieru.
- Czyją jesteś córką? - zapytała się blondynka, która jak dotąd się
nie odzywała.
Już miałam jej odpowiedzieć jakąś kąśliwą uwagę, gdy Centaur mnie
wyprzedził. – dziwnie jest odpowiedzieć kąśliwą uwagą. Raczej już miałam rzucić jakąś kąśliwą uwagę, albo coś w tym stylu.
Blondynka otworzyła nieco szerzej swoje wydatne usta, a Satyr satyr cofnął się o krok.
Znajdowałam się w swoim domku, jednak
wciąż chodziłam po nim bez celu z rękoma za plecami.
To prawda, był interesujący, ale ja
nigdy nie interesowała się... chłopcami?
To tylko kolejny pół – bóg półbóg idiota.
Percy skinął głową na znak, że rozumie i przysiadł się obok mnie.
Odruchowo zaczęłam wypatrywać go w tłumie, lecz dostrzegłam jedynie
zbliżającego się Centaura centaura,
który uśmiechał się do nas przyjaźnie.
Otworzyłam szerzej oczy, gdy ujrzałam Perciego Percy’ego, wścibską blondynkę i Satyra. No tego
już było za wiele. - Herosi stojący po mojej prawej (okazało się, że mnie do
nich zaliczono) będą podopiecznymi Grovera, a ci po lewej Annabeth i Peciego
Percy’ego.
Mogłam skopać tyłek Perciemu Percy’emu i
tej całej Annabeth bez żadnych konsekwencji?
Rozdział 3.
W samym środku szarpaniny i chaosu dostrzegłam Perciego Percy’ego.
Na mój znak rzucił się na blondynkę, by odwrócić jej uwagę od Perciego Percy’ego.
Przez te to (to spojrzenie, te spojrzenia) jego spojrzenie czułam niemałe zażenowanie i
konsternację.
Kilka chwil później rozpoznałam w niej Perciego Percy’ego.
O Bogowie bogowie, co się
ze mną stało?
Rozdział 4.
Ten pół – bóg półbóg zaczynał
mnie coraz bardziej zadziwiać.
Powolnym krokiem pomaszerowałam w kierunku wyjścia i nacisnęłam za na klamkę. Do pomieszczenia wmaszerował Percy z
uśmiechem nowo - narodzonego nowonarodzonego
człowieka na twarzy.
Rozdział 5.
W tyle ujrzałam Perciego Percy’ego,
Grovera i Annabeth, którzy ruszyli w kierunku grupki innych adeptów.
Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam Jackoba Jacoba,
który patrzył na mnie z niedowierzaniem.
Jednak prawdziwy szok przeżyłam parę sekund później, gry gdy z trudem przekręciłam się na drugi bok.
Uratował mnie od zalotów Jackoba Jacoba,
został przy mnie przez całą noc, a rankiem przyniósł mi lekarstwo.
Rozdział 6.
Patrzył, (tu nie powinno być przecinka) tak, jakby pragnął przewiercić na wylot moje ciało.
O Bogowie bogowie, a co jeśli on
mówił prawdę?
Następną lekcją była geografia, gdzie uczyliśmy się o wszelkich znanych
miejscach, które zamieszkiwali Bogowie bogowie.
Nagle z z (powtórzenie) mojej prawej usłyszałam szelest liści.
W końcu obok mojego boku stanął sam Chejron w towarzystwie kilku nieznanych
mi adeptów i Jackoba Jacoba.
Jedynie Centaur centaur zachował
trzeźwość umysłu.
Rozdział 7.
Brązowe oczy Centaura centaura wwiercały
się w moje.
Gdzieś w mojej podświadomości pojawiła się myśl, że powinnam porozmawiać z Ojcem
ojcem.
- Było, minęło.
Percy nie stawiał oporów, był jak lalka, którą starowałam sterowałam.
Stałam przed obliczem Ojca ojca,
który pokazał mi się w swojej prawdziwej postaci.
Rozdział 8.
Ta kreatura była równie niebezpieczna, co Mantykora mantykora, ale przynajmniej wiedziałam, że chciała
mnie zabić, a ja powinnam się bronić.
Jedynie Bogowie bogowie wiedzieli,
czemu tu zawędrowałam!
Od razu zaczęło braknąć brakować mi
tchu.
Na ułamek sekundy przed tym, jak ognisty bicz smagnął ciało Lamii lamii, na mojej twarzy pojawił się uśmiech
zwycięstwa.
Zaśmiałam się zadowolona z ogromu mocy, jaką dysponowałam i wyjęłam z niej
miecz, przyprawiając Lamię lamię o
dodatkowy ból.
Uniosłam się do pozycji siedzące siedzącej, (tu nie powinno być przecinka) tak szybko, że przeszył mnie ból w klatce piersiowej.
5. Ramki (3/5)
Pierwsze,
co rzuciło mi się w oczy, to ich mała ilość. I to, że założyłaś osobnego bloga
tylko po to, aby je zrobić.
O mnie
Pisanie
kręci mnie od dłuższego czasu, ale na chwilę obecną zatrzymałam się jedynie na
samym popędzie do tej dziedziny sztuki. Gdybyś zatrzymała się na samym popędzie, nie byłoby tego
bloga, a Ty pisałabyś do szuflady.
Potem
przerzuciłam się na HP, ale to całkiem normalne. U każdego w końcu przychodzi
ten okres. Myślę, że jednak nie. Ludzie, którzy nie czytali Harry’ego nie mogą napisać fanfika o
nim.
O, i widzę koleżanka po fachu.
Lubię
budzić kontrowersję. Aha, czyli budzisz jedną kontrowersję na rok i to Ci
wystarcza?
Okej, więc dowiedziałam się co nieco
o Tobie i… chciałabym przeczytać to potterowskie opowiadanie.
Bohaterowie
Osobiście nienawidzę tej zakładki, a
jeszcze gorzej jest, kiedy są w niej zdjęcia. Wszystko to, co jest w niej
napisane, powinno być zawarte w tekście, a nie tylko na podstronie. Wygląd
bohaterów powinien wynikać z opisów, a teraz nie będę mogła wyrzucić tych zdjęć
z głowy.
Nie dość, że mam wygląd Amelii, to
jeszcze zepsułaś cały początek, bo ujawniłaś, że nie wychowywała się ona na
Ziemi. Jednak ciekawa jestem, czy pojawi się ty rodzeństwo di Angelo.
Percy
to spokojny młodzieniec, który wraz z dwójką przyjaciół mieszka w Obozie
Herosów. Aha, czyli Percy jest spokojny i ma praktycznie cały Obóz Herosów
dla siebie, bo jest tam tylko on i dwójka jego przyjaciół. Zero dzieci Demeter,
Apollina, Hermesa… Niezły początek.
Bóg
Podziemia bierze pod swoje skrzydła nowonarodzoną córkę i od tamtej pory stara
się być przykładnym ojcem. Jakby
tego było mało, mamy opiekuńczego Hadesa! Droga Autorko, to już nie jest
niezgodność z kanonem, to jest niezgodność z mitologią grecką.
Zawsze
potrafi znaleźć rozwiązanie z opresji. Nie da się rozwiązać opresji.
I mamy kolejny błąd w zapisie imion!
Znów pojawiło się „Perciego”, a poza tym nie „Jackob” a „Jacob”. Nawet Word to
podkreśla.
Błędów nie ma, ale żałuję, że odwiedziłam
tę zakładkę. Odkryłaś praktycznie całą fabułę.
Został jeszcze spis treści i linki. Powiem
tyle, że Sowie oceny i Zielona zwiastunownia zostały usunięte.
Zapomniałabym.
W spisie treści masz „rozdzialy” zamiast „rozdziały”.
Podsumowując:
rażące błędy logiczne i źle użyte słowa. Nie jestem pozytywnie nastawiona do
tego opowiadania również przez spojlerowanie w opisach bohaterów. Mogłoby być
lepiej.
6. Statystyki (4/5)
Nie ma zakładki, w której ludzie mogliby spamować do
woli, i to jest problem. Pod postami znalazło się trochę tego i psuje to ogólne
wrażenie. Jednak większość komentarzy to opinie o opowiadaniu. Często
prowadzisz uprzejme konwersacje z czytelnikami.
7. Inne (0-5)
Brak.
8. Podsumowanie
Przez całe opowiadanie po
prostu śmiałam się przez łzy, mam na to świadków! Nie wiedziałam, co jest
lepsze: czy śmiać się z głupoty, czy rozpaczać z jej powodu. Porady… dodaj
więcej bohaterów i wątków. Bo z tego, co tutaj mamy, raczej nie da się już
niczego odratować. Rozluźnij się trochę przy pisaniu. No i zwracaj uwagę na
logikę tekstu.
Opowiadanie, w którym Chejron syczy na herosów a
dzieci Hadesa władają ogniem raczej nie może mieć lepszej oceny jak dostateczną - otrzymujesz 58 punktów na 115.
Mam nadzieję, że na coś się
jednak te moje wypociny przydały i wyciągniesz z nich jakieś wnioski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)