Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Podsumowanie - luty 2014

Ravelle
Oceny: 0
Odmowy: 0

Diana
Oceny: 0
Odmowy: 0

Malcadicta
Oceny: 2
Odmowy: 0

Każdy widzi, jak jest. Mamy kryzys i tylko Malcadicta trzyma formę. Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że wstyd mi za siebie i przysięgam, od dzisiaj biorę się do pracy. Na koniec tylko tak delikatnie napomknę, że mamy otwartą rekrutację, a nowi oceniający bardzo by się przydali. Chętnych prosimy o zgłaszanie się do Overrated, która może i nie odpowie wam od razu, ale na pewno kiedyś to zrobi.

|0029-0031| Odmowy

 Mal, wybacz, że zasłaniam ci ocenę wstrętnymi odmowami, ale wreszcie mam chwilę, żeby to zrobić. Zresztą za parę minut napiszę podsumowanie lutego (:

Chciałam powiedzieć, że powracam w wielkim stylu, ale to tylko odmowy. Chcę przeczyścić kolejkę, bo sporo blogów zostało usuniętych lub zawieszonych.
Odmawiam oceny:
bez-sarkazmu, ponieważ kiedy klikam w link, wyświetla się komunikat, że strona nie istnieje;
ciasto-francuskie, ponieważ opowiadanie zostało zakończone, a nigdzie nie ma prośby o ocenę;
zaplatani-w-mitologie z tego samego powodu, co wyżej.

Proszę również autorów her-infinity, smoke-whiskey-bar, szklani-samobójcy o kontakt, ponieważ opowiadania są już przeterminowane, ale nie chciałabym wystawiać od razu odmowy.

Pozdrawiam ciepło, i obiecuję, że biorę się do roboty!

czwartek, 24 października 2013

|0026| Odmowa: unforgettable-week-marauders-and-lily.blogspot.com

Odmawiam oceny wyżej wymienionego bloga, ponieważ nie za bardzo wiem, co mam tu ocenić. Bo na pewno nie styl Rowling, a Twoja praca polega wyłącznie na kopiowaniu całej książki i dopisywaniu dialogów. Poza tym trudno jest przebrnąć przez taką ilość błędów. 
Może inna oceniająca będzie miała ochotę ocenić Twojego bloga, ale ja nie dam rady.

poniedziałek, 14 października 2013

|0054| cien-jezdzca-luku.blogspot.com

Ocena bloga: Cień jeźdźca łuku
Autor: ~Shade
Oceniająca: Diana



     1. Pierwsze wrażenie (5/5)

Adres prosty, logiczny i łatwy do zapamiętania. Przyciąga uwagę, co też jest ważne. Interesujący. Zapowiada ciekawą fabułę i mam wrażenie, że trochę się przy niej napracowałaś. Nie mam pojęcia, jak napis na belce ma się do adresu, ale pasuje bardziej do romansidła niż fantasy. Mam więc nadzieję, że miłość nie będzie stanowiła całej fabuły, a będzie jednym z wątków. Ogólnie rzecz biorąc, jestem ciekawa tego opowiadania i nie mogę się doczekać czytania.

      2. Grafika (13/15)

Na blogu wita mnie szarość. Szablon nie jest jakoś specjalnie skomplikowany. Napis na nagłówku jest czytelny, tylko znów przywodzi na myśl romans. Jedynie ten lis jest trochę dziwny i nie za bardzo pasuje do pozostałych elementów nagłówka. Na pierwszy rzut oka w ogóle go nie widać, ale potem strasznie przyciąga wzrok. Tło jednokolorowe, uspokaja i zapewnia tajemniczą atmosferę. Czcionka jest widoczna i ma przystępny rozmiar. Dużo tu gadżetów, ale nie zwraca się na nie szczególnej uwagi. Jedynie maskotkę bloga, która jest po prostu genialna, przesunęłabym wyżej. Nad obserwatorów.
Całość wygląda estetycznie, jednak napis na belce i nagłówku nie pasuje za bardzo do fantasy, jak już mówiłam. 

       3. Treść (49/60) 

Rozdział 1.
Moją pierwszą myślą po przeczytaniu go było to, że wcisnęłaś tam za dużo imion i nazw jak na jeden (dość długi) rozdział. Zbyt wiele do zapamiętania, zwłaszcza że stworzyłaś zupełnie nowy świat. Chciałaś wyjaśnić wszystko na wstępie i przez ten natłok informacji poczułam się jakbym czytała podręcznik. Nie lepiej stopniowo wprowadzać czytelnika w ten świat? Poczekać, aż przyswoi niektóre informacje, a resztę zawrzeć w następnych rozdziałach? O wiele przyjemniej by się to czytało. W obecnej wersji co chwilę zastanawiałam się gdzie, kto, do kogo i dlaczego. Doceniam to, że wymyśliłaś wszystko od podstaw. Doceniam to, że imiona bogów brzmią jak imiona bogów, a nie zwykłych śmiertelników. Jednak dlaczego jest ich tak dużo?
Następnie akapity, a właściwie ich brak. Przez to tekst sprawia wrażenie zbitego i bynajmniej nie zachęca do czytania. Nie wystarczy zacząć od nowej linijki – akapit to rzecz obowiązkowa.
     -Heitre, jesteśmy boginiami. My się nie zmieniamy - westchnęła Ketove z ulgą i lekkim politowaniem w głosie. Parę linijek wcześniej napisałaś, że bogowie i boginie zmieniają się praktycznie bez przerwy. To jak w końcu z nimi jest?
    Upewniwszy się, że jest w miarę bezpieczny i mocny, silnym "kuśkańcem " dała wierzchowcowi sygnał, by ruszył. A nie można po prostu napisać, że przycisnęła łydkę do jego boków albo coś w ten deser? Btw, co to znaczy „kuśkaniec”?
      Baardzo dłużył mi się ten rozdział. Takie gadanie o niczym. Niby przedstawiłaś cały świat, ale niewiele się wydarzyło. Tak, jak mówiłam: niektóre informacje mogłyby pojawić się później.

            Rozdział 2.
            O wiele ciekawszy od poprzedniego, choć nadal dużo gadania o niczym. Rozumiem, że trzeba wprowadzić czytelnika w świat, ale raczenie go coraz dłuższymi fragmentami ksiąg, które czytała Berui nie było dobrym pomysłem. Na przykład to o tej kobiecie, która prawie zmarła w górach. Wątpię, żeby autorowi książki o miksturach chciało się opisywać dokładnie okoliczności powstania danej mieszaniny. Może w trzech, czterech zdaniach przybliżyłby tę historię, ale żeby aż tak się zagłębiać? Mogłaś po prostu napisać, że Berui dowiedziała się tego i tego.
             Wcześniej płakał, bo łzy zosatwiły po sobie na jego buzi czyste ślady. Mniejsza o literówkę. Sens tego zdania jest mniej więcej taki, że dziecko płakało, bo miało czyste ślady na buzi. Miało być chyba na odwrót, prawda?
              Zbiorowy posiłek - bo tak też się to nazywało - odbywał się trzy razy dziennie. Pierwszy o godzinie dziewiątej, drugi około trzynastej, a ostatni - trzeci - o osiemnastej. Że tak powiem: no shit, Sherlock! Skoro są trzy posiłki, to chyba wiadomo, że ostatni jest trzecim. Bez sensu jest traktowanie czytelnika jak idioty i dodawanie takich uściśleń.

            Rozdział 3.

              Każdy inny przejąłby się bardziej, gdyby obraził niemal najważniejszą osobę w wiosce - jednak nie Orem. Z Belgiurem łączyło go coś przypominające przyjaźń. Gdyby ktoś zapytał obydwu mężczyzn o ich stosunki, odparliby, że się nienawidzą. Dogryzali sobie kiedy tylko była ku temu okazja, ale gdy jeden lub drugi miał kłopoty, pomagali sobie, jak mogli. Jeśli ktoś podejrzewał ich publicznie o przyjaźń - wypierali się wszystkiego. Mimo to, wszyscy wiedzieli, że obydwaj mężczyźni są dla siebie jak bracia, którzy się nie cierpią, ale nie mogą bez siebie żyć. Może to tylko moja psychika, ale… I SHIP THEM SO HARD! Naprawdę, pasują do siebie.

Pierwszy raz nie mogę się do czegoś doczepić w jakimś rozdziale. Nie no, nie wierzę. Przecież to jest niemożliwe, żeby wszystko było tak dobrze.
           Nie umiem sobie wyobrazić zalmutów. To nie jest wina Twoich opisów, które są bardzo dobre, swoją drogą, ale trudno jest mi połączyć psa z wiewiórką. Wygląda to absurdalnie. A jeżeli dla mnie coś jest absurdalne, naprawdę możesz sobie pogratulować. Tym bardziej doceniam Twoją wyobraźnię – mało ludzi wpadłoby na tak dziwne połączenie.
            Przydatne są wyjaśnienia tych tajemniczych słów na końcu rozdziałów, ale proponuję założenie osobnej zakładki, coś w rodzaju słownika, gdzie to wszystko byłoby zapisane.

            Rozdział 4.
            Szczerze mówiąc, nie mogłam doczekać się momentu, w którym Sky będzie większy.
            Trochę dziwnie się zachowuje: najpierw mówi do Oniell „pani matko”, a potem pyskuje i mierzwi jej włosy. Takie to naciągane, zwłaszcza, że Oniell usiłuje być taka surowa.
            Och, a było tak fajnie. Sky stał się tym typem bohatera, który jest niezwykły, ale o tym nie wie.
            On jest chorobliwie chory na jej punkcie. Serio? A ja jem naturalnie naturalne jabłko.
            Poprzedni zachorował po zjedzeniu jakiejś nieznanej rośliny na bardzo dziwną chorobę - na całym ciele wyszły mu duże krosty, a przełyk spuchnął mu do niewiarygodnych rozmiarów, przez co przez kilka dni umierał powoli z głodu. A mi się wydaje, że powinien się najpierw udusić…

            Masz zadziwiająco mało takich potknięć w rozdziałach i nie są jakoś bardzo rażące. Przejdźmy więc do oceny bohaterów.
            Co ja mam powiedzieć o postaciach, skoro jest ich tu tak dużo, a charakter Ryttera poznałam dopiero w ostatnim rozdziale? I to nie całkiem, bo znowu nie uwypukliłaś aż tak bardzo jego cech. Trochę szkoda, że okazał się kolejnym dzieckiem, które jest przygarnięte przez jakąś rodzinę, nie wie o swoich mocach i jest takim trochę samotnikiem. Czy jego moce, o ile jakieś ma (a podejrzewam, że jakieś tam zdolności posiada), nie powinny ukazać się trochę wcześniej? A może ta jego specjalność to strzelanie z łuku? W takim razie to trochę takie… mało boskie, o. No w końcu każdy może się nauczyć strzelać. W każdym razie jego charakter dopiero się rozwija.
            Berui niby ma być taka zUa, fe, niedobra, a jednak opiekowała się Rytterem i wtedy, kiedy odzywała się do Aldesta i reszty również nie dało się odczuć tego, że jest zgorzkniała. Zachowywała się raczej jak niewykształcona wieśniaczka, która zwariowała.
            Ketove, choć mało jej było w tej historii, również odegrała pewną rolę. Nie za bardzo wiadomo, jak powinna się zachowywać, powiem tylko, że to, jak mówiła sama do siebie było dość dziwne. Trochę ją ogłupiłaś – strasznie wolno przychodziło jej łączenie faktów i organizowanie wszystkiego. Okej, była przed chwilą urodziła, ale jednak odpoczęła trochę w tej jaskini, no i była boginią.
            Z kolei Oniell ma jakieś rozdwojenie osobowości. Albo to urok Ryttera tak na nią działa. Chodzi o to, że miała być stanowcza, a wyszło na to, że on targał jej włosy i zwracał się do niej dość nieuprzejmie. Trochę Ci nie pykło to jej zdecydowanie.
            Oprócz tego mamy masę epizodycznych bądź drugoplanowych bohaterów, którzy praktycznie niczym się nie wyróżniają. Mogę jedynie powiedzieć, że jest ich stanowczo za dużo i strasznie się mieszają.
        Opisy są dokładne i przemyślane. Tutaj nie mam na co narzekać, bo nawet najdrobniejszy szczegół ma swój wygląd, a przede wszystkim wiem, co czują bohaterowie w danej chwili. Może jedynie popracuj nad tym, by wplatać te opisy w akcję, bo na razie przerywasz ją, żeby opisać daną rzecz.
              Dialogi są niekiedy sztywne, szczególnie kiedy postaci mówią same do siebie, jak to miała w zwyczaju Ketove. Jednak kiedy rozmawiają już w jakimś szerszym gronie, z tą naturalnością jest w porządku. Jedynym problemem jest to, że czasem (czytaj: wtedy, kiedy mówi Berui) nie są one dopasowane do osobowości. Czyli że z wypowiedzi tej wiedźmy nie wynika to, że jest niemiła, a do tego, by ją tak postrzegano wystarczy sam jej wygląd. Sama wyraźnie zaznaczyłaś, że jest wredna, więc to, co ona mówi powinno o tym świadczyć.
            Cóż, opowiadanie w dużym stopniu jest oryginalne, jednak niektóre schematy są powielane. Na przykład to, że Sky nic nie wie o swoim pochodzeniu i nie mieszka ze swoją rodziną. To jest dość częsty motyw w książkach i opowiadaniach. Jednak cały świat, jego reguły, stworzenia w nim żyjące, zwyczaje – to wszystko jest wymyślone przez Ciebie. Postarałaś się nawet o niecodzienne nazwy: zalmuty mają swoje specjalne określenie, a mogłaś je po prostu nazwać wiewióropsami. Tak, tutaj naprawdę wszystko dopracowałaś.
            Z kolei za zaciekawienie czytelnika znów odejmę Ci trochę punktów. Powód? Akcja nie zdążyła się specjalnie rozwinąć, ponieważ do oceny dostałam jedynie cztery rozdziały. Przyznam szczerze, że pierwszy nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. W porównaniu z nim kolejne były o niebo lepsze, chociaż i tak trochę brakowało im do doskonałości. Tak właściwie dopiero w czwartym zaczęła się coś dziać. Przez pierwsze trzy opisywałaś praktycznie jedną sytuację, jednak ona pozwoliła wczuć się w klimat opowiadania.  Widzę, że zanosi się na wprowadzenie jakiejś akcji, w końcu Rytter musi uciec z wioski. Może będzie lepiej?
            Zasób słownictwa masz duży i wzbogaciłaś go jeszcze o te tajemnicze nazwy, więc tutaj nie mam się czego uczepić. Nad stylem powinnaś jednak trochę popracować. Używasz za dużo wyrazów charakterystycznych dla stylu urzędowego. Nie ta forma, moja droga. Nie piszesz listu do prezydenta. To jest blog z opowiadaniami. Nie wymagam od Ciebie, byś zaczęła pisać stylem potocznym (tak, wtedy pewnie narzekałabym na to, że jest za dużo słów ze slangu młodzieżowego), ale niektóre wyrazy można zastąpić innymi, mniej oficjalnymi.
            Została jeszcze fabuła, o której znów zbyt dużo nie powiem, ponieważ nie zdążyła się jeszcze za bardzo rozwinąć. Jakiś tam zaczątek jej jest, jednak dopiero się rozwija i nie sposób się o nim szerzej wypowiedzieć. Zaczynasz opowiadanie, więc nie miej mi tego za złe. O świecie przedstawionym mówiłam już wcześniej: jest w każdym calu dopracowany. Ech, no co ja mam tu napisać, skoro nawet wątki są w fazie wykluwania? Okej: nie wiem, dokąd to wszystko zmierza ani jak zamierzasz tę fabułę rozwinąć, ale jak na razie jesteś na dobrej drodze by wyszło z tego dość interesujące opowiadanie. Tylko nie zepsuj go przez powielanie utartych schematów!

4. Poprawność (15/20) 
Dużo tu błędów interpunkcyjnych i widzę kłopoty z dialogami, więc nie będę pod każdym cytatem pisać, co jest nie tak. Jeśli widzisz czerwony przecinek, to nie powinno go tam być, a Ty go postawiłaś, a jeśli zielony, to go zabrakło.

Rozdział 1.
 Dla zachowania pozorów, wzięła sobie kawałek tortu. 

  - Witam, leśniczko! - boginka miłości przywitała się głośno i wesoło. – boginka dużą literą.

Jako, że była boginią lasów, szybko zwołała Święte Drzewa, które w Azaanie były na każde jej skinienie.

Poprosiła je, o przeszukanie całego lasu w celu odnalezienia jednorożca i przyprowadzenie go do groty, którą wskazała.

Mimo że, sam strzelający był tylko mgłą, to broń trzymana przez niego była bardzo realistyczna.

- Jeżeli jest nawet podpisany, to oznacza chyba, że jest twój, Sky. - pierwszy raz powiedziała do syna zdrobniale. - to twój prezent od bogów z okazji narodzin. – pierwszy i to dużą literą; zabrakło kropki.

Bogini powoli zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że nie przeżyje zlotu na ziemię. – na ziemię w sensie grunt czy Ziemię? Z kontekstu wynika, że to drugie, więc nazwy planet piszemy dużą literą.

Rozdział 2.
Już przez samo to, poczuła do niego coś podobnego do sympatii.

W okół roznosił się przyjemny zapach kwiatów. – wokół!

Przez moment przyglądała się dziecku, zastanawiając się, jak zacząć.
Wiedźma przyglądala się złotym oczkom dziecka. – przyglądała.

Być może, w tym chłopaku dostrzegła swoje nigdy nienarodzone dziecko, które powitałoby ten świat, gdyby nie trucizna podrzucona przez zawistną sąsiadkę?

Posiedziała przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad przeczytanym fragmentem.

Ludzie z wrażenia pootwierali buzie i wpatrywali się szeroko otwartymi, przestraszonymi oczami w wiedźmę - zupełnie, jakby bali się, że gdy tylko odwrócą wzrok, staruszka zniknie, zbliży się do nich niepostrzerzenie i zrobi im coś złego. – niepostrzeżenie.

  - Czy jest wśród was kapłan?_. - wiedźma znowu zignorowała pytanie i rozejrzała się po tłumie. – zabrakło odstępu między wyrazem a myślnikiem; wiedźma dużą literą.

            - Jaki znak? - najstarszy nie rozumiał, o co mu chodzi. Nie był on specjalistą w dziedzinie wierzeń, podobnie jak większość ludzi z osady. – znów: najstarszy dużą literą.

Rozdział 3.
            Kiedy stał już pewnie na nogach, podciągnął swoje niezbyt czyste wełniane spodnie, splótł ręce na dość dużym brzuchu i mlasnął kilka razy, próbując w ten sposób zwrócić uwagę tych, którzy jeszcze nie patrzyli na niego, mimo wywołanego wcześniej hałasu.

A czy jesteś... Hmm... Jakby to... - Aldest szukał odpowiedniego słowa. -  Dyspozycyjny umysłowo? - Zapytał, nie mając najmniejszego zamiaru obrazić Orema, który mimo, że starał się wyrażać jak najdokładniej, nie mógł ukryć swojego lekko "otumanionego" stanu. – tym razem na odwrót: zapytał małą literą.

  -Tak, masz rację, Heden. - Aldest uprzedził odpowiedź Oniell, ponieważ on również doskonale słyszał prośbę dziecka. - proszę wszystkich o opuszczenie jadalni. – zabrakło kropek i proszę dużą literą.

Wiedźma stwierdziła, że są dobrana parą. – dobraną.

            Mimo że, Oniell zrobiła to bardzo dawno temu i nie do końca świadomie, Oloc zesłał na nią demona, który już do końca życia będzie przypominał o jej występku.

              - Poprosiłem ich o pozostanie, bo o tym, czy powinny stąd odejść, czy nie, powinna zadecydować Oniell. - Najstarszy popatrzył wyczekująco na kobietę, zapatrzoną w jakiś punkt na sali. - Więc jak? – spytał, starając się przywrócić ją "na ziemię".

- Czarne. Wiem. - dziewczyna otarła ostatnią łzę. - to przez moc Ducha.

  - No pewnie, dla ciebie wszystko jest takie proste! - krzyknął nagle Belgiur, zerwał się z krzesła i trzasnął pięścią w stół. - Czy wyobrażasz sobie, jakie mogą być tego konsekwencje?!

  - Pewnie, że mam - powiedział dumnie mężczyzna, wstając z miejsca.

Wszyscy zapomnieli już o obecnośći Mavii, dlatego wzdrygnęli się zaskoczeni, słysząc jej cienki głos. – to jest mój faworyt. Obecności.

  -Nie sądzę, że Beea będzie chciała dziecko. - palacz drabulek ciągle wątpił w powodzenie planu. - mieszka sama, a i tak ledwo wiąże koniec z końcem.

Nie ma mowy. - wstała z krzesła, rozłożyła bezradnie ręce i pokręciła przecząco głową. - czy ktokolwiek z was, wie, na czym polega moja praca?

  -Beea na pewno nie będzie chciała dziecka, dam sobie rękę odciąć, jeśli jest inaczej - rzekł Belgiur, który już zapomniał o złości przez zarzuty, jakie przedstawiła mu kobieta. - Hej, a może niech Mavia weźmie go do siebie?

  - Brol? - zdziwiła się Oniell. - kto to?

Nie znalazłabym ani chwili wolnego, by zaopiekować się dzieckiem, tym bardziej takim małym. - Mavia usiadła z powrotem na miejscu i zrobiła smutną minę.

Wątpię, by ktokolwiek był chętny do opieki nad nim. - Najstarszy nie zauważył tego, że Oniell już od dłuższego czasu przygryzała usta, mocno myśląc nad czymś. - to w końcu ogromna odpowiedzialność - powtórzył dobitniej i kontynuował: - W takim razie, wydaje mi się, że pomysł Belgiura jest najlepszy. Chociaż planu Orema też nie powinniśmy wykluczać. - mężczyzna wstał z miejsca. - ja nie jestem w stanie sam zadecydować.

Dlatego to, czy dziecko może trafić do nas, pozostawiam do zadecydowania wam, szanowna Starszyzno. - kobieta spojrzała w stronę mężczyzn, skończyła swoje przemówienie i usiadła ponownie na krześle.

- O co konkretnie prosisz? - tylko Najstarszy miał odwagę rozmawiać z wiedźmą. 

            - W porządku. Niech będzie - odezwała się Oniell. - raz w miesiącu.  

              - Mam nadzieję, że to już koniec niespodzianek - powiedział Aldest. - możecie się rozejść.

            Rozdział 4.

            Kobieta niechętnie godziła się na to, ponieważ nie do końca wiedziała, co na tych spotkaniach robili, a z wraz z każdym z nich Skygge stawał się coraz bardziej nieznośny.

            Stało się to, kiedy siedmioletni Rytter uciekał do niej i ukrywał się, chcąc uniknąć kąpieli, której tak bardzo nie lubił.

            Rytter wykorzystał ogromną stajnie i stworzył sobie swoje własne pole strzeleckie. – z kontekstu wynika, że stajnia była jedna, więc stajnię.

            Czasami także przynosił sobie z lasu trochę drewna, siadał na belce pod sufitem i strugał sobie strzały, zwłaszcza po tym jak wiedźma podczas jedengo z ich spotkań wywróżyła mu, że takie umiejętności prędzej czy później mu się przydadzą. – jednego.

            Potwory zmuszone były więc, do napadania na wioski, w których studnie - dzięki wielu zaklęciom - były ciągle zasobne w wodę.

              - Kula pokazała mi bardzo dziwne rzeczy – odparła. - chcę sprawdzić, czy były prawdziwe.

            W końcu, znam go dłużej niż ktokolwiek z nich.

            I wiesz, kim są moi rodzice? - zapytał ze łzami w oczach, starając się powstrzymać płacz.

             Nie wiem, co mną wtedy kierowało.

              - Ma na imię Mayes. Jest człowiekiem - odparła Berui. - chodź, pora wracać. - Spojrzała na niebo. - Za niedługo zapadnie zmrok.

            Bo wiesz, według tego, co pisze w Biblii, tylko na nich można odbywać wędrówki między rajem, a ziemią. – że tak zapytam jak moja pani od polskiego: a kto pisze w tej Biblii?

            Nie zauważył cieniu uśmiechu na ustach czarownicy. – cienia uśmiechu.

5. Ramki (4/5) 

            Zakładki niewinnie widnieją po prawej stronie i nie odciągają wzroku od tekstu. Na szczęście przede mną nic się nie ukryje.
            Zapowiedź jest zupełnie niepotrzebna. Informacja o nowym rozdziale może pojawić się równie dobrze tam, gdzie witasz serdecznie na blogu.
            Za Mapki Miejsc masz dużego plusa. Że też chciało Ci się to robić!
            Informacje rzecz przydatna, regulamin musi być. Ten gif na końcu jest świetny.
            Zostały już tylko blogi, które polecasz i… ach. Zakładka o Tobie, czyli to, na co czekałam. Niby nic, ale jednak czegoś tam się dowiedziałam. Nie myśl sobie, że to, że jeździsz konno jak ja, pomoże Ci w zdobyciu wyższej oceny, o nie! A tak na serio: ciekawie opisałaś siebie i jeżeli takie ma być całe opowiadanie, to jestem na tak.

6. Statystyki (5/5)

Na SPAM jest Shoutbox, więc pod postami się nie pojawia. Z czytelnikami prowadzisz uprzejme konwersacje. 

7. Inne (2/5)

            Jeden dodatkowy punkt za genialną maskotkę bloga i drugi za te niesamowite nazwy.

8. Podsumowanie

            Na początku chciałam Cię bardzo przeprosić za to, że tak długo czekałaś na tę ocenę i za to, że jest tak krótka. Swoją drogą to chyba najkrótsza ocena w moim życiu.
            Przede wszystkim poczytaj sobie o zasadach pisania dialogów i stawiania przecinków. To są chyba Twoje największe problemy. Popracuj również nad tymi bohaterami: zrób tak, by na każdym kroku widać było ich charakterystyczne cechy. Styl pisania z czasem sam się ukształtuje.
Na tę chwilę ode mnie dostajesz 93 punkty na 115, co daje ocenę bardzo dobrą. Gratuluję i życzę, by w następnych rozdziałach było jeszcze lepiej.

wtorek, 8 października 2013

Podsumowanie - wrzesień 2013

Ravelle
Oceny: 0
Odmowy: 0

Overrated
Oceny: 0
Odmowy: 0

Akira
Oceny: 0
Odmowy: 0

Diana
Oceny:  1
Odmowy: 0

Malcadicta
Oceny: 3
Odmowy: 0

Łącznie
Oceny:  4
Odmowy: 0
Zgłoszenia: 9

Cicho tutaj, więc pozwoliłam sobie opublikować podsumowanie, chociaż to chyba nie moja działka. Mam nadzieję, że mnie nie zjecie.
Malcadicto, nie mam pojęcia, jak Ty to robisz, że masz czas na pisanie ocen. W sumie jest ich tyle samo, ile w zeszłym miesiącu, a więc nie jest źle, chociaż ta liczba nadal pozostawia wiele do życzenia. Zgłoszeń przybywa, ale wszystkie oceniające mają zablokowane kolejki, więc w tym miesiacu może być gorzej.
Moja ocena pojawi się w przyszłym tygodniu i mogę jedynie przeprosić, że aż tak długo to trwa.
To chyba wszystko... Życzę miłego października!

piątek, 13 września 2013

|0050| fivedevils.blogspot.com



Teoretycznie ocena tego bloga nie powinna się ukazać, ponieważ szablon został zmieniony, gdy miałam już praktycznie wszystko skończone, ale żal mi było czasu poświęconego na pisanie tego, więc wstawiam. 
Z góry uprzedzam, że oceny będą się pojawiały raz na miesiąc, jako że w trzeciej klasie gimnazjum jednak trochę trzeba się narobić :)

Ocena bloga: Five devils
Autor bloga: Lexie S
Oceniająca: Diana

Pierwsze wrażenie (3/5)

Pięć diabłów. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się ma do fan fiction o Percym Jacksonie. Będziemy mieli pięciu głównych bohaterów i wyruszą razem na misję? Biorąc pod uwagę napis na belce, śmierć któregoś z nich będzie zaplanowana wieki temu, ale ten ktoś nie będzie o tym wiedział. Albo coś w ten deser. Spodziewam się akcji, dużo akcji.
Wracając do adresu. Nie jest oddzielony myślnikiem, a zlepek tych słów razi w oczy. Co ciekawe, adres z myślnikiem jest dostępny do rejestracji.
            Już widzę pierwszy błąd, który najprawdopodobniej będzie pojawiał się przez całe opowiadanie, mianowicie „Percy’ego”, a nie „Perciego”. Pierwsze wrażenie popsuł ten błąd i muzyka, która włącza się automatycznie i przyprawia o zawał serca.

2. Grafika (9/15)

            Oceniam stary szablon, gdyż Autorka postanowiła go zmienić, gdy kończyłam już pisać ocenę.
           
Gdybym wcześniej nie wiedziała, o czym jest to opowiadanie, szablon na pewno nie ułatwiłby mi domyślenia się tego. Kombinowałam jak koń pod górkę i nie mogę doszukać się tu żadnego nawiązania do Percy’ego Jacksona. W dodatku napis na nagłówku jest strasznie niewyraźny. Szczególnie te dwa słowa napisane inną czcionką. Mimo to szablon jest dość przyjemny dla oka, chociaż taki trochę chaotyczny. Mam wrażenie, że kompozycja wali się na lewo. Dziwnie wygląda to, że ramka z tekstem jest wyżej od menu. Nachodzi na nagłówek, a biała czcionka staje się trochę niewyraźna w tym miejscu. Jednak kiedy zjedziemy na dół, kolor tekstu odznacza się na zielonym tle. Wszystko przesunęłabym w prawo i obniżyłabym tekst.
            Jak to mówią, najlepsze zawsze na koniec, czyli playlista i kursor. Nie da się zmienić głośności, muzyka odtwarza się automatycznie. Prawdę mówiąc, przeraziłam się, kiedy po raz pierwszy tu weszłam.
            Zastanawiam się, czy wygląd kursora zmieniłaś specjalnie, żeby odciągał uwagę od szablonu. Nie mam zielonego pojęcia, co na nim jest, a jedyne, co mi przypomina to logo Hot Wheels. W ogóle nie jest dopasowany kolorystycznie, mógłby być mniejszy.


3. Treść (23/60) 

Na początku pragnę zaznaczyć, że zraził mnie brak „ł” w słowach „rozdział” i „ogłoszenie”.

Prolog

Zupełnie do mnie nie trafił. Dość oklepany motyw, w dodatku nieciekawie opisany. Te wtrącenia o tajemniczym mężczyźnie to naprawdę nie był dobry pomysł. Zdanie W końcu wydała z siebie ostatni okrzyk spełnienia i usłyszała płacz niemowlęcia brzmi komicznie, bowiem „spełnienie” bynajmniej nie kojarzy mi się z porodem. Jakże dramatyczne zakończenie również wywołało u mnie śmiech. Ja rozumiem, że bogowie potrafią praktycznie wszystko, ale żeby tak nagle wszyscy zniknęli?

Rozdział 1.

          Ledwo zaczęłam czytać, a już muszę przerywać. [Persefona] Zaciskała swoje wydatne wargi i patrzyła na mnie wyniośle. Miałam dość jej obecności i protekcyjnego spojrzenia. http://sjp.pl/protekcja Chodziło Ci chyba o protekcjonalne spojrzenie.
Była [matka] ziemską dziewczyną, a mój ojciec Bogiem, synem wielkiego Kronosa – Hadesem. A ja słyszałam, że to ma być fanfiction o Percym. Tutaj mam zupełnie nową książkę! Wychodzi na to, że Amelia ma dwóch ojców. Jeden to Hades a drugi to Bóg. Popełniłaś dość popularny błąd, mianowicie jeśli chodzi o bogów innych niż ci z religii, słowo „bóg” piszemy małą litery. Jeżeli zaś chodzi nam o chrześcijańskiego Boga, wtedy ten wyraz jest zapisywany dużą.
Wiedziałam, że przy pierwszej lepszej okazji postanowię stąd uciec i wrócić do Hadesu. Przed chwilą stwierdziła, że nigdy tam nie wróci.
Mamy i Obóz Herosów! O jakich uczniów Ci chodzi? Tam nie ma szkoły jako takiej. Wszyscy robią w zasadzie co chcą i nie obowiązuje tam żaden plan lekcji. Nie rób z Obozu Herosów Hogwartu. Czy Ty aby na pewno czytałaś Percy’ego?
Przepraszam, trafiłam pod zły adres. Amelia jest córką Hadesa czy Hefajstosa? Ogniem władają dzieci tego drugiego. Dzieci Hadesa potrafią podróżować Cieniem, przywoływać zmarłych, wyczuwać aurę życia… Ale na pewno nie panują nad ogniem.
Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie Chejrona syczącego do uszu herosów i uśmiechającego się sarkastycznie. Poza tym powinien chyba wiedzieć, że Hades przysyła swoją córkę z Podziemia. Taka informacja szybko rozchodzi się po całym świecie herosów, wszyscy powinni być podekscytowani nową dziewczyną. A tutaj co? Mają ją, za przeproszeniem, w dupie.
Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, kto jest przeciwnikiem Amelii. A jeśli trochę bardziej ruszę głową, mogę wysunąć ostrożne przypuszczenie, że córka Hadesa już zakochała się w Percym.

Rozdział 2. 
Na początku rozdziału znalazłam taki oto kwiatek:
Gdy znalazłam się zaledwie dwa metry przed chłopakiem, wycelowałam w niego swoim mieczem i pchnęłam. Niebieskooki w ostatniej chwili odskoczył w tył. W przeciwnym wypadku miałby teraz przebitą na wylot głowę. Pomińmy już samo nazywanie Percy’ego niebieskookim, za co mam ochotę udusić (może jeszcze długoplecy?). Skupmy się na logice tego zdania. Otóż Percy stoi po kolana w wodzie, w dodatku lekko pochylony. O ile się nie mylę, przeciętny grecki miecz ma około 60-70 centymetrów, ale myślę, że Amelia miała nieco dłuższy. Jak powszechnie wiadomo, ciężar idzie w parze z rozmiarem,  czyli trochę tam jednak ten miecz ważył. Przecież sam Percy w książce (albo w filmie, nie pamiętam dokładnie) narzekał na wagę tego „żelastwa”. Myślę, że Amelii ciężko byłoby unieść taki miecz aż na wysokość głowy, a tym bardziej mocno pchnąć. Nawet jak na córkę Hadesa szkoloną w walce od małego. Jeżeli jednak jakimś cudem by się jej to udało, Percy nie miał prawa odskoczyć tak daleko, żeby wyjść poza zasięg miecza. Nie umiem sobie tego wyobrazić: albo w sekundę znajduje się na drugim końcu jeziora, albo odchylił się do tyłu tak bardzo, że się przewrócił. Innego wyjścia nie ma.
Kiedy już uporałam się z logiką latającą na pegazie, po raz kolejny usłyszałam o pięknych oczach Percy’ego. Większość rzeczy potrafię zrozumieć, ale nie powtarzanie po raz setny, że chłopak ma ładne oczy. Naprawdę, czytelnik nie jest idiotą i zdążył już zrozumieć, że Amelii podoba się niebieskooki.
Jakby tego było mało, Autorka wykorzystała walkę do zbliżenia bohaterów do siebie. Bo to, że Amelia zakochała się/ zakocha się/ będzie z Percym, wiem na pewno. Wskazuje na to Twój styl opisania tej sceny. Te wszystkie przyspieszone oddechy dopiero, gdy prawie stykają się nosami i ciągłe napomykania o jakże pięknych oczach syna Posejdona mówią tylko o tym, że zamierzasz ich ze sobą sparować.
Boże, przecież on mi się nie spodobał! Bogowie! Nie „Boże”.
Okej, więc do Amelii po pierwszym spotkaniu dotarło, że czuje do Percy’ego coś więcej niż tylko chęć mordu. A był takim pierdolonym romantykiem… Tak, tak, miłość od pierwszego wejrzenia i tak dalej, ale, błagam, laska po raz pierwszy od osiemnastu lat wylazła na powierzchnię i już się zakochała? Nie jest zagubiona, zdezorientowana? Nie chce dowiedzieć się czegoś? Amelia przez osiemnaście lat nie oglądała niczego poza buźkami szanownych rodziców (dobra, ojca i macochy), wychodzi do ludzi i wszystko od razu wie?
Zaraz, moment. Czy oni tam mają lekcje jak w szkole? Że w sensie siedzą w klasie i uczą się historii? Trzy razy nie, dziękujemy. Myślisz, że po co satyrowie wyszukiwali herosów? Po to, żeby byli bezpieczni i żeby nie musieli męczyć się na lekcjach! Półbogowie mają ADHD. Nie mogą usiedzieć spokojnie przez pięć sekund. Och, bogowie, na szczęście będą grać o sztandar. Nie mogę się doczekać.

Rozdział 3.
Po drugiej stronie rzeki, która odcinała nam drogę, ujrzeliśmy naszych przeciwników. Spoczywali na kamieniach i prawdopodobnie obmyślali plan działania. Po pierwsze: spoczywać to mogą dłonie na kolanach, ale w przypadku ludzi brzmi to dziwnie. Po drugie: oni tak po prostu usiedli sobie na kamieniach i nie wystawili żadnego wartownika, który ostrzegłby ich przed przeciwną drużyną? A myślałam, że Annabeth jest taka mądra…
Amelia zaczyna mi pachnieć merysujką. Ledwo przyszła do obozu, a już przejmuje dowodzenie, i na dodatek wszystko doskonale jej wychodzi. Genialna Amelia!
Zamachnął się mieczem, którego ostrze trafiło mnie w klatkę piersiową i rozcięło materiał bluzki powyżej piersi. A to zboczuszek!
Przepraszam, ale rozwala mnie dziecko Hadesa, które posługuje się ogniem. Doprawdy, pomyliło Ci się z potomstwem Hefajstosa.
Była jak wrzód na...każdy wie, na czym. Amelia używa takich słów jak „kurwa” i „ja pierdolę”, a nie chce powiedzieć „dupa”. Ciekawe…
Biedna Amelka! Musi walczyć z dwoma przeciwnikami naraz! Ale oczywiście nasza dzielna córa Hadesa potrafi wszystko i wygra. Co z tego, że jest zraniona, dla niej to nieważne.
Nie wyszło Ci zbudowanie tego napięcia między Amelią a Percym. To wyglądało bardziej komicznie aniżeli romantycznie. Pomijając to, że już drugi rozdział siadają na sobie okrakiem, a Percy zamiera i oddech mu przyspiesza, gdy Amelia zbliży się do niego.
Zapomniałabym! Po raz czwarty w ciągu trzech rozdziałów wspominasz o jakże pięknych oczach Percy’ego. Nic do nich nie mam, ale to się już robi nudne.
Dziwne to Twoje nazewnictwo, dziwne… Tam nie było podziału na klasy, wiesz? A „gra o herb” była „grą o sztandar”.
Gdy fascynacja grą o herb opadła, Chejron usadził swój koński zad na ziemi i zaczął opowiadać jakieś historie o mitologicznych stworzeniach. Nie chcę nic mówić, ale konie z reguły nie siedzą. Konie stoją.
Zastanawia mnie również fakt, że Amelią nikt za bardzo się nie interesuje. Jest nowa, jest dzieckiem Hadesa, jednym z zakazanych. Kiedy Percy przybył do obozu, stał się sensacją. A ona? Żyje jak gdyby nigdy nic.
Co by zrobiła normalna JA, gdyby spotkała kogoś takiego w Hadesie? Poćwiartowała go na kawałki, czekała aż się odrodzi i zrobiła to znowu, i tak aż do znudzenia. Tu jednak nie miałam takich zapędów. Nie, tylko parę razy próbowałam zabić jednego herosa, just for fun.
Ostatecznie rozwiałaś moje nadzieje co do tego, że Nico i Bianca jednak się pojawią. A mogło być tak pięknie.
Zakończenie rozdziału było tak głębokie, że prawie się w nim utopiłam. Amelka ni stąd, ni zowąd postanawia być dobra i zmienić się w milisekundę.

Rozdział 4. 
- Co ty tu robisz? - szepnął ostrym tonem. Nie mógł pojąć tego, że tu przyszłam. Wcale mu się nie dziwię. Też bym nie mogła pojąć, dlaczego osoba, która zraniła mojego przyjaciela, przychodzi teraz odwiedzać go w szpitalu. Pomyślałabym, że chce go znowu zaatakować.
Śmiać mi się chce. Tak po prostu zasnął, zostawiając swoją przyjaciółkę w rękach osoby, która jest nieobliczalna (i sama się do tego przyznała)?!
No tak, genialna Amelka przetrwała całe dwadzieścia cztery godziny bez snu i pewnie będzie jeszcze doskonale walczyć.
Przepraszam za to – rzuciłam, wskazując palcem na jej szczękę, na której widniał wielki siniak. Pominę brak przecinka. Amelia przywaliła Annabeth z całej siły łokciem w twarz, a ona ma tylko siniaka? A to dobre! Dobrze, nawet jeżeli wyszła z tego jedynie z siniakiem na połowie twarzy, to dlaczego spała przez całą noc i była w tak krytycznym stanie? Najlepsze jest jednak to, że ponoć była tak osłabiona, a już idzie na imprezę. Ambrozja i nektar? Nie sądzę, w końcu to tylko siniak.
Impreza. Pod czujnym okiem Chejrona. Nie chce mi się wierzyć, że on się na to zgodził. A nawet jeśli nic o tym nie wiedział, to przecież żyje na tym świecie wystarczająco długo, aby zauważyć bandę nabzdryngolonych herosów hasających po obozie.
Zwracam honor. Myślałam, że Amelia nie będzie spać, a jednak ona też nie jest niezniszczalna.
            - Po co tu przyszedłeś? - warknęłam, nie mogąc doczekać się początku konwersacji. Wysiliłam się na miły ton głosu, ale prawdopodobnie nie wyszło mi to zbyt dobrze. Warknęła czy była miła?
           Przyznam szczerze, że po raz pierwszy spotkałam się z bogiem Komusem, ale myślę, że polska wersja tego imienia powinna być zapisywana przez „k”.
         Aha, czyli Amelia bywała już wcześniej na Ziemi. Cóż, wydaje mi się, że mimo to powinna czuć się trochę zagubiona. Chociaż troszeczkę. Piszesz o tym, że jest zakłopotana i tak dalej, ale nie pokazujesz tego w akcji. Genialna Amelia wie, jak się zachować w każdej sytuacji, a mówi, że się nie odnajduje na Ziemi.
   Przed moim domkiem stała wesoła trójka herosów. […]Percy uśmiechnął się przyjacielsko, a Grover wydał z siebie stłumione „bee” niczym baran. O ile dobrze pamiętam, to Grover był satyrem.

Rozdział 5.
Kiedy weszliśmy do środka, uderzył we mnie zapach potu, przeróżnych perfum i pożądania. To pożądanie ma zapach? Cóż, człowiek uczy się przez całe życie.
Dziwi mnie to, że Amelia nie jest na tyle asertywna, by odmówić wypicia alkoholu. A podobno sama za siebie decyduje…
O, robi się gorąco, Jake wkracza do akcji. Znów się pośmieję.
Nie mam pojęcia, ile szklanek z nim wypiłam. A ja nie mam pojęcia, jakim cudem wódka trafiła do Obozu Herosów. Tym bardziej, że Chejron nad wszystkim czuwa. On nie jest idiotą, droga Autorko, nie zapominaj, że wytrenował Achillesa i zgraję.
Nie, Amelia jest w niebezpieczeństwie! Jestem po prostu przerażona! Kto ją uratuje? Oczywiście, że Percy! Tak, to był sarkazm. Ni z gruchy ni z pietruchy Jake’uś zamienia się w bad boya, żeby tylko Percy mógł się wykazać. Za dużo tu jest przypadku. No tak, i jeszcze będzie z nią spał, bo przecież Amelka jest taaaaka bezbronna i niewinna.
Miałam na sobie normalne ubrania (zamiast pidżamy) i bransoletkę od Ojca, której obiecałam sobie, że nigdy nie założę. No shit, Sherlock! Kto by pomyślał, że śpi się w pidżamie?! BTW, „ojciec” z małej litery.
Nazywanie wódki „magicznym płynem” brzmi w ustach Amelii dziecinnie. Za dziecinnie, jeśli chodzi o córkę Hadesa.
 Percy pozostawił mnie samą z moimi nierozwiązanymi problemami, jednakże powrócił po piętnastu minutach ze szklanką czystej wody i tabletką przeciwbólową. Ponoć na kaca najlepsza jest kawa… Skąd w Obozie Herosów kawa, zapytasz. Skoro alkohol może być, to potomstwo Hermesa z pewnością by coś wykombinowało.
Końcówka miała chyba trzymać w napięciu. Coś Ci jednak, kolokwialnie mówiąc, nie pykło.

Rozdział 6.
Mam wrażenie, że każdy chłopak w Twoim opowiadaniu ma niebieskie oczy.
Czyli jednak mają lekcje. To jest co najmniej dziwne.
Resztę popołudnia spędziłam na nauce zielarstwa i przysposobieniu obronnym. Po tych nudnych lekcjach w końcu mogłam wrócić do domku. Z braku zajęcia udałam się na obiad, a następnie na przechadzkę wzdłuż jeziora. Chodziło Ci o przedpołudnie czy kolację? Chyba że obiad jest tak późno. Herosi wszystkie posiłki jadali razem, a czas na nie ogłaszał dźwięk konchy.
Wreszcie dostałam to, na co czekałam przez cały czas. Scenę walki z potworem. Akcja sama w sobie nie była źle opisana, to Amelia wszystko popsuła. Potwierdziły się moje najgorsze obawy i Amelka okazała się książkowym przykładem Mary Sue. Nie dość, że biedaczka musiała walczyć z jednym z najgorszych potworów z mitologii, to jeszcze została dość brutalnie przez niego potraktowana. Że zacytuję: Doprowadzanie mojej rozoranej klatki piersiowej do przyzwoitego stanu trwało dość długo. Z lewym przedramieniem poszło szybciej i mniej boleśnie. Ale oczywiście z poharataną klatką piersiową biegała, machała mieczem, a nawet zrobiła przewrót w przód! Szalona dziewczyna! Oczywiście pokonała potwora, no bo jakby to mogło być inaczej. Bogowie, zapomniałam o tym, że Chejron, Percy i Jake stali i podziwiali jej walkę, bo oczywiście ona musiała sama sobie poradzić z mantykorą. Takim akcjom mówię trzy razy nie.
Aha, w Obozie Herosów ran się nie szyje tylko podaje się nektar i ambrozję.

Rozdziału specjalnego, czy też one shota, nie czytałam, bo nie miał on większego wpływu na fabułę.

Rozdział 7.
Niby zaczyna się coś dziać, niby jest jakaś intryga, ale nie za bardzo wiem, czego dotyczy. Mamy mało informacji, a najlepsze jest to, że Chejron również nie interesuje się tą aferą z Shyvaną.
Jego twarz szpeciło zmartwienie, choć oczy pozostały intensywnie błękitne. To zdanie jest tak głębokie, że aż śmieszne. Widzisz, właśnie o tym mówię. Zamiast przybliżyć wątek Shyvany, Amelka rozpływa się na widok Percy’ego. Ja tam bym się zastanawiała, o co chodzi i dlaczego właśnie do mnie przyczepiła się mantykora.
Spojrzałam na niego oniemiałym wzrokiem. Wzrok nie może być oniemiały. Albo Amelka była oniemiała, albo… albo nic.
- Nawet o tym nie myśl – syknął niebieskooki, wbijając we mnie groźne spojrzenie. Czy ja Cię mam udusić za niebieskookiego Percy’ego? Jest tyle określeń na  Jacksona, a Ty uczepiłaś się akurat koloru jego oczu.
Ej, moment. Amelka była tak poharatana, że nie mogła ruszyć ręką, a teraz nagle siedzi na tarasie swojego domku? W tym samym dniu? W dodatku nie była leczona ambrozją ani nektarem… W życiu nie wypuściliby jej ze szpitala w takim stanie.
Wybacz za tamto zdarzenie na imprezie u Kate – odezwał się nagle nieco zmienionym głosem. Patrzył mi prosto w oczy. Nie mógł patrzeć jej prosto w oczy, bo parę linijek wcześniej napisałaś, że Amelia spojrzała w gwiazdy.
Borze Zielony, no nie mogę. Trochę różnorodności! I Percy, i Jake mają niebieskie oczy. Są dobrze zbudowani. Och, no i obydwaj się do niej zalecają. Może w ogóle połącz ich w jednego człowieka, to Amelia będzie w siódmym niebie!
  - Opowiadał mi o dzisiejszej grze – rzuciłam, wydymając wargi niczym oburzona kotka. Czy wszyscy wyobrazili już sobie kotkę wydymającą wargi? Nie? Nie szkodzi, ja też tego nie potrafię.
Ręce mi drżały, a wycieranie ich o taras nie przyniosło zamierzonych efektów. Trochę dziwnie to wygląda: obejmuje Percy’ego, który leży na jej kolanach i jednocześnie wyciera dłonie o taras. Ale co ja tam wiem, Genialna Amelka potrafi wszystko.
          Umarłam! A nawet ómarłam! Ona zasnęła! No nie mogę! To sobie Hades wybrał czas na wezwanie. Założę się, że tatuś to zrobił specjalnie. Ta rozmowa z Hadesem jest tak oderwana od kontekstu, że zaczęłam się zastanawiać, czy blogger przez przypadek czegoś nie usunął.

    Rozdział 8.
Po raz kolejny Amelia zachowuje się jak dziecko Hadesa. Mam wrażenie, że jej moce zapożyczyłaś od Valdeza z Herosów Olimpijskich.
Wychodzi sobie z obozu jak gdyby nigdy nic. Przypominam, że jest cała w bandażach. I walczy z potworem, oczywiście wygrywa. Nadal ma bandaże. Nie mogłam uczestniczyć w zajęciach z powodu rozległych ran. No właśnie. I dlatego wyłażę z najbezpieczniejszego miejsca na ziemi. Albo jest niewyobrażalnie głupia, albo chora umysłowo. Nie obrażając chorych umysłowo. W dodatku wsiada do auta zupełnie obcej kobiety! A co by było, gdyby to był kolejny potwór? Amelka naprawdę jest tak nienauczona ostrożności?
Założę się, że urodziła się w tym szpitalu, do którego weszła. Oczywiście zaatakował ją potwór i chyba nie muszę mówić, że Amelka wyszła z tego cało, mimo rozległych ran.
Zamarłam, patrząc tępo na przedziurawiony mebel [drzwi]. Trudno nazwać drzwi meblem. Dziwnie to brzmi.
Naprawdę nie mam siły marudzić już o trochę logiki w opisach walki. Trudno walczyć z rozwaloną szyją, nie sądzisz? Jednak obiecałam sobie, że to opowiadanie więcej mnie nie zdenerwuje, i staram się zachować spokój, więc po prostu nie będę się odzywać. Powinnaś już wiedzieć, co jest nie tak.
Aha. Zemdlała na środku ulicy w Nowym Jorku. Na Manhattanie. I nikt nie przystanął, żeby zapytać, czy wszystko z nią w porządku? Nie wierzę.
Gnałam, nie zwracając uwagi na to, iż byłam bosa i ubrana w czarną koszulę nocną. A także na to, że byłam cała poraniona i z medycznego punktu widzenia nie mogłam się ruszać, bo sprawiałoby mi to za duży ból.

Tym jakże pozytywnym akcentem zakończyłam czytanie rozdziałów i jestem Ci dozgonnie wdzięczna za to, że nie wysmażyłaś ich więcej. Bo tego nie byłabym w stanie przełknąć.

Ogólnie rzecz biorąc, z opisami naprawdę nie jest źle. Wiem, jak wyglądają bohaterowie, miejsca, w których toczy się akcja, chociaż nie zajmuje Ci to połowy rozdziału. Zręcznie wplatasz je między wypowiedzi postaci, co również jest plusem, bo nie przerywasz specjalnie akcji, by opisać dane miejsce. Tak, tu nie mam się do czego przyczepić.
Z oryginalnością jest słabo. Rozumiem, że w erze fanfików trudno wymyślić coś, co się wyróżnia, ale Twoje opowiadanie składa się z oklepanych motywów. Chłopak i dziewczyna, którzy ze sobą walczą, a potem się zakochują? Było. Impreza, na której jeden ratuje niewinną niewiastę przed drugim? Było. Nawet charakter Amelki nie jest jakoś wybitnie oryginalny. Zapewne przypomnisz mi o motywie Shyvany. Okej, może i jest to zapowiedź jakiejś akcji, ale nie rozwinęło się to na tyle, bym mogła się o tym szerzej wypowiedzieć. Mogłaś zgłosić opowiadanie później.
Zaciekawienie czytelnika jest znikome. Powiem więcej, męczyłam się, czytając to opowiadanie. Mam świadków na to, że modliłam się do Hadesa, by szybciej się skończyło. Ta historia prawie w ogóle nie ma klimatu, nie przeżywałam wydarzeń wraz z bohaterką. Powtarzanie utartych schematów  również nie działa na Twoją korzyść. Wiąże się to też ze stylem pisania i zasobem słownictwa. Z tym drugim nie masz większego problemu. Widać, że jeżeli chodzi o pisanie od strony technicznej, idzie Ci gładko jak po maśle. Nie masz większego problemu z przekazaniem tego, co chcesz przekazać. Przyznam szczerze, że dawno nie spotkałam bloga, na którym używano by niektórych „mądrych” słów. Jeżeli zaś chodzi o styl pisania, tutaj jest już gorzej. Używasz za dużo sformułowań typu „iż”, które są charakterystyczne dla stylu urzędowego. Jest strasznie oficjalnie. Wyluzuj trochę, to nie pismo do prezydenta USA, tylko opowiadanie, które czytają osoby w większości nastoletnie. Brakuje tego rozluźnienia i humoru. Przez to czasem myślę, że pisanie traktujesz jak obowiązek, a nie czerpiesz z tego przyjemności. Niektóre zdania są tak przepełnione patosem, że mam wrażenie, jakbym czytała jakąś pieśń pochwalną.
Z dialogami jest ten sam problem, co ze stylem. Bohaterowie nie wypowiadają się jak osiemnastolatki, tylko jak starsze panie na ławeczce, przez co to wszystko wychodzi strasznie sztywno. Zdania przez nich wypowiedziane w ogóle nie pasują też do ich charakteru. Zacznijmy od Amelii: niby taka asertywna, a jednak poszła na tę imprezę. Niby ma cięty język, ale jej wypowiedzi, które miały być chyba ironiczne, były bardziej dziecinne od trzyletniego dziecka. Tak samo jest z Jake’iem. Najpierw chce ją skrzywdzić, a potem twierdzi, że nic nie chciał jej zrobić. Kreujesz go na takiego bad boya, a te kłótnie z Percym o Amelię również nie wyszły tak, jak powinny. Chejron… on w ogóle nie mówi tak, jak w książce. Syczy, warczy i jest sarkastyczny.
Fabuła. Niby jest przemyślana, ale przez całe osiem rozdziałów było gadanie o pięknych oczach Percy’ego, Jake’u, który teoretycznie jest zły, ale dobry, i tylko dwa razy wspomniałaś o Shyvanie, czyli o tym wątku, na którym najbardziej powinnaś się skupić. Akcja to jest to, czego potrzeba temu opowiadaniu. Prawdę mówiąc, wątków jest tu zadziwiająco mało. Dwa, może trzy, z czego jeden dopiero kiełkuje. Radziłabym Ci dodać paru bohaterów i ich historie. Czytelnika nie interesuje za bardzo to, kogo Amelka wybierze (chyba że szanowny czytelnik nastawia się na romansidło), tylko akcja. Jeżeli zamierzasz nadal opisywać wahania głównej bohaterki, to może nie pisz fanfika, tylko po prostu zacznij nowe opowiadanie z tymi postaciami jako normalnymi ludźmi.
Wszystko się powtarza. Opisujesz w kółko te same wydarzenia. Przez dwa rozdziały nie działo się nic, tylko Percy i Amelka nawzajem na sobie siadali i udawali, że walczą. Potem Amelia przez kolejne dwa rozdziały zabiła dwa potwory. To się staje po prostu nudne. Mam wrażenie, że nie potrafisz wymyślić żadnych innych wydarzeń.
Zdarzenia, które po sobie następują, są mało prawdopodobne. Dziwne jest to, że impreza odbywa się pod czujnym okiem Chejrona. Dziwne jest to, że Amelka, mimo że parę godzin wcześniej nie mogła ruszyć palcem, potem wychodzi z obozu i jeszcze walczy z potworem (nie zapominajmy o rozciętej szyi). Dziwne jest to, że akurat Percy pojawia się za każdym razem, gdy Jake rozmawia z Amelią. Wszystko jest bardzo nierealne; w normalnym życiu trudno byłoby o „przypadkowe” spotkania tak często, jak Ty robisz to z Percym i Amelką.
Najlepsze zostawiłam sobie na koniec. Czas na bohaterów, czyli to, co najgorsze w tym opowiadaniu.
Zacznijmy od Amelii. Genialnej Amelki. W moich notatkach zapisałam sobie, że jest to rozchwiana emocjonalnie merysujka. Dlaczego Mary Sue, już wiesz. Chyba wystarczająco dużo o tym pisałam. Doskonale walczy mimo ciężkich ran. Świetnie odnajduje się w świecie, w którym była tylko kilka razy w życiu. Ma na pieńku z Chejronem, jest niegrzeczna i piękna, no i zabiega o nią dwóch chłopaków, a ona biedna nie wie, którego wybrać. Rozchwiana emocjonalnie, bo zmienia zdanie co pięć minut. Potem mówi, że będzie zachowywać się inaczej, a swoim postępowaniem sobie zaprzecza. O niej już trochę mówiłam podczas analizy rozdziałów, więc dodam tylko, że raczej nie ma już dla niej ratunku. Jej charakter jest już tak zepsuty, że jedynym wyjściem jest napisanie tego wszystkiego od nowa i wykreowanie jej od zera.
Percy w ogóle nie jest kanoniczny. Gdzie się podział jego humor, odwaga, cięty język? Czytając Twoje opowiadanie, miałam wrażenie, jakby był cały czas ponury. W ogóle się nie uśmiechał, nie rzucał żadnymi komentarzami. W ogóle mało mówił. On po prostu wyglądał i to miało wystarczyć. Bo przecież niebieskie oczy rekompensują wszystko. Odważny też nie był. Co z tego, że rzucił się na Jake’a, skoro do mantykory się nie zbliżył? Tak, Percy’emu z całego jestestwa zostawiłaś tylko imię.
Tak samo jest z Annabeth i Chejronem. Ann jest po prostu głupia. Innego określenia nie umiem znaleźć. Zrobiłaś z niej taką słodką idiotkę, typową blondynkę. Córka Ateny nie rzuca się ni z gruszki, ni z pietruszki na czyjeś plecy i nie pozwala, by ten ktoś przywalił jej ot, tak z łokcia w twarz. Córka Ateny najpierw obmyśla plan. A ty Annabeth po prostu pozbawiłaś mózgu.
No i ostatni, Jake, który ma rozdwojenie osobowości. Raz jest miły, raz próbuje zgwałcić Amelkę. Nie wiem o nim kompletnie nic oprócz tego, jak wygląda, toteż za dużo nie powiem.

4. Poprawność (16/20) 

Błędów nie jest dużo, ale ciągle powtarzają się te same, co działa na Twoją niekorzyść.

Rozdział 1.

Na mnie mówiono pół – bóg półbóg.  

Czasem czułam się, jakby to było oszczerstwo.

- Gotowa? - tuż Tuż nad moim uchem zagrzmiał dźwięczny głos Hadesa.

Jeszcze raz głośno westchnęłam, gdy ojciec dotykał opuszkami paców palców mego czoła.

Moje rozmyślania przerwała postać zbliżającego się Centaura centaura.

Jestem jego protektorem i czy tego chcesz, czy nie, jesteś pod moją opieką – syknął mi prosto do ucha.

Wiedziałam, jak te słowa działały na nadnaturalnie stworzenia.

Szłam szybkim tempem, nie zwracając uwagi na innych adeptów.

Przyłożyłam ostrzę ostrze broni do krtani chłopaka.

Rozdział 2.

W naszą stronę galopował ten sam Centaur centaur, którego spotkałam przy branie, jakaś blondynka i Satyr satyr.

- Dobrze. Amelio, oto twój plan zajęć – rzucił Centaur centaur, wręczając mi pojedynczą kartkę papieru.

- Czyją jesteś córką? - zapytała się blondynka, która jak dotąd się nie odzywała.

Już miałam jej odpowiedzieć jakąś kąśliwą uwagę, gdy Centaur mnie wyprzedził. – dziwnie jest odpowiedzieć kąśliwą uwagą. Raczej już miałam rzucić jakąś kąśliwą uwagę, albo coś w tym stylu.

Blondynka otworzyła nieco szerzej swoje wydatne usta, a Satyr satyr cofnął się o krok.

Znajdowałam się w swoim domku, jednak wciąż chodziłam po nim bez celu z rękoma za plecami.

To prawda, był interesujący, ale ja nigdy nie interesowała się... chłopcami?

To tylko kolejny pół – bóg półbóg idiota.

Percy skinął głową na znak, że rozumie i przysiadł się obok mnie.

Odruchowo zaczęłam wypatrywać go w tłumie, lecz dostrzegłam jedynie zbliżającego się Centaura centaura, który uśmiechał się do nas przyjaźnie.

Otworzyłam szerzej oczy, gdy ujrzałam Perciego Percy’ego, wścibską blondynkę i Satyra. No tego już było za wiele. - Herosi stojący po mojej prawej (okazało się, że mnie do nich zaliczono) będą podopiecznymi Grovera, a ci po lewej Annabeth i Peciego Percy’ego.

Mogłam skopać tyłek Perciemu Percy’emu i tej całej Annabeth bez żadnych konsekwencji?

Rozdział 3.

W samym środku szarpaniny i chaosu dostrzegłam Perciego Percy’ego.

Na mój znak rzucił się na blondynkę, by odwrócić jej uwagę od Perciego Percy’ego.

Przez te  to (to spojrzenie, te spojrzenia) jego spojrzenie czułam niemałe zażenowanie i konsternację.

Kilka chwil później rozpoznałam w niej Perciego Percy’ego.

 O Bogowie bogowie, co się ze mną stało?

Rozdział 4.

Ten pół – bóg półbóg zaczynał mnie coraz bardziej zadziwiać.

Powolnym krokiem pomaszerowałam w kierunku wyjścia i nacisnęłam za na klamkę. Do pomieszczenia wmaszerował Percy z uśmiechem nowo - narodzonego nowonarodzonego człowieka na twarzy.

Rozdział 5.

W tyle ujrzałam Perciego Percy’ego, Grovera i Annabeth, którzy ruszyli w kierunku grupki innych adeptów.

Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam Jackoba Jacoba, który patrzył na mnie z niedowierzaniem.

Jednak prawdziwy szok przeżyłam parę sekund później, gry gdy z trudem przekręciłam się na drugi bok.

Uratował mnie od zalotów Jackoba Jacoba, został przy mnie przez całą noc, a rankiem przyniósł mi lekarstwo.

Rozdział 6.

Patrzył, (tu nie powinno być przecinka) tak, jakby pragnął przewiercić na wylot moje ciało.

O Bogowie bogowie, a co jeśli on mówił prawdę?

Następną lekcją była geografia, gdzie uczyliśmy się o wszelkich znanych miejscach, które zamieszkiwali Bogowie bogowie.

Nagle z z (powtórzenie) mojej prawej usłyszałam szelest liści.

W końcu obok mojego boku stanął sam Chejron w towarzystwie kilku nieznanych mi adeptów i Jackoba Jacoba.

Jedynie Centaur centaur zachował trzeźwość umysłu.

Rozdział 7.

Brązowe oczy Centaura centaura wwiercały się w moje.

Gdzieś w mojej podświadomości pojawiła się myśl, że powinnam porozmawiać z Ojcem ojcem.

- Było, minęło.

Percy nie stawiał oporów, był jak lalka, którą starowałam sterowałam.

Stałam przed obliczem Ojca ojca, który pokazał mi się w swojej prawdziwej postaci.

Rozdział 8.

Ta kreatura była równie niebezpieczna, co Mantykora mantykora, ale przynajmniej wiedziałam, że chciała mnie zabić, a ja powinnam się bronić.

Jedynie Bogowie bogowie wiedzieli, czemu tu zawędrowałam!

Od razu zaczęło braknąć brakować mi tchu.

Na ułamek sekundy przed tym, jak ognisty bicz smagnął ciało Lamii lamii, na mojej twarzy pojawił się uśmiech zwycięstwa.

Zaśmiałam się zadowolona z ogromu mocy, jaką dysponowałam i wyjęłam z niej miecz, przyprawiając Lamię lamię o dodatkowy ból.

Uniosłam się do pozycji siedzące siedzącej, (tu nie powinno być przecinka) tak szybko, że przeszył mnie ból w klatce piersiowej.


5. Ramki (3/5) 

            Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to ich mała ilość. I to, że założyłaś osobnego bloga tylko po to, aby je zrobić.

            O mnie

            Pisanie kręci mnie od dłuższego czasu, ale na chwilę obecną zatrzymałam się jedynie na samym popędzie do tej dziedziny sztuki. Gdybyś zatrzymała się na samym popędzie, nie byłoby tego bloga, a Ty pisałabyś do szuflady.
       Potem przerzuciłam się na HP, ale to całkiem normalne. U każdego w końcu przychodzi ten okres. Myślę, że jednak nie. Ludzie, którzy nie czytali Harry’ego nie mogą napisać fanfika o nim.
            O, i widzę koleżanka po fachu.
       Lubię budzić kontrowersję. Aha, czyli budzisz jedną kontrowersję na rok i to Ci wystarcza?
           Okej, więc dowiedziałam się co nieco o Tobie i… chciałabym przeczytać to potterowskie opowiadanie.
           
            Bohaterowie

         Osobiście nienawidzę tej zakładki, a jeszcze gorzej jest, kiedy są w niej zdjęcia. Wszystko to, co jest w niej napisane, powinno być zawarte w tekście, a nie tylko na podstronie. Wygląd bohaterów powinien wynikać z opisów, a teraz nie będę mogła wyrzucić tych zdjęć z głowy.
            Nie dość, że mam wygląd Amelii, to jeszcze zepsułaś cały początek, bo ujawniłaś, że nie wychowywała się ona na Ziemi. Jednak ciekawa jestem, czy pojawi się ty rodzeństwo di Angelo.
            Percy to spokojny młodzieniec, który wraz z dwójką przyjaciół mieszka w Obozie Herosów. Aha, czyli Percy jest spokojny i ma praktycznie cały Obóz Herosów dla siebie, bo jest tam tylko on i dwójka jego przyjaciół. Zero dzieci Demeter, Apollina, Hermesa… Niezły początek.
            Bóg Podziemia bierze pod swoje skrzydła nowonarodzoną córkę i od tamtej pory stara się być przykładnym ojcem. Jakby tego było mało, mamy opiekuńczego Hadesa! Droga Autorko, to już nie jest niezgodność z kanonem, to jest niezgodność z mitologią grecką.
            Zawsze potrafi znaleźć rozwiązanie z opresji. Nie da się rozwiązać opresji.
            I mamy kolejny błąd w zapisie imion! Znów pojawiło się „Perciego”, a poza tym nie „Jackob” a „Jacob”. Nawet Word to podkreśla.
            Błędów nie ma, ale żałuję, że odwiedziłam tę zakładkę. Odkryłaś praktycznie całą fabułę.
            Został jeszcze spis treści i linki. Powiem tyle, że Sowie oceny i Zielona zwiastunownia zostały usunięte.
Zapomniałabym. W spisie treści masz „rozdzialy” zamiast „rozdziały”.
Podsumowując: rażące błędy logiczne i źle użyte słowa. Nie jestem pozytywnie nastawiona do tego opowiadania również przez spojlerowanie w opisach bohaterów. Mogłoby być lepiej.
           
6. Statystyki (4/5)

Nie ma zakładki, w której ludzie mogliby spamować do woli, i to jest problem. Pod postami znalazło się trochę tego i psuje to ogólne wrażenie. Jednak większość komentarzy to opinie o opowiadaniu. Często prowadzisz uprzejme konwersacje z czytelnikami.


7. Inne (0-5)

Brak.

8. Podsumowanie

Przez całe opowiadanie po prostu śmiałam się przez łzy, mam na to świadków! Nie wiedziałam, co jest lepsze: czy śmiać się z głupoty, czy rozpaczać z jej powodu. Porady… dodaj więcej bohaterów i wątków. Bo z tego, co tutaj mamy, raczej nie da się już niczego odratować. Rozluźnij się trochę przy pisaniu. No i zwracaj uwagę na logikę tekstu.
Opowiadanie, w którym Chejron syczy na herosów a dzieci Hadesa władają ogniem raczej nie może mieć lepszej oceny jak  dostateczną - otrzymujesz 58 punktów na 115.
Mam nadzieję, że na coś się jednak te moje wypociny przydały i wyciągniesz z nich jakieś wnioski.